16.11.2023, 22:17 ✶
Oczywiście, że miała ze sobą przekąskę. Kiedy mogła, dzieliła się z Tristanem niewątpliwym szczęściem, jakie dawało jedzenie. Nie mówiła mu jednak przed faktem, że część rzeczy przygotowywała własnoręcznie. Nie była mistrzem kuchni i chociaż bardzo się starała, do większości wypieków miała dwie lewe ręce. Ale czasem się jej udawało i przemycała pomiędzy sklepowymi bułkami swoje własne, a raz nawet nakarmiła go ciastkiem, które sama zrobiła. Tymi rękami! I powiedziała mu, że to ona, a jakże. Takie małe rzeczy ją cieszyły - właśnie drobnostki, takie jak upieczone i smaczne ciastko, dobrze zaparzona herbata czy zwykły spacer. Od wielu miesięcy starała się bardziej doceniać życie mimo wielu niepowodzeń i policzków od życia, które chyba lubiło ją kopać. Ale, po prawdzie, inni mieli gorzej. I to dużo gorzej. Trochę egoistyczne to było myślenie i zachowanie, ale między innymi dlatego ciągnęło ją do osób skrzywdzonych przez los lub innych ludzi. Bo mogła poczuć, że nie ma tak źle. I zaoferować trochę światełka innym, bo przecież żyli w obrzydliwych czasach.
Bez żadnego skrępowania uściskała Tristana, tak jak zawsze, by wcisnąć mu pakunek w ręce. To był jeden z plusów, nie trzeba było zamykać mu ust, żeby nie gadał głupot. Oczywiście nie była na tyle głupia, żeby powiedzieć to na głos, ale żeby pomyśleć - już owszem.
- Nie znasz dnia ani godziny, gdy pojawi się Olivia Quirke ze wsparciem obiadowym - mówiąc to wcisnęła mu papierową torbę w dłonie. Zrozumiała połowicznie, "ty" i "niespodzianka", sprawa była jasna jak słońce, "lubić" też już znała. Podobnie jak miłe zwroty, których Tristan używał. Mimo tragedii, która go dotknęła, wciąż był pełny życia - podziwiała go za to. - Ciebie też miło widzieć, jak zawsze zresztą. Porywam cię teraz, mój drogi, jest ciepło i pięknie, szkoda żebyś marnował czas w domu albo w jakiejś podrzędnej knajpie, wiesz? Będziesz moim... Jak to się mówi? Zającem eksperymentalnym! Przysięgam, że wyszło mi lepiej niż ostatnim razem, nie pożałujesz.
Wsunęła mu rękę pod ramię i lekko pociągnęła w swoją stronę, by pokazać wyjście z Pokątnej przez Kocioł.
- Wiesz, że lubię się szwendać po Londynie, nie? Znalazłam ostatnio absolutnie cudowne miejsce, które musisz zobaczyć. Nie mogę trzymać takich miejscówek dla siebie - ścisnęła lekko jego przedramię, drugą ręką wymachując termosem. Całe szczęście, że był szczelny, bo niechybnie oboje byliby mokrzy od zawartości opakowania. - Chyba że masz plany, hm?
Łypnęła nań podejrzliwie, ale wiedziała dobrze, że Tristan wiedział, że mógł jej po prostu powiedzieć, że się z kimś umówił albo po prostu nie ma ochoty na piknik, bo woli być sam. Nie obrazi się, tylko potem będzie mu truć dupę o to, czy się nie struł obiadem, który mu przyniosła. W zasadzie to nie wiadomo która opcja była gorsza.
Bez żadnego skrępowania uściskała Tristana, tak jak zawsze, by wcisnąć mu pakunek w ręce. To był jeden z plusów, nie trzeba było zamykać mu ust, żeby nie gadał głupot. Oczywiście nie była na tyle głupia, żeby powiedzieć to na głos, ale żeby pomyśleć - już owszem.
- Nie znasz dnia ani godziny, gdy pojawi się Olivia Quirke ze wsparciem obiadowym - mówiąc to wcisnęła mu papierową torbę w dłonie. Zrozumiała połowicznie, "ty" i "niespodzianka", sprawa była jasna jak słońce, "lubić" też już znała. Podobnie jak miłe zwroty, których Tristan używał. Mimo tragedii, która go dotknęła, wciąż był pełny życia - podziwiała go za to. - Ciebie też miło widzieć, jak zawsze zresztą. Porywam cię teraz, mój drogi, jest ciepło i pięknie, szkoda żebyś marnował czas w domu albo w jakiejś podrzędnej knajpie, wiesz? Będziesz moim... Jak to się mówi? Zającem eksperymentalnym! Przysięgam, że wyszło mi lepiej niż ostatnim razem, nie pożałujesz.
Wsunęła mu rękę pod ramię i lekko pociągnęła w swoją stronę, by pokazać wyjście z Pokątnej przez Kocioł.
- Wiesz, że lubię się szwendać po Londynie, nie? Znalazłam ostatnio absolutnie cudowne miejsce, które musisz zobaczyć. Nie mogę trzymać takich miejscówek dla siebie - ścisnęła lekko jego przedramię, drugą ręką wymachując termosem. Całe szczęście, że był szczelny, bo niechybnie oboje byliby mokrzy od zawartości opakowania. - Chyba że masz plany, hm?
Łypnęła nań podejrzliwie, ale wiedziała dobrze, że Tristan wiedział, że mógł jej po prostu powiedzieć, że się z kimś umówił albo po prostu nie ma ochoty na piknik, bo woli być sam. Nie obrazi się, tylko potem będzie mu truć dupę o to, czy się nie struł obiadem, który mu przyniosła. W zasadzie to nie wiadomo która opcja była gorsza.