Nora trochę wyłączyła swój instynkt rodzicielski, przynajmniej na moment. Dała rodzicom chrzestnym Mabel wykazać się nieco podczas tego jakże przyjemnego popołudnia. Jakże przyjemnie raz na jakiś czas, choć na chwilę po prostu odpocząć. Naprawdę była im wdzięczna za tę propozycję.
- Nie wiem w jaki sposób mam Ci wybić z łba tego hipogryfa miniaturkę, wiesz, że miniaturki też rosną?! Gdzie miałabym go trzymać, u Was w rezydencji? Jeśli tak, mogłabym się zgodzić.- Miała wrażenie, że Erik czasem zapominał o tym, że nie wszyscy mieli takie warunki mieszkaniowe, jak rodzina Longbottom - warto więc było mu o tym od czasu do czasu przypomnieć. - Dostanie kota, jeszcze nie teraz, ale na pewno przypadnie jej któryś z naszej rodzinnej hodowli, a sam wiesz, że te koty są zdecydowanie bardziej ciekawymi stworzeniami od tych zwyczajnych.- Każdy z rodziny Figg otrzymywał od nich towarzysza na swoje smutki i radości, sama nawiązała z Salemem bardzo silną więź i wierzyła, że jej córkę spotka to samo. - Równowagi się nauczy.- Skomentowała jeszcze, a po chwili namysłu dodała - albo i nie, spójrz na mnie, jakoś nigdy nie było mi z tym po drodze i dalej żyje.- Wcale nie uważała tego za jakąś wielką wadę.
- Myślisz, że te plotki to wszystko na co ich stać, a co jeśli przyjdzie moment, w którym zechcą zrobić mu krzywdę?- Nora nie wierzyła do końca, że ci ludzie zaprzestaną tylko na wiadomościach wyssanych z palca. Jeśli minister okaże się być za bardzo niewygodny zapewne postanowią się go pozbyć - przynajmniej tak się jej wydawało.
- Miotłę mogę Wam wybaczyć, jak Ci tak bardzo zależy Brenna, pamiętaj jednak, że nie wszyscy muszą być gwiazdami quidditcha i już w pierwszej klasie latać na miotle, ja nie potrafiłam i jakoś sobie poradziłam, też znalazłam w Hogwarcie przyjaciół.- Nora starała się nie ulegać tej presji, że dzieciak musi potrafić wszystko. Zdecydowanie wolała, żeby Mabel najzwyczajniej w świecie była szczęśliwa - kochała ją nawet teraz, gdy jako dwulatka nie potrafiła jeszcze czytać, a ponoć dzieciaki jej znajomych już to robiły... Ta, jasne.
- Kopią piłkę, po ziemi? Gdzie tu jakieś atrakcje?- Próbowała sobie zwizualizować to, o czym mówiła Brenna, jednak średnio jej to wychodziło. - i nasz Minister niby miał się tym interesować? Naprawdę.- Nie mogła uwierzyć, że te kłamstwa były aż tak bardzo wyssane z palca. - Nie chce mi się wierzyć, że czarował piłkę, czy coś innego po to, żeby jakaś mugolska drużyna miała wygrać mecz.- Powątpiewała w to szczerze. - Nie odpowiadałaś, ktoś wypisuje coś takiego? Przecież to są groźby!- Krzyknęła trochę zbyt głośno, aż Mabel odwróciła się w jej kierunku, posłała córce uśmiech, a następnie wróciła do rozmowy. -Znalazłaś autora tego okropnego napisu?- Była ciekawa, jak przyjaciółka sprawdzała się w roli detektywa.