Kiedyś może nadejdzie dzień, kiedy Nicholas przestawi się do zwracania imiennie, niż oficjalnie. Różnica wieku między nimi także była znacząca, bo może jakieś dziesięć lat? Trzeba dać mu czas, a już może są postępy, gdzie Travers stara się układać zdania tak, aby nie musieć używać słowa „Pan”.
Robert zwrócił mu uwagę, że dość szybko przeszedł do interesu, pomijając kwestie luźnej rozmowy. Może nie chciał mu zabierać zbyt wiele czasu i był czymś zajęty? Prowadzenie rodzinnego interesu też zabiera cenną uwagę. Wiedział to na przykładzie swojego ojca.
Takiego pytania się możliwie Nicholas nie spodziewał. Nie odpowiadając na razie nic. Dopiero przy drugim, rozwiniętym pytaniu musiał odpowiedzieć.
Przyznał zgodnie z prawdą. Nie pisał prośby i pilne spotkanie i naglące. Ale raczej o chęć spotkania. W dowolnym dniu i godzinie. Tu Nicholas dostosowywał się, zaznaczając jedynie, że wolałby po godzinach swojej pracy. Problemu nie było i Richard przyjął go dzisiaj.
Mając pozwolenie na zajęcie miejsca, usiadł na jednym z brzegów kanapy. Być może tym bliższym fotela Roberta, jaki on sam później wybrał, stawiając szklanki z trunkiem na ławie.
Travers rzadko kiedy cokolwiek mówił o sobie. Wyuczona sztuka niewymownego. Co innego jednak rozmawiać z osobami swojego otoczenia. Przed nim nie miał tajemnic. Jedynie poza własnym jednym głównym sekretem, chowanym przed wszystkimi. Robertowi jednak wypadało wyjaśnić swoje milczenie.
- Pewne sprawy rodzinne wymagały większej uwagi. Szczególnie w organizacji Ojca. Byłem poza krajem, aby pomóc odszukać magiczne stworzenia, które pewnej osobie uciekły. Było jednak podejrzenie, że ktoś specjalnie wypuścił je z zagrody i wypłoszył. Mój powrót opóźniał się także przez nieprzyjemny wypadek ze stworzeniem, którego nie dało się uspokoić. Z niegroźnymi obrażeniami przeleżałem trochę na obserwacji.Opowiedział tak w skrócie z tych ważniejszych wydarzeń, ostatniego miesiąca. Żony nie miał nadal, ani innej przyrzeczonej kobiety. Ojciec ponoć szukał i szczęście, że skupił się na jego młodszym rodzeństwie. O swojej chorobie nie miał co opowiadać. Nie raz pewnie Robert zauważał, że Nicholas źle się czuł podczas pracy czy szkolenia u niego. To się nie zmieniało i objawy choroby genetycznej pojawiały co jakiś odstęp czasu. Na razie było wyciszone. Po udzieleniu odpowiedzi, sięgnął po szklankę z trunkiem, aby spojrzeć na jego zawartość, zakołysać lekko naczyniem aby wprawić w ruch płyn, zanim weźmie łyk.