16.11.2023, 23:49 ✶
W zasadzie to, że ona więcej mówiła, a on milczał, w wielu przypadkach było właśnie definicją pary. Z tym, że Olivia... Była niezwykle wręcz entuzjastyczna. Gdy wyszli z Kotła, pokazywała na latarnie, samochody i mijających ich ludzi, a potem szeptała swoje pytania Tristanowi do ucha. Dla nikogo w jej otoczeniu nie było tajemnicą, że jej stosunek do mugoli był dość specyficzny. Była pomiędzy: uwielbiała ich obserwować jak zwierzątka, chciała dla nich dobrze, ale jednocześnie nie była to sympatia w czystym tego słowa znaczeniu. Dla mugolubnych czarodziejów takie podejście było obraźliwe. Dla mugolskich faszystów z kolei... Powinno zakończyć się śmiercią. Tkwiła więc w tym zawieszeniu, nie widząc absolutnie nic niestosownego i złego w swoim zachowaniu. A jednocześnie z dziecięcą wręcz ciekawością wypytywała Tristana o absolutnie wszystko, co związane było z mugolami. Bo on wiedział więcej niż inni.
Gdy pokazał żółwia, a potem numer dwa, Olivia zmarszczyła brwi. Myślała przez chwilę, odrobinę zwalniając, aż w końcu coś w jej mózgu zadziałało tak, jak należy.
- Dlaczego sobie to robisz, Tristan? Prawie w ogóle nie wychodzisz z domu, ciężko cię złapać, a jeśli się uda, to tylko na chwilę bo zaraz pędzisz do drugiej pracy - zrobiła teatralnie smutną minę, bo doskonale wiedziała, jakie są powody. Skoro tak chciał, nie będzie mu przeszkadzać. Jedyne co mogła zrobić, to go nakarmić. To, że dawał jej wskazówki zamiast udawać że wymiotuje, jak przesoliła zupę, było naprawdę podnoszące na duchu. I zmuszało do poprawy swoich umiejętności. Olivia należała do osób, które błyskawicznie porzucały nowe hobby, gdy ktoś tylko sugerował, że to co robią jest niewystarczające.
Znowu przyspieszyła, niemal zmuszając Tristana do biegu. Termosem pokazała na Tamizę.
- Wiem, wiem, zaraz będziemy, zdążysz zjeść i odpocząć, a potem machnąć ręką i zniknąć. Nie rozumiem jak możecie korzystać z teleportacji - ona rzygała jak kot po każdej teleportacji. Często też po podróży przy pomocy fiuu czy świstoklika. Czasem zazdrościła innym, tym normalnym czarodziejom, którzy mogli łatwo się teleportować. - A zresztą, nawet nie odpowiadaj. Zaraz będziemy na miejscu, teraz musisz ostrożnie.
Puściła jego rękę, stając na skraju mostu. Zamiast jednak przez niego przejść, śmignęła w górę, do jednego z parków. Obróciła się jeszcze, żeby upewnić się, czy Tristan nadal za nią idzie, a potem zaczęła się wspinać. Od tej strony parku nie było ławeczek, to była zdecydowanie mniej malownicza część zielonego terenu. Ale z jakiegoś powodu, gdy w końcu Olivia wdrapała się na górę, ona była zachwycona. Powoli robiło się ciemno, latarnie były dość mocno oddalone od tej części parku. W dole widzieli księżyc, odbijający się od wód Tamizy.
- Chodź, siadaj, zaraz się zacznie - Quirke jednak nie patrzyła na wodę. Wpatrywała się z uporem w krzaki z boku, jakby zaraz miały stanąć w płomieniach.
I tak się prawie stało. Pojedyncze punkciki zapalały się na liściach, by w końcu ostrożnie ruszyć w górę.
- Nie wiem, jak to się nazywa, ale to żywe stworzenia, wiesz? Takie robaczki - powiedziała z zachwytem, ściszając głos do szeptu. Całą tę drogę ciągnęła go, żeby pokazać mu kilka świetlików.
Gdy pokazał żółwia, a potem numer dwa, Olivia zmarszczyła brwi. Myślała przez chwilę, odrobinę zwalniając, aż w końcu coś w jej mózgu zadziałało tak, jak należy.
- Dlaczego sobie to robisz, Tristan? Prawie w ogóle nie wychodzisz z domu, ciężko cię złapać, a jeśli się uda, to tylko na chwilę bo zaraz pędzisz do drugiej pracy - zrobiła teatralnie smutną minę, bo doskonale wiedziała, jakie są powody. Skoro tak chciał, nie będzie mu przeszkadzać. Jedyne co mogła zrobić, to go nakarmić. To, że dawał jej wskazówki zamiast udawać że wymiotuje, jak przesoliła zupę, było naprawdę podnoszące na duchu. I zmuszało do poprawy swoich umiejętności. Olivia należała do osób, które błyskawicznie porzucały nowe hobby, gdy ktoś tylko sugerował, że to co robią jest niewystarczające.
Znowu przyspieszyła, niemal zmuszając Tristana do biegu. Termosem pokazała na Tamizę.
- Wiem, wiem, zaraz będziemy, zdążysz zjeść i odpocząć, a potem machnąć ręką i zniknąć. Nie rozumiem jak możecie korzystać z teleportacji - ona rzygała jak kot po każdej teleportacji. Często też po podróży przy pomocy fiuu czy świstoklika. Czasem zazdrościła innym, tym normalnym czarodziejom, którzy mogli łatwo się teleportować. - A zresztą, nawet nie odpowiadaj. Zaraz będziemy na miejscu, teraz musisz ostrożnie.
Puściła jego rękę, stając na skraju mostu. Zamiast jednak przez niego przejść, śmignęła w górę, do jednego z parków. Obróciła się jeszcze, żeby upewnić się, czy Tristan nadal za nią idzie, a potem zaczęła się wspinać. Od tej strony parku nie było ławeczek, to była zdecydowanie mniej malownicza część zielonego terenu. Ale z jakiegoś powodu, gdy w końcu Olivia wdrapała się na górę, ona była zachwycona. Powoli robiło się ciemno, latarnie były dość mocno oddalone od tej części parku. W dole widzieli księżyc, odbijający się od wód Tamizy.
- Chodź, siadaj, zaraz się zacznie - Quirke jednak nie patrzyła na wodę. Wpatrywała się z uporem w krzaki z boku, jakby zaraz miały stanąć w płomieniach.
I tak się prawie stało. Pojedyncze punkciki zapalały się na liściach, by w końcu ostrożnie ruszyć w górę.
- Nie wiem, jak to się nazywa, ale to żywe stworzenia, wiesz? Takie robaczki - powiedziała z zachwytem, ściszając głos do szeptu. Całą tę drogę ciągnęła go, żeby pokazać mu kilka świetlików.