19.11.2023, 03:49 ✶
- ”Czasem” – ostatecznie zgodziła się z Brenną. Czasem. Ale przeważnie… przeważnie to jednak Erik był takim typem człowieka, że jednak chciało się go wypuciać za poliki. Co nie znaczyło, że miała przez to złe mniemanie o Longbottomie – oczywiście kochała go takim, jakim był; tak samo jak każdego, kto miał miejsce w jej sercu – Widzisz, bo my najwyraźniej trochę inaczej postrzegamy świat – skonstatowała – Komuś coś lepiej wychodzi, dzięki temu komuś drużyna wygrywa, no i super, ale czy to od razu powód, żeby uważać, że ta osoba jest super? Przecież może mieć przefatalny charakter – podsumowała.
Bo co z tego, jeśli – dajmy na to – ktoś łapie znicze niemalże jak za pstryknięciem palców, jeśli w istocie było się tylko zapatrzonym w siebie gnojkiem, całkowicie niezwracającym uwagi na innych? Lub też wręcz gnębiącym słabszych czy po prostu każdego, kto nie wpisuje się w światopogląd.
Tak że… popularność płynąca ze sportu czy z innych dziedzin bynajmniej nie niosła ze sobą gwarancji, iż dana osoba jest „fajna”.
Roześmiała się wesoło, zupełnie jakby to naprawdę była jedna, jedyna kwestia, którą należałoby zaprzątać głowę. Zresztą… była tu i teraz, czy naprawdę musiała – musiały – nieustannie, bez wytchnienia, rozważać wszelkie ważkie kwestie?
- Tak, całkowicie masz rację, nie wchodziłam nad drzewa od… nie jestem nawet pewna, kiedy dokładnie – przyznała. Z całą pewnością nie oglądała świata z gałęzi wczoraj. Ani przedwczoraj, ani w zeszłym tygodniu. Prędzej z dachu. Szczęściem, właśnie nadrabiała niewybaczalne przewinienie w zakresie niewchodzenia na drzewa… Niestety, nie spotkało się to z psią aprobatą, przez co kobieta się lekko pochyliła.
- Ciii, maleńki, nie będę tu długo siedzieć – zapewniła psiaka, po czym się wyprostowała i sięgnęła po czereśnie. Nie walczyła z pokusą, zwłaszcza że to był cały sad i po prostu zakosztowała owoców, zanim sięgnęła po kolejne „korale”, z zamiarem odesłania ich do miski z pomocą magii.
- Bo jest kierowcą. Po prostu kierowcą. Nie sprawia, że setki czarodziejów traci dech, gdy toczy się walka o przeważenie szali zwycięstwa w meczu, śpiew nie wywołuje łez, gra aktorska nie rzuca na kolanach i tak dalej, i tak dalej. Choć jeśli się zastanowić... – urwała, zamachała nogami, jakby była ledwo odrośniętą od ziemi nastolatką na wakacjach - … może właśnie to całej „jest kierowcą” mówi wszystko. To, jak prowadzi „Błędnego”? Toż to szaleństwo – dodała i bez wahania zakosztowała kolejnych czereśni. Zerknęła na Brennę, obracając czerwoną kulkę między palcami – Chociaż, może i masz rację. Jest dostępny. I z całą pewnością jest miły. Nie to, co taki Bulstrode – prychnęła, wspominając Nokturn. Wziął się przypałętał wtedy, uparł gorzej jak osioł i po cholerę? - I sądzę raczej, że… redaktorki nie wybierały miłych, tylko po prostu bogatych i przystojnych? Jakby te dwie rzeczy sprawiały, że… nie wiem, że każda kobieta będzie ich pragnąć? – pokręciła głową i wzruszyła ramionami. Ktoś wymyślił, ktoś napisał, ale czy miało to jakąś konkretną wartość? Czy faktycznie panowie z listy byli tacy pożądani, jak próbowały przedstawić to redaktorki Czarownicy? Osobiście w to wątpiła.
