Tristan doceniał starania Olivii, która w większości starała się samodzielnie przygotowywać mu przekąski czy nawet przynosić obiady. Tak jak dzisiaj. Nawet jeżeli coś jej nie wychodziło, powiedzmy w kształtach, dekoracji, to miało jednak swój smak. Dobry. Bo nawet jeżeli coś mu nie smakowało, to nie wybrzydzał, ale dawał jej wskazówki. Czy za słone, za słodkie, mało doprawione i to podobnie. Każda wskazówka mogła być cenna, ale to też zależało od tego, że każdy miał inne upodobania smakowe. Z jej ciasteczek był bardzo zadowolony, że pochwalił nawet jej umiejętności. Tacy ludzie są w tym świecie potrzebni. On również miał swoje talenty. Tworzył cuda z metalu i jeszcze doszkolił się w tym fachu u kowala, odkąd stracił ojca. Umiejętnie umiał łączyć dzieła mugolskie z czarodziejskimi, nadając im niesamowity efekt.
Ward objął koleżankę, kiedy zamierzała go wyściskać i zaraz po tym miał wciśniętą w ręce torbę z obiadem. To znaczyło, że jedną rękę miał zajętą i jeżeli chciał jej coś powiedzieć przez język migowy, musiałby to zrobić jedną ręką. Miała szczęście, że nie mógł mówić a jedynie słuchać. Przy czym też mieć do niej cierpliwość. Nie protestował. Na jej odpowiedź, że jest chodzącą niespodzianką, uśmiechał się. Ale potwierdził jej słowa kręceniem głową i uniesieniem ramion, na odpowiedź "nie wiem".
Przywitanie mieli za sobą i tym samym Tristan dowiedział się, że Olivia chce go gdzieś porwać. Na dodatek usłyszał wzmiankę o tym, że ma dzisiaj pełnić dla niej rolę ”zająca eksperymentalnego”. Uniósł brwi w zdziwieniu, jakby nie do końca rozumiał, co dziewczyna planuje. Pozwolił jej objąć swoje ramię i być prowadzonym prosto do Dziurawego Kotła, z którego wyjdą do Londynu.
Niemagiczny Londyn był mu znany, gdyż mieszkał tam od dziecka do pewnego okresu nieprzyjemnego zdarzenia. Wiedział, że Olivia lubiła spacerować ulicami tego miasta. Gdy tak szli bok siebie, a ona obejmowała jego ramię, dla osób trzecich mogli wyglądać jak para. Tylko, że to ona więcej mówiła, a on milczał. Padło jednak pytanie o to, czy ma plany. A żeby łatwiej było mu jej pokazać, że ma drugą pracę dzisiaj, sięgnął do kieszeni po małego żółwia z metalu przez niego zrobionego jako ozdoba mogąca pełnić rolę wisiorka. Pokazał jej dwa palce i tego żółwia. To był w sumie taki znak, w którym chciałby powiedzieć, że "za dwie godziny mam drugą pracę". Jeżeli o tym pamiętała. Jako że drugą rękę miał zajętą przez trzymanie pakunku z obiadem, posłużył się drugą, którą mu trzymała. Takie znaki, łatwej komunikacji, ustalał ze znanymi mu osobami. Olivia była na pewno poinformowana o tym, że dorabiał sobie u kowala. Już nawet myślał nad prezentem urodzinowym dla niej, które miała za ponad miesiąc.