W tym miejscu nie było warunków ani Laurence nie miał swojej torby z narzędziami i produktami medycznymi, aby udzielić odpowiednio pierwszej pomocy. Musiał improwizować i potajemnie bawić się w magię. Później i tak przyjdzie mu spisać raport tego incydentu i czyje życie zostało zagrożone, że zmuszony był interweniować.
Laurence wierzył, że kuzyn go nie zostawi, ale na wszelki wypadek wyszedł tylko rzucić okiem, jak wygląda sytuacja przed zaułkiem. Ocenić otoczenie, ulicę po obu stronach wejścia do zaułka, gdzie dostrzegł porzuconą portmonetkę. Zabrał ją, aby później ją przebadać, sprawdzić zawartość. Gdy jednak wrócił do kobiety, było po niej widać, że walczy o życie a przynajmniej próbuje. Kucając przy niej, odłożył na bok znalezioną rzecz i przyłożył dwa palce do jej szyi, aby ocenić tętno.
- Walcz Anne. Nie poddawaj się. Pomoc zaraz przybędzie.Mówił do niej z nadzieją, że go słyszy i jeżeli zmierzała na drugi świat, niech się zatrzyma. Niech cofnie. Wtem do środka weszli sprowadzeni mężczyźni przez Rodolphusa.
- Napaść. Kobieta ma dość poważną ranę ciętą. Tutaj jej nie mogę zbyt wiele i musi natychmiast jechać do szpitala.
Nie musiał im pokazywać, gdzie, gdyż obandażowane okolice boku przez brzuch, zdążyło się zaczerwienić. Przynajmniej, kobieta nie krwawiła już tak obficie co wcześniej, jednakże była na granicy światów. Na pytanie o przetransportowanie jej i informację, że wóz zaraz tu będzie, Laurence usłyszał swoje imię od kuzyna. Spojrzał w jego kierunku, dostrzegając co mu pokazał. Również zmarszczył brwi, nieznacznie skinąwszy głową, że rozumie o co chodzi.
- Przeniesiemy ją. Wyjdźcie i pilnujcie wozu. Dajcie znać, kiedy przyjedzie. Potem dam wam kolejne instrukcje.
Polecił obu panom, po czym skierował wzrok na Rodolpha.
- Pomożesz mi.
Laurence był tu uzdrowicielem to wydawał polecenia. Wiele mieszkańców znało go tutaj jako lekarza, medyka czy uzdrowiciela. Udzielał pomocy medycznej każdemu. Pamiętając to co pokazał mu młodszy Lestrange, mugole nie posiadają raczej takich przedmiotów jak przypominajka. Kobieta musiała być czarodziejem albo charłakiem.
Gdy mężczyźni wykonali polecenie, Laurence chwycił kuzyna za rękę i pociągnął do siebie na boczną stronę obok kobiety tak, aby ich zakrywał. I żeby jeszcze przy nim kucał.
- Kryj i pilnuj. Trzymaj za nadgarstek, udając że mierzysz jej puls. Spróbuję uleczyć ranę, aby przeżyła.Rzekł szeptem, aby tylko Rodolph usłyszał. I zaraz wyjął różdżkę kierując na zabandażowane intensywnie czerwone miejsce. Przyłożył koniec różdżki i użył niewerbalnego zaklęcia na gojenie ran. Nie wyleczy jej dosłownie, ale chciał zmniejszyć głębokość rany, która zmniejszy też ubytek krwi. Mogą to uznać za cud i silną wolę walki o życie przez kobietę. I tak majaczyła, nie kontaktowała z nimi. Była nieprzytomna, nieświadoma. Ciepło zaklęcia otoczyło wewnętrzne obrażenie rany. Laurence przerwał zaklęcie natychmiast chowając różdżkę, kiedy usłyszał hasło, że wóz przyjechał.
- Weźmiesz ją, czy ja mam to zrobić? Wystarczy ostrożnie na ręce i zanieść. Nie ma czasu ogarniać całej procedury zabezpieczeń.
Zapytał kuzyna, jeżeli wyraził zgodę, była pod jego opieką. Jeżeli zaś odmówił, Laurence weźmie to na siebie.