- Dobrze znasz Kaydena? – spytała, zrywając kolejne czereśnie i… robiąc sobie z nich kolczyki. A raczej „kolczyki”, dawnym obyczajem zawieszając je sobie na uchu. Tak, może i lato było pełne cieni, ale ta chwila? Powinna być skąpana w słonecznych promieniach. Psy, czereśnie i ploteczki – czego chcieć więcej, nie licząc niemożliwego?
Bo co z tego, jeśli – dajmy na to – ktoś łapie znicze niemalże jak za pstryknięciem palców, jeśli w istocie było się tylko zapatrzonym w siebie gnojkiem, całkowicie niezwracającym uwagi na innych? Lub też wręcz gnębiącym słabszych czy po prostu każdego, kto nie wpisuje się w światopogląd.
Tak że… popularność płynąca ze sportu czy z innych dziedzin bynajmniej nie niosła ze sobą gwarancji, iż dana osoba jest „fajna”.
Roześmiała się wesoło, zupełnie jakby to naprawdę była jedna, jedyna kwestia, którą należałoby zaprzątać głowę. Zresztą… była tu i teraz, czy naprawdę musiała – musiały – nieustannie, bez wytchnienia, rozważać wszelkie ważkie kwestie?
- Tak, całkowicie masz rację, nie wchodziłam nad drzewa od… nie jestem nawet pewna, kiedy dokładnie – przyznała. Z całą pewnością nie oglądała świata z gałęzi wczoraj. Ani przedwczoraj, ani w zeszłym tygodniu. Prędzej z dachu. Szczęściem, właśnie nadrabiała niewybaczalne przewinienie w zakresie niewchodzenia na drzewa… Niestety, nie spotkało się to z psią aprobatą, przez co kobieta się lekko pochyliła.
- Ciii, maleńki, nie będę tu długo siedzieć – zapewniła psiaka, po czym się wyprostowała i sięgnęła po czereśnie. Nie walczyła z pokusą, zwłaszcza że to był cały sad i po prostu zakosztowała owoców, zanim sięgnęła po kolejne „korale”, z zamiarem odesłania ich do miski z pomocą magii.
- Bo jest kierowcą. Po prostu kierowcą. Nie sprawia, że setki czarodziejów traci dech, gdy toczy się walka o przeważenie szali zwycięstwa w meczu, śpiew nie wywołuje łez, gra aktorska nie rzuca na kolanach i tak dalej, i tak dalej. Choć jeśli się zastanowić... – urwała, zamachała nogami, jakby była ledwo odrośniętą od ziemi nastolatką na wakacjach - … może właśnie to całej „jest kierowcą” mówi wszystko. To, jak prowadzi „Błędnego”? Toż to szaleństwo – dodała i bez wahania zakosztowała kolejnych czereśni. Zerknęła na Brennę, obracając czerwoną kulkę między palcami – Chociaż, może i masz rację. Jest dostępny. I z całą pewnością jest miły. Nie to, co taki Bulstrode – prychnęła, wspominając Nokturn. Wziął się przypałętał wtedy, uparł gorzej jak osioł i po cholerę? - I sądzę raczej, że… redaktorki nie wybierały miłych, tylko po prostu bogatych i przystojnych? Jakby te dwie rzeczy sprawiały, że… nie wiem, że każda kobieta będzie ich pragnąć? – pokręciła głową i wzruszyła ramionami. Ktoś wymyślił, ktoś napisał, ale czy miało to jakąś konkretną wartość? Czy faktycznie panowie z listy byli tacy pożądani, jak próbowały przedstawić to redaktorki Czarownicy? Osobiście w to wątpiła.
- Dobrze znasz Kaydena? – spytała, zrywając kolejne czereśnie i… robiąc sobie z nich kolczyki. A raczej „kolczyki”, dawnym obyczajem zawieszając je sobie na uchu. Tak, może i lato było pełne cieni, ale ta chwila? Powinna być skąpana w słonecznych promieniach. Psy, czereśnie i ploteczki – czego chcieć więcej, nie licząc niemożliwego?