Godzina 10
Minuty mijały jedna po drugiej. Wskazówki znajdującego się w salonie zegara, znajdywały się coraz bliżej godziny 10. Nadszedł moment, w którym należało wszystkich przywitać, przekazać kilka informacji, a także zaprosić do udziału w zaplanowanym polowaniu. Jennifer, rzecz jasna już po tym jak w ustronnym miejscu szepnęła Leandrowi to i owo do ucha, ruszyła w kierunku męża. Przeprosiła Logana i jego partnerkę, porywając Gerarda i dając mu do zrozumienia, że pora zabrać się za obowiązki organizacyjne. I prawdopodobnie tym właśnie by się zajęli, gdyby nie przekazana przez Eskela informacja o niespodziewanym gościu, która nieznacznie pokrzyżowała plany. Trzeba było jakoś to wszystko ogarnąć. Trzeba było coś wymyślić. Rzecz jasna - wymyślić coś na szybko.
- Logan, muszę poprosić Ciebie o drobną przysługę. - Nie trwało to długo. Ciemnowłosa kobieta upatrzyła ofiarę w osobie własnego bratanka. - Mam nadzieje, że Twoja partnerka mi wybaczy. Nie powinnam tak zawracać Tobie głowy, ale mamy na zewnątrz jeszcze jednego gościa, którym musimy się zająć. Trevor postanowił nas zaskoczyć niezapowiedzianą wizytą.
Nie traciła czasu na tłumaczenie dlaczego Trevorowi potrzebna była niańka, zakładając że coś niecoś Borgin powinien wiedzieć na temat tej sytuacji. Ostatecznie z Yaxleyami żył całkiem blisko, to i owo usłyszeć kiedyś musiał. Zresztą, to też nie tak, że sprawa krewniaka nie dotarła dalej, jak tylko do uszu członków jego rodziny. Bliższej czy dalszej. Nie było to możliwe w przypadku człowieka, który będąc wcześniej pracownikiem ministerstwa, obecnie poszukiwany był z racji na popełnione przestępstwa.
Niezależnie od otrzymanej odpowiedzi, Jennifer wróciła do zajmowania się swoimi sprawami, zaś Gerard - z całą pewnością nie wyglądający, jakby martwił się z powodu pojawienia się niezapowiedzianego gościa - ruszył w kierunku kominka, sprzed którego miał dobry widok na całe pomieszczenie. Dobre miejsce do tego, żeby wszystkich oficjalnie przywitać, podziękować za przybycie i dorzucić trochę różnego rodzaju bzdur. Po drodze szklankę z brandy zamienił na lampkę szampana. To właśnie przy pomocy tegoż naczynka, postarał się zwrócić na siebie uwagę zebranych, choć oczywiście wydany przez nie dźwięk, nie był szczególnie głośny.
- Bardzo się cieszę, że mogę was wszystkich dziś tutaj przywitać. Rodzinę, przyjaciół, współpracowników. - Zaczął. Goście, którzy na początku zajęci byli sobą, z każdym kolejnym słowem wypowiedzianym przez Gerarda, dostali wyraźny znak, że oto właśnie nadszedł ten moment, w którym swoją uwagę należało zwrócić na pana domu. - To wyjątkowy dzień dla moich dzieci. Geraldine Artemis, Theona Yaxleya, ale może postaram się tego nie przeciągać i nie będę was zanudzał mówieniem o tym, jak wiele znaczą dla mnie i dla mojej żony... - tutaj postarał się spojrzeniem odnaleźć Jennifer - ...po prostu wznieśmy toast za to, żeby kolejne lata były dla nich udane, żeby nie musieli mierzyć się z problemami, dopisywało im szczęście. Nie jestem dobry w tego rodzaju przemówieniach, dlatego zakończę standardowym sto lat. - Po tych słowach uniósł ku górze lampkę z szampanem. Do tego momentu goście mogli na spokojnie zaopatrzyć się w swoje własne, dzięki temu zyskując możliwość przyłączenia się do toastu, a następnie upicia z lampki łyka, może dwóch. Większe ilości alkoholu nie były wskazane, choć sam Gerard dobrym wychowaniem głowy sobie nie zawracał, wypijając z miejsca całą zawartość naczynia. - Skoro już zakończyliśmy oficjalną część, to teraz kilka słów na temat polowania. Do lasu wyruszymy za pół godziny do godziny. Pierw zachęcam do zjedzenia posiłku, przygotowania się do polowania. W szkatułce znajdującej się na kominku - tutaj odwrócił się, wskazując na wspomnianą, drewnianą szkatułkę - znajdziecie informacje o tym, kto podczas tej wyprawy będzie waszym partnerem. Eskel i Jaskier przygotowują właśnie bronie i podstawową amunicje, wszystko będzie na was czekało na zewnątrz, przed głównym wejściem. Mam nadzieje, że wszyscy poradzicie sobie arbaletem bądź zwykłą kuszą. I oczywiście, udanych łowów dla każdego. Oby na obiad trafił nam się dorodny jeleń bądź inna zwierzyna.
Po tych słowach, Gerard z ulgą ucieka pomiędzy ludzi, sięgając po wcześniej odłożoną na bok szklankę z brandy. Rozgląda się za Rene bądź... bądź kimkolwiek, kto byłby chętny dotrzymać mu towarzystwa.
W czasie, kiedy coraz więcej zaczynało się dziać wewnątrz posiadłości, przed głównym wejściem para skrzatów - Eskel i Jaskier - zajęta była wykładaniem broni i amunicji na sporych rozmiarów stole. Dla Trevora była to pierwsza wskazówka. Czyżby z okazji urodzin Yaxleyowie zaplanowali coś interesującego?
Kiedy Eskel zauważył pojawienie się kolejnego gościa, czego - nie oszukujmy się - przeoczyć się nie dało - przerwał dotychczasowe zajęcie. Pokazał Eskelowi, co zwróciło jego uwagę. Zaczęli żywo dyskutować. Gestykulować. Treor miał możliwość zarejestrować tylko niewielką część tej rozmowy.
- Musimy powiedzieć pani Jennifer! - Padło z ust pierwszego skrzata, który następnie oddelegował swojego towarzysza, żeby odnalazł panią domu. Zaskakującym w tym przypadku rzecz jasna nie było to, iż Jaskier miał szukać Jennifer, nie Gerarda. Z reguły to ciemnowłosa kobieta nosiła w tym związku spodnie. - Idź, szybko!Podczas gdy Jaskier zniknął wewnątrz budynku, Eskel wrócił do wcześniejszego zajęcia, od czasu do czasu zerkając z pewną nerwowością na Trevora. W normalnych okolicznościach na pewno nie powitałby gościa w taki sposób, to pewne.
@Geraldine Yaxley @Séraphine Anne Leroux @Logan Borgin @Theseus Fletcher @Leander Yaxley @Loretta Lestrange @Elaine Delacour @Atreus Bulstrode @Eden Lestrange @Seraphina Prewett @Theon Yaxley @Trevor Yaxley