15.11.2022, 16:19 ✶
- Do szkoły?
Brenna spojrzała na Norę z prawdziwą grozą. Wprawdzie raczej nie latała na miotle od czasów Hogwartu, więc jej umiejętności mocno zardzewiały, ale sama sugestia…
- Przecież to podstawowy wyznacznik twojej pozycji na pierwszym roku! Czy umiesz latać na miotle? Jaką masz miotłę? Czy uciekałeś przed mugolskim helikopterem? Czy próbowałeś uciec z domu oknem, wylatując na miotle? – recytowała z przejęciem. Trochę było w tym żartu, a trochę nie, pamiętała doskonale, jakie dyskusje odbywały się w szkole przed pierwszymi zajęciami. – Nie słuchaj mamy, Mabel, ciocia zapyta o wszystko sprzedawcę i dostaniesz najwspanialszy model miotły – zapewniła dziewczynkę, podnosząc smoka z koca, aby znowu zacząć zabawiać nim dziewczynkę. Raz, szczerze ją to wciągało, dwa, Nora miała to przez większość doby, więc niech ma trochę spokoju, gdy ktoś inny się nią zajmie.
– Za hipogryfa miniaturkę Salem wydrapie ci oczy. A Nora to cię chyba udusi – dodała, spoglądając na pannę Figg, jakby zastanawiała się, jak ta zareagowałaby na pojawienie hipogryfa w ich domu. Sprzątaj o takim i jeszcze naucz córkę odpowiedniego kłaniania się…
- To nie były zawody quidditcha, mugole nie latają na miotłach – stwierdziła, a widząc, że Mabel straciła zainteresowanie zabawką… rzuciła nią w starszego brata, choć niezbyt mocno, więc miał szansę pluszaka po prostu złapać. Co wywołało radosny śmiech dziewczynki, Brenna więc czym prędzej podsunęła jej tym razem piłeczkę. Tak na wypadek, gdyby mała też miała ochotę w kogoś nią rzucić. Mogła i w samą Brennę, jeśli to miało dać jej radość. – Zaraz… to była chyba piłka nożna. Taki sport, w którym biegają po ziemi i kopią piłkę. Wyobrażacie sobie, że jest tylko jedna? A zawodników więcej niż w quidditchu. To nie ma żadnego sensu, przecież ich połowa musi się strasznie nudzić! – oświadczyła z pewnością kogoś, kto tak naprawdę wiedzę o mugolskim świecie czerpał z literatury oraz odwiedzania mugolskich fast foodów. – W każdym razie Nobby podobno jest fanem i stąd ten cały ambaras. Jakoś różdżką miał kierować tę piłkę czy coś takiego. Nie bardzo ogarniam, dlaczego oskarżają o to jego, przecież każdy czarodziej mógłby zrobić coś podobnego… Nora, opowiadałam ci w ogóle o mojej pierwszej, wielkiej sprawie? Miałam znaleźć autora grafiti „Nobby Leach powinien gryźć piach”.
To dopiero było wielkie zlecenie. W sam raz dla BUMerki świeżo po stażu. Notabene chyba liczono, że zawiedzie okropnie, a tu bęc, panna Longbottom może nie chwaliła się tym na prawo i lewo, ale była widmowidzem i rozwiązała sprawę w rekordowym tempie, bo pacan, który umieścił ten napis, nie zakrył twarzy, gdy go pisał…
Brenna spojrzała na Norę z prawdziwą grozą. Wprawdzie raczej nie latała na miotle od czasów Hogwartu, więc jej umiejętności mocno zardzewiały, ale sama sugestia…
- Przecież to podstawowy wyznacznik twojej pozycji na pierwszym roku! Czy umiesz latać na miotle? Jaką masz miotłę? Czy uciekałeś przed mugolskim helikopterem? Czy próbowałeś uciec z domu oknem, wylatując na miotle? – recytowała z przejęciem. Trochę było w tym żartu, a trochę nie, pamiętała doskonale, jakie dyskusje odbywały się w szkole przed pierwszymi zajęciami. – Nie słuchaj mamy, Mabel, ciocia zapyta o wszystko sprzedawcę i dostaniesz najwspanialszy model miotły – zapewniła dziewczynkę, podnosząc smoka z koca, aby znowu zacząć zabawiać nim dziewczynkę. Raz, szczerze ją to wciągało, dwa, Nora miała to przez większość doby, więc niech ma trochę spokoju, gdy ktoś inny się nią zajmie.
– Za hipogryfa miniaturkę Salem wydrapie ci oczy. A Nora to cię chyba udusi – dodała, spoglądając na pannę Figg, jakby zastanawiała się, jak ta zareagowałaby na pojawienie hipogryfa w ich domu. Sprzątaj o takim i jeszcze naucz córkę odpowiedniego kłaniania się…
- To nie były zawody quidditcha, mugole nie latają na miotłach – stwierdziła, a widząc, że Mabel straciła zainteresowanie zabawką… rzuciła nią w starszego brata, choć niezbyt mocno, więc miał szansę pluszaka po prostu złapać. Co wywołało radosny śmiech dziewczynki, Brenna więc czym prędzej podsunęła jej tym razem piłeczkę. Tak na wypadek, gdyby mała też miała ochotę w kogoś nią rzucić. Mogła i w samą Brennę, jeśli to miało dać jej radość. – Zaraz… to była chyba piłka nożna. Taki sport, w którym biegają po ziemi i kopią piłkę. Wyobrażacie sobie, że jest tylko jedna? A zawodników więcej niż w quidditchu. To nie ma żadnego sensu, przecież ich połowa musi się strasznie nudzić! – oświadczyła z pewnością kogoś, kto tak naprawdę wiedzę o mugolskim świecie czerpał z literatury oraz odwiedzania mugolskich fast foodów. – W każdym razie Nobby podobno jest fanem i stąd ten cały ambaras. Jakoś różdżką miał kierować tę piłkę czy coś takiego. Nie bardzo ogarniam, dlaczego oskarżają o to jego, przecież każdy czarodziej mógłby zrobić coś podobnego… Nora, opowiadałam ci w ogóle o mojej pierwszej, wielkiej sprawie? Miałam znaleźć autora grafiti „Nobby Leach powinien gryźć piach”.
To dopiero było wielkie zlecenie. W sam raz dla BUMerki świeżo po stażu. Notabene chyba liczono, że zawiedzie okropnie, a tu bęc, panna Longbottom może nie chwaliła się tym na prawo i lewo, ale była widmowidzem i rozwiązała sprawę w rekordowym tempie, bo pacan, który umieścił ten napis, nie zakrył twarzy, gdy go pisał…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.