17.11.2023, 01:57 ✶
Odkąd sięgał pamięcią, życie było dla niego żmudnym, powolnym procesem. Obserwując toczące się wokół niego życie, zawsze czuł się jedynie biernym widzem tej średniej jakości telenoweli. Nudziła go stabilność, męczyła powtarzalność, a przecież to właśnie z nich składało się typowe, stabilne życie typowego zjadacza chleba. Przejść jakoś przez szkołę, dostać pracę, a potem tylko założyć rodzinę i jakoś dożyć do starości. No po prostu banał i kicz. Absolutnie nie potrafił zrozumieć ludzi, których zadowalało to, że po prostu egzystują. Chyba dlatego tak bardzo pociągało go pisanie. Początkowo parał się pisaniem własnych utworów, ale na dłuższą metę nie sprawiało mu to większej przyjemności. Czemu? To chyba oczywiste. Stały się częścią rutyny, a tego nie potrafił znieść. Na szczęście, chyba bardziej dla niego niż innych ludzi, światełkiem w tunelu okazały się dla niego teksty, które pisał na temat innych. Artykuł, felietony, wywiady. Wszystkie one miały jeden wspólny mianownik — w każdym z nich mógł się łapać kolejnego, nowego tematu. Jasne, sam proces czasami mógł nosić znamiona powtarzalności, ale produkt ostateczny był na tyle zadowalający, że postanowił zająć się tym na stałe. Pierwszy raz zaangażował się w coś kompletnie, a efekty napawały go pewną dozą satysfakcji.
Nie uważa się może za najlepszego w swoim fachu, ale ma zdecydowanie duże mniemanie o własnych zdolnościach. Chyba właśnie przez to drażni go porównywanie do członków swojej rodziny. Nie lubi, gdy przypadkowi ludzie zrzucają jego kunszt na garb rodzinnych powiązań. Teksty pokroju "urodził się z tym", "pisze jak ojciec" a już szczególnie "nie widzę między nimi różnicy" doprowadzają go do niemal szewskiej pasji. Z racji na wykonywany zawód i posiadany status stara się nie wdawać w publiczne bójki, ale kilka razy zdarzyło mu się wdać w bardziej intensywne potyczki słowne, które potem przerodziły się w krótkie, choć intensywne bójki.
Oczywiście życie dziennikarza nie zawsze było pełne przygód. Czasami po prostu nie było dobrego materiału, a Skeeter cały dzień przesiadywał w fotelu, myśląc o niechybnej zagładzie gatunku ludzkiego. W takich momentach ratunku szuka w bardziej przyziemnych przyjemnościach, które potrafią oderwać jego głowę od bezsensu egzystencji. Chodzi oczywiście o alkohol i środki odurzające. Oczywiście nie chwali się tym w pracy, a i pisząc artykuły, stara się zachować raczej trzeźwy umysł, ale w wolnym czasie z chęcią oraz niebywałą wręcz łatwością sięga po używki. Dopełnieniem tego wszystkiego jest oczywiście odpowiednie towarzystwo. Najczęściej grono zaufanych przyjaciół, czasem większe imprezy znaczących ludzi, na których jego obecność i zachowanie nie robią większego wrażenia. Na każdym z nich nie brakuje tego, co przynajmniej dla niego jest idealnym dopełnieniem tej palety uciech. Kobiet. Aaron zdecydowanie przepada za płcią przeciwną, dość chętnie wdając się w krótsze lub dłuższe romanse. Większość z nich trwa jedną noc, ale niektóre damy zafascynowały go na tyle mocno, że stały się czymś na wzór jego muz. Ot typowe życie bawidamka po odbębnieniu godzin w pracy.
