17.11.2023, 05:10 ✶
Czasem, kiedy przychodziło mu zanurzyć się do Biura Koronera i porozmawiać z kimś innym niż Flintówną, łapał się na tym, że doszukiwał się w gnieżdżących się tutaj antropologach wszelkich podobieństw i różnic. Przebywanie ze śmiercią zdecydowanie człowieka naznaczało i nawet jeśli ich praca sprowadzała się do przyglądaniu nieruchawych ciał, to miał wrażenie że trochę w tym procesie sami ich stanu przyjmowali. Kiedy tak na przykład patrzył na Augustusa, wydawało mu się że ten sztywnieje niczym w stężeniu pośmiertnym, podczas gdy Cyna kojarzyła mu się bardziej w swym koronerskim jestestwie bardziej ze zjawą, wyzbytej cielesnej powłoki.
Uśmiechnął się lekko do Rookwooda, kiedy ten odezwał się, odrywając od dotychczasowego zajęcia i wstając, by udać się do szafki z raportami. Brak szybkiej puenty pewnie w innych przypadkach drażniłby lekko, ale teraz Bulstrode był zbyt zmęczony, by zwrócić na to większą uwagę i kręcić na to nosem. W paru krokach pokonał dzielący ich dystans, zatrzymując się obok koronera, może krok lub dwa od niego, na tyle żeby nie dyszeć mu bezczelnie na kark, a grzecznie wysłuchać co takiego miał do powiedzenia w całej sprawie.
- Mężczyzna, który znalazł ich na swoim polu myślał, że ktoś zwyczajnie wyciągnął zwłoki z jakiegoś starego grobu i zostawił je mu pod nosem - zaczął, nie widząc w sumie nic złego w pociągnięciu tej rozmowy, nawet jeśli właśnie mówił coś, co w ostatnich dniach zdawał się powtarzać w kółko i od nowa. - Ale, nie pamiętam czy ty je oglądałeś, czy może ktoś inny, po Beltane znaleziono ciało w bardzo podobnym stanie, o ile nie takim samym. Gdyby nie to, że ofiarę widziano podczas święta, pewnie nikt by nie uwierzył, że nie żył zaledwie parę godzin - mimowolnie wsunął dłonie w kieszenie spodni, spojrzeniem uciekając z twarzy swojego rozmówcy i opuszczając je niżej, na wnętrze szuflady którą właśnie wysunął i zaczął w niej grzebać. - A oprócz tego postarzenia zauważyłeś coś ciekawego? Może jakieś dodatkowe obrażenia? Coś ich zaatakowało?
Jeśli miał być szczery, to miał już swoją wersję wydarzeń. Chodziła za nim niczym cień, odkąd opuścili Dolinę, ale jednocześnie zwyczajnie nie mógł się powstrzymać przed zadaniem najprostszych pytań. Bo przecież to nie on był tutaj specjalistą, a nawet jeśli ciała były wyraźnie stare, nie znaczyło to że parka umarła bez uprzedniego wdania się albo w jakiś konflikt. Wizyta u widmowidza jednak, wciąż była przed nim.
Uśmiechnął się lekko do Rookwooda, kiedy ten odezwał się, odrywając od dotychczasowego zajęcia i wstając, by udać się do szafki z raportami. Brak szybkiej puenty pewnie w innych przypadkach drażniłby lekko, ale teraz Bulstrode był zbyt zmęczony, by zwrócić na to większą uwagę i kręcić na to nosem. W paru krokach pokonał dzielący ich dystans, zatrzymując się obok koronera, może krok lub dwa od niego, na tyle żeby nie dyszeć mu bezczelnie na kark, a grzecznie wysłuchać co takiego miał do powiedzenia w całej sprawie.
- Mężczyzna, który znalazł ich na swoim polu myślał, że ktoś zwyczajnie wyciągnął zwłoki z jakiegoś starego grobu i zostawił je mu pod nosem - zaczął, nie widząc w sumie nic złego w pociągnięciu tej rozmowy, nawet jeśli właśnie mówił coś, co w ostatnich dniach zdawał się powtarzać w kółko i od nowa. - Ale, nie pamiętam czy ty je oglądałeś, czy może ktoś inny, po Beltane znaleziono ciało w bardzo podobnym stanie, o ile nie takim samym. Gdyby nie to, że ofiarę widziano podczas święta, pewnie nikt by nie uwierzył, że nie żył zaledwie parę godzin - mimowolnie wsunął dłonie w kieszenie spodni, spojrzeniem uciekając z twarzy swojego rozmówcy i opuszczając je niżej, na wnętrze szuflady którą właśnie wysunął i zaczął w niej grzebać. - A oprócz tego postarzenia zauważyłeś coś ciekawego? Może jakieś dodatkowe obrażenia? Coś ich zaatakowało?
Jeśli miał być szczery, to miał już swoją wersję wydarzeń. Chodziła za nim niczym cień, odkąd opuścili Dolinę, ale jednocześnie zwyczajnie nie mógł się powstrzymać przed zadaniem najprostszych pytań. Bo przecież to nie on był tutaj specjalistą, a nawet jeśli ciała były wyraźnie stare, nie znaczyło to że parka umarła bez uprzedniego wdania się albo w jakiś konflikt. Wizyta u widmowidza jednak, wciąż była przed nim.