17.11.2023, 03:00 ✶
Flynn zachichotał, kiedy Elaine poprawiła Alexandra, ale ta historia bardzo szybko go uciszyła. Morderca ze snów? Dosłownie? Na początku myślał, że to jakiś niezdrowy żart, ale młodziutka Bell była ostatnią z ostatnich osób, które by o coś takiego podejrzewał. Na wszelki wypadek odliczył jeszcze w głowie do pięciu... raz, dwa, trzy, pięć... Nikt się nie śmiał, czyli to było na poważnie...?
- No jasne - odpowiedział - życie jest za krótkie, żeby nie lubić ładnych babeczek - dodał do tego, w wesoły sposób rzucając taki żarcik, że haha, wcale nie chodziło mu o słodycze, ale generalnie to kiedy twój chłopak proponował ci szeptem na ucho poranny seks, a ty czerwieniłeś się jeszcze bardziej, trochę ciężko było nie wyjść na geja. Gdyby byli tutaj sami, odpowiedziałby mu na to takimi tekstami, że piekło by się o nich upomniało już teraz, ale dodatkowa para oczu skutkowała tym, że nie potrafił - był zbyt dużym samotnikiem na takie numery. Posłał mu tylko taki zaczepny uśmiech.
Nie czuł się przybocznym rycerzem okrągłego stołu. Nie czuł się też królem Arturem. Czuł się za to odpowiednim bandytą do tego, żeby naprawdę absolutnie nikt nie powinien wchodzić tutaj nonszalanckim krokiem i chcieć zagrozić jego siostrze - może dlatego cała ta historia tak upierdliwie kuła w brzuch - bo się na duchach, ani na snach, ani na tych wszystkich spirytystycznych zjawiskach nie znał niemal wcale, no może tyle, co się legend naczytał, ale... wiadomo.
Słysząc, co ten pajac mówił, Flynn odetchnął głęboko.
- Czasami nie wierzę, że jesteś prawdziwy - przyznał, widząc to wysunięte kolano i czując tę nonszalancję w jego słowach i gestach. Alexander był ewenementem, przypadkiem jednym na tyle, że Elaine by się w życiu nie doliczyła tego na palcach, a na kartce by tego nie zapisała, więc po co się nad tym zastanawiać. - Musiałeś mi się przyśnić, co noc całuję się ze swoją ręką - mówił dalej, a jednak faktycznie usiadł obok i do niego przylgnął, ale nie wykorzystał tego kolana jako krzesła, tylko położył na niej otwartą dłoń. - Co się stanie, jak nie zjem zupy, ten duch po mnie przyjdzie?
- No jasne - odpowiedział - życie jest za krótkie, żeby nie lubić ładnych babeczek - dodał do tego, w wesoły sposób rzucając taki żarcik, że haha, wcale nie chodziło mu o słodycze, ale generalnie to kiedy twój chłopak proponował ci szeptem na ucho poranny seks, a ty czerwieniłeś się jeszcze bardziej, trochę ciężko było nie wyjść na geja. Gdyby byli tutaj sami, odpowiedziałby mu na to takimi tekstami, że piekło by się o nich upomniało już teraz, ale dodatkowa para oczu skutkowała tym, że nie potrafił - był zbyt dużym samotnikiem na takie numery. Posłał mu tylko taki zaczepny uśmiech.
Nie czuł się przybocznym rycerzem okrągłego stołu. Nie czuł się też królem Arturem. Czuł się za to odpowiednim bandytą do tego, żeby naprawdę absolutnie nikt nie powinien wchodzić tutaj nonszalanckim krokiem i chcieć zagrozić jego siostrze - może dlatego cała ta historia tak upierdliwie kuła w brzuch - bo się na duchach, ani na snach, ani na tych wszystkich spirytystycznych zjawiskach nie znał niemal wcale, no może tyle, co się legend naczytał, ale... wiadomo.
Słysząc, co ten pajac mówił, Flynn odetchnął głęboko.
- Czasami nie wierzę, że jesteś prawdziwy - przyznał, widząc to wysunięte kolano i czując tę nonszalancję w jego słowach i gestach. Alexander był ewenementem, przypadkiem jednym na tyle, że Elaine by się w życiu nie doliczyła tego na palcach, a na kartce by tego nie zapisała, więc po co się nad tym zastanawiać. - Musiałeś mi się przyśnić, co noc całuję się ze swoją ręką - mówił dalej, a jednak faktycznie usiadł obok i do niego przylgnął, ale nie wykorzystał tego kolana jako krzesła, tylko położył na niej otwartą dłoń. - Co się stanie, jak nie zjem zupy, ten duch po mnie przyjdzie?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.