Podsumowując — nie dziwiło go, jeśli czasami obudził się nad ranem nago w jakiejś przypadkowej rezydencji albo w bliżej nieokreślonej karczmie. Do tej pory nie zdarzyło mu się jednak ocknąć na środku parkietu z kobietą, której w pierwszej chwili nawet nie skojarzył. Wszystko za sprawą mocno obolałej głowy, która świadczyła o tym, że cokolwiek działo się kilka godzin temu, zdecydowanie sobie nie żałował. Próbował zrozumieć, co tak właściwie się tutaj działo, ale jego umysł działał nad wyraz wolno, rejestrując na raz tylko jedną rzecz. Najpierw pojawiła się świadomość tańca, potem twarz rudowłosej kobiety, a na końcu fakt, że znajdowali się w jakimś dziwacznym miejscu, w którym zdecydowanie nie było go wcześniej.
Głos był irytujący i chociaż niósł ze sobą pochwały, które przecież lubił, zdecydowanie by wolał, gdyby mężczyzna po prostu się zamknął. Nie potrzebował komplementów na temat tego, co tutaj właśnie zaszło. Zamiast tego wolałby się dowiedzieć, jak tutaj trafił, czemu z Olivią Quirke. Dopiero teraz, gdy o niej pomyślał, spojrzał w jej stronę, zdając sobie sprawę z tego, jak blisko siebie znajdował się ich twarze. Z jednej strony było to przyjemne i głosik w głowie radził mu złamać tę niepotrzebną barierę wstydu, ale nie w głowie były mu romanse. W sumie to niewiele się tam w tej chwili znajdowało poza bólem głowy oraz chaosem, który powodowała cała ta sytuacja.
Z radością zszedł ze sceny, ustępując miejsca kolejnej parze czegoś, co było chyba konkursem tanecznym? Nie, chyba raczej próbą improwizacji. Mężczyzna i kobieta nie wyglądali na takich, którzy znają się jakoś lepiej. Trybki w jego mózgu zaczęły powoli pracować, ale nim doszedł do jakkolwiek sensownego wniosku, jego uwagę całkowicie pochłonęła woda, którą otrzymał. Łapczywie, niemal jednym haustem, wypił zawartość szklanki, po czym bez większego namysłu sięgnął po dzbanek, wypijając w krótkim czasie połowę jego zawartości. Część pociekła mu po brodzie, ale tak w sumie to było to nawet przyjemne. Tak samo jak uczucie mniej suchego gardła. Zdawać by się mogło, że nawet głowa nie bolała go już tak bardzo.
— Nie mam bladego pojęcia — wysapał w odpowiedzi, odrzucając mokre od potu włosy za uszy, zerkając przy tym w stronę rozmówczyni. — Wydaje mi się... wydaje mi się, że miałem coś od ciebie kupić. Chyba? — zaczął, ale próba zebrania myśli wywołała jedynie kolejną falę bólu głowy. — Ech, sam nie wiem. Nie potrafię się teraz skupić, ale nie pamiętam niczego z ostatnich godzin, a Ty? — dokończył, licząc na to, że chociaż ona wiedziała, jak tutaj dotarli, chociaż jej mimika sugerowała, że startowali z dokładnie tego samego punktu.
Nie uważa się może za najlepszego w swoim fachu, ale ma zdecydowanie duże mniemanie o własnych zdolnościach. Chyba właśnie przez to drażni go porównywanie do członków swojej rodziny. Nie lubi, gdy przypadkowi ludzie zrzucają jego kunszt na garb rodzinnych powiązań. Teksty pokroju "urodził się z tym", "pisze jak ojciec" a już szczególnie "nie widzę między nimi różnicy" doprowadzają go do niemal szewskiej pasji. Z racji na wykonywany zawód i posiadany status stara się nie wdawać w publiczne bójki, ale kilka razy zdarzyło mu się wdać w bardziej intensywne potyczki słowne, które potem przerodziły się w krótkie, choć intensywne bójki.
