17.11.2023, 21:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2023, 23:04 przez Mavelle Bones.)
Ach, ta młodość. Heather zdecydowanie była młoda i jakże przepełniona entuzjazmem (a może to kwestia młodzieńczego braku cierpliwości? Bones nie była pewna, co zaważyło, jednakże nie zmieniało to faktu, że Wood ukazała wszystkim swą zwinność), skoro zdecydowała się przeskoczyć przez furtkę. Aż się rozejrzała dookoła, na wszelki wypadek, sprawdzając, czy przypadkiem nie rzuci się w jej oczy coś, co świadczyłoby o tym, że wyczyn rudej przykuł niepożądaną uwagę.
Bo tak jakby… no, jak się gdzieś wchodziło i było bardzo grzecznym w tym wchodzeniu, to jednak używało się do tego drzwi. Nie okien, nie dziur, nie przełaziło się nad furtkami – bo to jednak sugerowało, że nie przychodziło się z dobrymi zamiarami… Cóż, teraz mieli co innego na głowie, więc zwrócenie uwagi odłożyła na później.
O ile w ogóle, bo równie dobrze mogło się przecież okazać, że nie wyłapała zapachów i władują się zaraz w śmiertelną pułapkę, więc… równie dobrze to „później” mogło nie nadejść nigdy.
Toteż po prostu poszła za Erikiem, starając się wychwycić każdy możliwy szczegół, który mógł świadczyć o bytności Barlow w tym miejscu czy też o zagrożeniu. Prawie nie zwróciła uwagi na myśl, jaka przemknęła – w końcu woń Catherine nie należała do takich mocnych, może faktycznie nos zwodził ją na manowce… ale to się pojawiło i zniknęło. Szybko. Tym szybciej, że nagle Erik na nią wpadł i jakby… chciał się stąd zabrać? Nic nie wybuchło, nie rzucało się też w oczy nic, co by świadczyło o konieczności rejterady, więc… Tak. „Prawie” robiło sporą różnicę.
- Erik – syknęła cicho, próbując złapać kuzyna za rękę, przytrzymać na miejscu – Ty masz zakaz gotowania. A nawet jeśli, to Malwa się zajmie ogniem, a jeśli nie Malwa, to w domu jest pełno osób – starała się przemówić Longbottomowi do rozumu i jednocześnie nie pozwolić mu zwiać. Bo co, pogna prosto przed siebie i nie będzie umiał się zatrzymać? Pogna i wpadnie w czułe objęcia nieodpowiednich ludzi?! Nie, nie, nie na jej warcie… Nie zamierzała pozwolić mu pognać nie wiadomo gdzie.
- Uspokój się – poleciła – Kuchnia będzie cała, jak wrócimy, słyszysz? A teraz musimy znaleźć Catherine. To jest najważniejsze.
Bo tak jakby… no, jak się gdzieś wchodziło i było bardzo grzecznym w tym wchodzeniu, to jednak używało się do tego drzwi. Nie okien, nie dziur, nie przełaziło się nad furtkami – bo to jednak sugerowało, że nie przychodziło się z dobrymi zamiarami… Cóż, teraz mieli co innego na głowie, więc zwrócenie uwagi odłożyła na później.
O ile w ogóle, bo równie dobrze mogło się przecież okazać, że nie wyłapała zapachów i władują się zaraz w śmiertelną pułapkę, więc… równie dobrze to „później” mogło nie nadejść nigdy.
Toteż po prostu poszła za Erikiem, starając się wychwycić każdy możliwy szczegół, który mógł świadczyć o bytności Barlow w tym miejscu czy też o zagrożeniu. Prawie nie zwróciła uwagi na myśl, jaka przemknęła – w końcu woń Catherine nie należała do takich mocnych, może faktycznie nos zwodził ją na manowce… ale to się pojawiło i zniknęło. Szybko. Tym szybciej, że nagle Erik na nią wpadł i jakby… chciał się stąd zabrać? Nic nie wybuchło, nie rzucało się też w oczy nic, co by świadczyło o konieczności rejterady, więc… Tak. „Prawie” robiło sporą różnicę.
- Erik – syknęła cicho, próbując złapać kuzyna za rękę, przytrzymać na miejscu – Ty masz zakaz gotowania. A nawet jeśli, to Malwa się zajmie ogniem, a jeśli nie Malwa, to w domu jest pełno osób – starała się przemówić Longbottomowi do rozumu i jednocześnie nie pozwolić mu zwiać. Bo co, pogna prosto przed siebie i nie będzie umiał się zatrzymać? Pogna i wpadnie w czułe objęcia nieodpowiednich ludzi?! Nie, nie, nie na jej warcie… Nie zamierzała pozwolić mu pognać nie wiadomo gdzie.
- Uspokój się – poleciła – Kuchnia będzie cała, jak wrócimy, słyszysz? A teraz musimy znaleźć Catherine. To jest najważniejsze.