17.11.2023, 11:35 ✶
Olivia naiwnie myślała, że Anglia była kapryśna pod względem pogody. Nawet latem potrafiła zaskakiwać ulewnymi deszczami, które nie tylko uniemożliwiały wychodzenie z domu, ale także sprawiały, że ulice stawały się nieprzejezdne, a ścieżki zmieniały się w wodospady pędzącego błota. Ale okazało się, że Anglia i Londyn to było nic w porównaniu do tego, co potrafiło dziać się w Szkocji jesienią.
Ona, w przeciwieństwie do Jackie, skorzystała z podwózki. Nie lubiła moknąć i to nie dlatego, że psuła jej się fryzura czy spływał makijaż. Nienawidziła tego uczucia, gdy ubranie kleiło się do ciała, a woda napływała jej do oczu, uniemożliwiając wyraźne widzenie. Dlatego też, gdy podczas powrotu z jednego z bojowych zadań, które wyznaczyła jej matka (a warto zaznaczyć, że niezwykle rzadko działo się tak, że wysyłała Olivię zamiast iść samej po składniki), złapała ją ulewa, schroniła się pod drewnianym daszkiem przy wyjściu z lasu, chcąc najzwyczajniej w świecie przeczekać ulewę. Na jej szczęście z naprzeciwka jechał samochód, który wziął ją pod swój dach - dosłownie.
Gdy weszła do jedynej knajpy na tym odludziu, z włosami w mokrych strąkach i w mokrym ubraniu, wyglądała jak siedem nieszczęść. Jej mina również nie świadczyła o tym, że jest miłośniczką biegania po deszczu. Jej płaszcz był cały przemoczony, a dodatkowa warstwa pod spodem w postaci kurtki wyglądała tak, jakby ktoś ją wrzucił do kałuży.
- Co za pogoda! - Olivia kichnęła, zwracając tym na siebie uwagę kilku mężczyzn. Otaksowali ją wzrokiem, stwierdzili że nie ma sensu zaczepiać zmokłej kury, i wrócili do własnych spraw. Quirke w tym czasie podeszła do baru, wcześniej ściągając płaszcz i kurtkę. Pod spodem miała mocno wilgotną bluzę, ale nie miała zamiaru się jej pozbywać - zamarzłaby. Chociaż jej spodnie też wołały o pomstę do nieba. Problem w tym, że nie miała nic na przebranie. Właściciel hotelu był charłakiem, na tyłach miał kominek fiuu, tyle powiedziała jej matka. Właśnie w ten sposób zamierzała opuścić Szkocję, bo to nie było tak, że nie umiała się teleportować: ona nie chciała się tego nauczyć. Po co jej umiejętność, po użyciu której rzyga jak kot? - Słowo daję, powinny tu być jakieś ostrzeżenia.
W przeciwieństwie do Jackie Olivia nie miała problemu, by samej zagadywać obcych ludzi, bez względu na to, czy to byli czarodzieje, mugole czy charłaki. W nozdrza Olivii uderzył znany aromat z czasów szkolnych. Quirke zerknęła na siedzącą Jackie i zmarszczyła w zastanowieniu brwi. Potem spojrzała na barmana.
- To co ona poproszę, jeśli można - brzuszek czy nie brzuszek, posłała mu słodki uśmiech. Chociaż patrząc na to, że wyglądała jakby ją z jeziora wyciągnęli, to jej uśmiech mógł prędzej wzbudzić litość, niż jakąkolwiek sympatię.
Ona, w przeciwieństwie do Jackie, skorzystała z podwózki. Nie lubiła moknąć i to nie dlatego, że psuła jej się fryzura czy spływał makijaż. Nienawidziła tego uczucia, gdy ubranie kleiło się do ciała, a woda napływała jej do oczu, uniemożliwiając wyraźne widzenie. Dlatego też, gdy podczas powrotu z jednego z bojowych zadań, które wyznaczyła jej matka (a warto zaznaczyć, że niezwykle rzadko działo się tak, że wysyłała Olivię zamiast iść samej po składniki), złapała ją ulewa, schroniła się pod drewnianym daszkiem przy wyjściu z lasu, chcąc najzwyczajniej w świecie przeczekać ulewę. Na jej szczęście z naprzeciwka jechał samochód, który wziął ją pod swój dach - dosłownie.
Gdy weszła do jedynej knajpy na tym odludziu, z włosami w mokrych strąkach i w mokrym ubraniu, wyglądała jak siedem nieszczęść. Jej mina również nie świadczyła o tym, że jest miłośniczką biegania po deszczu. Jej płaszcz był cały przemoczony, a dodatkowa warstwa pod spodem w postaci kurtki wyglądała tak, jakby ktoś ją wrzucił do kałuży.
- Co za pogoda! - Olivia kichnęła, zwracając tym na siebie uwagę kilku mężczyzn. Otaksowali ją wzrokiem, stwierdzili że nie ma sensu zaczepiać zmokłej kury, i wrócili do własnych spraw. Quirke w tym czasie podeszła do baru, wcześniej ściągając płaszcz i kurtkę. Pod spodem miała mocno wilgotną bluzę, ale nie miała zamiaru się jej pozbywać - zamarzłaby. Chociaż jej spodnie też wołały o pomstę do nieba. Problem w tym, że nie miała nic na przebranie. Właściciel hotelu był charłakiem, na tyłach miał kominek fiuu, tyle powiedziała jej matka. Właśnie w ten sposób zamierzała opuścić Szkocję, bo to nie było tak, że nie umiała się teleportować: ona nie chciała się tego nauczyć. Po co jej umiejętność, po użyciu której rzyga jak kot? - Słowo daję, powinny tu być jakieś ostrzeżenia.
W przeciwieństwie do Jackie Olivia nie miała problemu, by samej zagadywać obcych ludzi, bez względu na to, czy to byli czarodzieje, mugole czy charłaki. W nozdrza Olivii uderzył znany aromat z czasów szkolnych. Quirke zerknęła na siedzącą Jackie i zmarszczyła w zastanowieniu brwi. Potem spojrzała na barmana.
- To co ona poproszę, jeśli można - brzuszek czy nie brzuszek, posłała mu słodki uśmiech. Chociaż patrząc na to, że wyglądała jakby ją z jeziora wyciągnęli, to jej uśmiech mógł prędzej wzbudzić litość, niż jakąkolwiek sympatię.