Oczywiście życie dziennikarza nie zawsze było pełne przygód. Czasami po prostu nie było dobrego materiału, a Skeeter cały dzień przesiadywał w fotelu, myśląc o niechybnej zagładzie gatunku ludzkiego. W takich momentach ratunku szuka w bardziej przyziemnych przyjemnościach, które potrafią oderwać jego głowę od bezsensu egzystencji. Chodzi oczywiście o alkohol i środki odurzające. Oczywiście nie chwali się tym w pracy, a i pisząc artykuły, stara się zachować raczej trzeźwy umysł, ale w wolnym czasie z chęcią oraz niebywałą wręcz łatwością sięga po używki. Dopełnieniem tego wszystkiego jest oczywiście odpowiednie towarzystwo. Najczęściej grono zaufanych przyjaciół, czasem większe imprezy znaczących ludzi, na których jego obecność i zachowanie nie robią większego wrażenia. Na każdym z nich nie brakuje tego, co przynajmniej dla niego jest idealnym dopełnieniem tej palety uciech. Kobiet. Aaron zdecydowanie przepada za płcią przeciwną, dość chętnie wdając się w krótsze lub dłuższe romanse. Większość z nich trwa jedną noc, ale niektóre damy zafascynowały go na tyle mocno, że stały się czymś na wzór jego muz. Ot typowe życie bawidamka po odbębnieniu godzin w pracy.
Podsumowując — nie dziwiło go, jeśli czasami obudził się nad ranem nago w jakiejś przypadkowej rezydencji albo w bliżej nieokreślonej karczmie. Do tej pory nie zdarzyło mu się jednak ocknąć na środku parkietu z kobietą, której w pierwszej chwili nawet nie skojarzył. Wszystko za sprawą mocno obolałej głowy, która świadczyła o tym, że cokolwiek działo się kilka godzin temu, zdecydowanie sobie nie żałował. Próbował zrozumieć, co tak właściwie się tutaj działo, ale jego umysł działał nad wyraz wolno, rejestrując na raz tylko jedną rzecz. Najpierw pojawiła się świadomość tańca, potem twarz rudowłosej kobiety, a na końcu fakt, że znajdowali się w jakimś dziwacznym miejscu, w którym zdecydowanie nie było go wcześniej.
Głos był irytujący i chociaż niósł ze sobą pochwały, które przecież lubił, zdecydowanie by wolał, gdyby mężczyzna po prostu się zamknął. Nie potrzebował komplementów na temat tego, co tutaj właśnie zaszło. Zamiast tego wolałby się dowiedzieć, jak tutaj trafił, czemu z Olivią Quirke. Dopiero teraz, gdy o niej pomyślał, spojrzał w jej stronę, zdając sobie sprawę z tego, jak blisko siebie znajdował się ich twarze. Z jednej strony było to przyjemne i głosik w głowie radził mu złamać tę niepotrzebną barierę wstydu, ale nie w głowie były mu romanse. W sumie to niewiele się tam w tej chwili znajdowało poza bólem głowy oraz chaosem, który powodowała cała ta sytuacja.
Z radością zszedł ze sceny, ustępując miejsca kolejnej parze czegoś, co było chyba konkursem tanecznym? Nie, chyba raczej próbą improwizacji. Mężczyzna i kobieta nie wyglądali na takich, którzy znają się jakoś lepiej. Trybki w jego mózgu zaczęły powoli pracować, ale nim doszedł do jakkolwiek sensownego wniosku, jego uwagę całkowicie pochłonęła woda, którą otrzymał. Łapczywie, niemal jednym haustem, wypił zawartość szklanki, po czym bez większego namysłu sięgnął po dzbanek, wypijając w krótkim czasie połowę jego zawartości. Część pociekła mu po brodzie, ale tak w sumie to było to nawet przyjemne. Tak samo jak uczucie mniej suchego gardła. Zdawać by się mogło, że nawet głowa nie bolała go już tak bardzo.
— Nie mam bladego pojęcia — wysapał w odpowiedzi, odrzucając mokre od potu włosy za uszy, zerkając przy tym w stronę rozmówczyni. — Wydaje mi się... wydaje mi się, że miałem coś od ciebie kupić. Chyba? — zaczął, ale próba zebrania myśli wywołała jedynie kolejną falę bólu głowy. — Ech, sam nie wiem. Nie potrafię się teraz skupić, ale nie pamiętam niczego z ostatnich godzin, a Ty? — dokończył, licząc na to, że chociaż ona wiedziała, jak tutaj dotarli, chociaż jej mimika sugerowała, że startowali z dokładnie tego samego punktu.