17.11.2023, 06:01 ✶
Stojący przed Lorraine Atreus wcale nie potrzebował, żeby ta wydusiła z siebie te kobiece łzy i wkroczyła tym samym na zupełnie nowy poziom damy w opresji, bo już teraz znajdował się w siódmym niebie. Jakaś jego część zdawała sobie chyba sprawę z tego, jak żałośnie musiało gdzieś z boku, ale akurat ten drobny i jakże irytujący głosik, w tym konkretnym momencie nie miał zbyt dużej siły przebicia. Nie kiedy na przeciwko niego stała Lorraine, na której nie było suchej nitki.
O tyle o ile jej zduszony chichot zagnieździł się gdzieś w brzuchu, podrygując niczym stado roztańczonych motyli, tak jego serce tłukło się oszalałe w piersi, niczym przysłowiowy ptaszek klatce. Jeszcze trochę i słyszałby tylko szum w uszach, przetykany dudnięciem tętna. Na całe szczęście dla niego, występy przed publiką i robienie z siebie kretyna miał w małym palcu, a przez to trema nie była w stanie zapanować nad nim całkowicie. Jeszcze.
- Antoni wiele rzeczy powinien, ale niestety dla wszystkich, jest niereformowalny - oznajmił z tym głupim uśmiechem przyklejonym do twarzy, który w jego mniemaniu był jakże szelmowski i chwytający za niewieście serca. - O tym natomiast, ile i czy cokolwiek mam na sumieniu, rozmawiać nie mogę. Nie można przecież zdradzać wszystkich swoich sekretów - oznajmił z pełnym przekonaniem, przestępując z nogi na nogę, jakby nagle droczył się z nią nie tylko uśmiechem, ale i całym sobą, niby to się od niej oddalając, kiedy zmienił środek ciężkości, ale po chwili wracając do poprzedniej pozycji - czyli bliżej niej i nieco przechylając głowę w jej stronę.
- Brzmi jak randka - odpowiedział, niby to nawet nie mrugnąwszy okiem, ale w głowie właśnie chyba zobaczył gwiazdy, zszokowany własną pewnością siebie. - Ale nie martw się, pukiel włosów możesz zachować, byłoby ich niezmiernie szkoda. Ale jak na coś wpadnę, to dam ci znać - mrugnął do niej porozumiewawczo, pozwalając sobie na rozbawione parsknięcie pod nosem.
- Naprawdę jej to powiedziałaś? - uśmiechnął się, autentycznie rozbawiony. - Mocne słowa - jak na piątoklasistkę. - Ale szanuję. Niech będzie, pomogę ci, co mam do stracenia. Obawiam się jednak, że nawet parę kolejnych pompek nie pomoże w spacyfikowaniu jej - nawet się nie przejął, że definitywnie próbowała go właśnie tutaj wyśmiać, bo akurat jego obecny stan był w jego mniemaniu niezwykle chwalebny, biorąc pod uwagę jak okrutnie napracował się podczas treningu. Gdyby powiedziała mu to w każdej innej sytuacji to pewnie by się tym nawet przejął. - Ale nie za darmo. Co powiesz na buziaka? Może być po tym, jak się już umyję - tym razem to on puścił do niej figlarnie oczko, mimo że miał wrażenie, że to kołatające serce to właśnie w ogóle przestało się ruszać i nie zostało nic, tylko dzwonienie w uszach, po którym nastąpi zgon.
O tyle o ile jej zduszony chichot zagnieździł się gdzieś w brzuchu, podrygując niczym stado roztańczonych motyli, tak jego serce tłukło się oszalałe w piersi, niczym przysłowiowy ptaszek klatce. Jeszcze trochę i słyszałby tylko szum w uszach, przetykany dudnięciem tętna. Na całe szczęście dla niego, występy przed publiką i robienie z siebie kretyna miał w małym palcu, a przez to trema nie była w stanie zapanować nad nim całkowicie. Jeszcze.
- Antoni wiele rzeczy powinien, ale niestety dla wszystkich, jest niereformowalny - oznajmił z tym głupim uśmiechem przyklejonym do twarzy, który w jego mniemaniu był jakże szelmowski i chwytający za niewieście serca. - O tym natomiast, ile i czy cokolwiek mam na sumieniu, rozmawiać nie mogę. Nie można przecież zdradzać wszystkich swoich sekretów - oznajmił z pełnym przekonaniem, przestępując z nogi na nogę, jakby nagle droczył się z nią nie tylko uśmiechem, ale i całym sobą, niby to się od niej oddalając, kiedy zmienił środek ciężkości, ale po chwili wracając do poprzedniej pozycji - czyli bliżej niej i nieco przechylając głowę w jej stronę.
- Brzmi jak randka - odpowiedział, niby to nawet nie mrugnąwszy okiem, ale w głowie właśnie chyba zobaczył gwiazdy, zszokowany własną pewnością siebie. - Ale nie martw się, pukiel włosów możesz zachować, byłoby ich niezmiernie szkoda. Ale jak na coś wpadnę, to dam ci znać - mrugnął do niej porozumiewawczo, pozwalając sobie na rozbawione parsknięcie pod nosem.
- Naprawdę jej to powiedziałaś? - uśmiechnął się, autentycznie rozbawiony. - Mocne słowa - jak na piątoklasistkę. - Ale szanuję. Niech będzie, pomogę ci, co mam do stracenia. Obawiam się jednak, że nawet parę kolejnych pompek nie pomoże w spacyfikowaniu jej - nawet się nie przejął, że definitywnie próbowała go właśnie tutaj wyśmiać, bo akurat jego obecny stan był w jego mniemaniu niezwykle chwalebny, biorąc pod uwagę jak okrutnie napracował się podczas treningu. Gdyby powiedziała mu to w każdej innej sytuacji to pewnie by się tym nawet przejął. - Ale nie za darmo. Co powiesz na buziaka? Może być po tym, jak się już umyję - tym razem to on puścił do niej figlarnie oczko, mimo że miał wrażenie, że to kołatające serce to właśnie w ogóle przestało się ruszać i nie zostało nic, tylko dzwonienie w uszach, po którym nastąpi zgon.