To się właśnie nazywało Drużyna-Marzenie! Zgranie ruchów i decyzji było dopracowane i dopięte na ostatni guzik! Każdy każdego słuchał i podejmował dojrzałe, odpowiednie decyzje! Cain był gotowy, owszem, ale zgodnie z tym co powiedział - na "flirt". Niekoniecznie poważne ujęcie poważnego zmartwienia, które złapał, kiedy tylko poczuł, że coś jest nie tak z umysłem kobiety, do której głowy wlazł. Dlatego kiedy ich rudowłosa piękność (zwana dalej Gówniarą z Miotełką tylko że bez miotły) przeskoczyła przez płot to on już był po drugiej stronie ulicy. Chyba nie spodziewał się, że zanim wróci, to tamci już poradzą sobie z całym budynkiem, który mógł być jedną wielką pułapką. Mógł być. Ale nie musiał.
Niektóre widoki chwytały za serce. Łapały palcami ten mięsień i ściskały z całych sił dopóki nie brakowało ci tchu. Potem potrafiły na moment ostać się w tym punkcie imadła, nim cisnęły dalej. Mocniej. Intensywniej. Wyciskało z ciebie cała krew i doprowadzało do kolizji uczuć i myśli. Cain widział nieco za wiele żywych obrazów zniszczenia i utrapienia, żeby to powaliło go na kolana, ale jednocześnie widział ich wystarczająco wiele, żeby dopisać sobie smutną opowieść o możliwie smutnym zakończeniu. O tym jak zniszczony umysł matki nie był w stanie więcej odpowiednio zająć się domem, aż w końcu - ktoś umierał. Te opowieści kończyły się zawsze śmiercią, jeśli nie cielesną to umysłową. Albo sercową. Ile lat mógł mieć ten dzieciak? Miał chociaż z dziesięć? Do niego też będzie musiał zajrzeć, czy wszystko z nim w porządku, czy chociaż on ocalał z tego... z tego, co się tutaj wydarzyło. Cokolwiek to było.
- Rick, twój przyjaciel ze szkolnych lat... przecież mieliśmy się dzisiaj spotkać, nie pamiętasz? - Zapytał ze szczerym (nieprawda) zdziwieniem i uśmiechem na ustach. - Nie zostawiaj otworzonych drzwi, strasznie mnie nastraszyłaś... porozmawiajmy w kuchni, chodź, jak za dawnych lat przy herbacie. - Powspominamy twoje niedawne czasy. Podszedł do niej i oparł jej dłoń na plecach, pozwalając jej zrobić pierwsze kroki w kierunku kuchni, bo sam nawet nie wiedział, gdzie ta jest. Tylko sam zerknął na drzwi upewniając się, że je zamknął i jeszcze przesunął wzrokiem po pomieszczeniu, gdzie było dziecko. Nakazał jej usiąść przy stole i zamknął również kuchenne drzwi. Zostawił ją na razie w tym stanie hipnozy, wszczepiając w nią myśl, żeby mu zaufała, rozluźniła się i dopuściła do siebie. Wyciągnął różdżkę i przyłożył jej do skroni, żeby wkraść się do jej umysłu legilimencją. Chciał zobaczyć wspomnienia z ostatniego czasu i zbadać to, co było tak zniszczone, rozbite. Niestety spodziewał się najgorszego.
Sukces!
Sukces!