Stanowcze słowa Laurenca jasno sugerowały, że jego polecenie ma być wykonane. Nawet skierowane do kuzyna. I pomimo tego, że wiedział o tym iż nie każdy Lestrange lubi być dotykany, tak jednak nie chciał tracić czasu na mówienie mu, gdzie ma stanąć i co robić. Zrobił to ściągając go po prostu na swoją stronę tak, aby zakrywał widok jaki mugole nie powinni widzieć.
Laurence zauważył, że Rodolphowi gest dotknięcia jego ręki nie podobał się, ale zignorował jego wyraz twarzy. Sam był poważny jak cała ta chora sytuacja. Kobieta musiała przeżyć, gdyż potrzebne są jej zeznania. Martwa na nic im nie pomoże. Muszą wiedzieć, kto dopuścił się jej zaatakowania i w jakim celu. Posiadana przypominajka też nie wróżyła niczego dobrego. Kobieta mogła mieć problemy z zapamiętywaniem rzeczy, zadań, czegokolwiek skoro ją posiadała. Inna wersja, mogła ją komuś dostarczyć.
Na hasło przyjazdu pojazdu, Laurence natychmiast przerwał zaklęcie i musiał schować różdżkę, jednocześnie pytając kuzyna, czy podejmie się dostarczenia rannej do pojazdu. Słysząc potwierdzenie, cofnął się aby zrobić mu miejsce. Zdążył zakryć ślady używania magii, różdżka była schowana bezpiecznie.
Wycierając ręce udzielił krótkiej odpowiedzi i ruszył za nim, ale nie podchodził bliżej do samochodu. Rozejrzał się, zauważając już częściowe zbiegowisko zaniepokojonych mieszkańców. Westchnął, spodziewając się tego.
- Nie jadę.
Odpowiedział kuzynowi, po czym zwrócił się do mężczyzn przy samochodzie.
- Dostarczcie ranną jak najszybciej do najbliższej wspomnianej kliniki. A szanownych państwa proszę o rozejście się do domów. Okolica nie jest bezpieczna, sprawca jest wciąż na wolności. Zajmiemy się poinformowaniem policji.
Ostatnie słowa skierował do przebywających tutaj mieszkańców. On sam musiał źle wyglądać z ubrudzonymi rękoma i rękawami od krwi, mimo wycierania w chusteczkę, która nadawała się do wyrzucenia. Rodolphowi dał znak gestem głowy, że ma się znów schować do alejki. Sam jeszcze nie wchodził, chcąc poczekać, aż ludzie się rozejdą. Nie wpuszczał nikogo do środka, aby nie widzieli tam niczego ciekawego, poza kałużą krwi.
Kobiety bez zastanowienia oddaliły się przerażone. To kwestia czasu, aż zjawi się jakiś patrol policji. Ktoś spanikowany może szybciej im przekazać informację. Tego nie unikną, choć powinni sami to zgłosić.
Laurence wrócił do kuzyna, mając nadzieję, że pozbierał wszystko. Włącznie z portmonetką.
- Zbierz wszystkie jej rzeczy i chodźmy do mnie. Ogarniemy się i omówimy sytuację.
Polecił. A do domu Laurenca daleko nie było. Mogliby nawet użyć teleportacji, co z drugiej strony było nieco kłopotliwe dla starszego Lestrange'a.