18.11.2023, 00:52 ✶
– Tak, dla ciebie – przytaknęła Florence, bo daleka była od potępiania samolubstwa, ba, od uznania myślenia o sobie za samolubstwo. Czy sama w końcu nie poświęcała wiele myśli własnym ambicjom i planom? Czy nie potrafiła potraktować kogoś nieprzyjemnie lub nawet bezlitośnie, bo uważała to za właściwe lub nie podobało się jej czyjeś postępowanie?
Ale prawdą było też to, że nie potraktowałaby tak Laurenta. Nie była pewna, jak mocno leżało to w jego charakterze, a jak duży wpływ mieli na to Edward i Aydaya, ale ten zdawał się nieustannie myśleć tylko o tym, że nie jest dość dobry i co powinien zrobić, aby dość dobrym się stać. I nawet jeżeli do kogoś innego w takiej sytuacji pewnie straciłaby cierpliwość dawno, to dla niego miała jej całe morze: bo obserwowała go od dziecka, bo wiedziała, w jakich warunkach dorastał, bo traktowała go jak trzeciego, małego braciszka.
– Nie oddawaj ich więc. Widzisz, prawda jest taka, że jeśli ktoś jest wart tego, żebyś oddawał mu te pióra, zauważyłby, że straciłeś ich zbyt wiele – powiedziała, ściskając jego dłoń. Ręce miała chłodne, wypielęgnowane mimo rodzaju pracy, niezbyt silne, ale ich uścisk był pewny, nie za mocny i nie za słaby. – Nie mówię, że powinieneś być samolubny i w ogóle nie myśleć o innych. To oczywiste, że niektórzy ludzie są dla ciebie ważni i ty jesteś ważny dla nich. Ale masz prawo myśleć o sobie, Laurencie.
Przypatrywała się mu, zastanawiając, czego on tak naprawdę potrzebował. To znaczy, poza rzeczą oczywistą, której mieć nie mógł – ojca, który nie byłby okrutny i zbyt zapatrzony w siebie, by dostrzec resztę świata. Może naprawdę terapia była tutaj najlepszym rozwiązaniem? A może powinien wyjechać na jakiś czas, gdzieś daleko, gdzie nie będzie stał w cieniu ojca i macochy, gdzie nie będzie musiał troszczyć się o to, czego od niego wymagają, gdzie nie będzie zagrożenia śmierciożercami?
Jak chciał wspierać innym, pomagać im, skoro sam krwawił, a pomoc i wsparcie bał się prosić? To zdawało się Florence tak bardzo… niewłaściwe. Mogła tylko się cieszyć, że przynajmniej tutaj, przy tym stole, zdołała wyrzucić z siebie kilka rzeczy – i oby tego nie żałował.
– Gdybyś mógł dziś zrobić wszystko, co zrobić byś chciał? – zapytała w końcu, wciąż nie spuszczając z niego bacznego spojrzenia jasnych oczu.
Ale prawdą było też to, że nie potraktowałaby tak Laurenta. Nie była pewna, jak mocno leżało to w jego charakterze, a jak duży wpływ mieli na to Edward i Aydaya, ale ten zdawał się nieustannie myśleć tylko o tym, że nie jest dość dobry i co powinien zrobić, aby dość dobrym się stać. I nawet jeżeli do kogoś innego w takiej sytuacji pewnie straciłaby cierpliwość dawno, to dla niego miała jej całe morze: bo obserwowała go od dziecka, bo wiedziała, w jakich warunkach dorastał, bo traktowała go jak trzeciego, małego braciszka.
– Nie oddawaj ich więc. Widzisz, prawda jest taka, że jeśli ktoś jest wart tego, żebyś oddawał mu te pióra, zauważyłby, że straciłeś ich zbyt wiele – powiedziała, ściskając jego dłoń. Ręce miała chłodne, wypielęgnowane mimo rodzaju pracy, niezbyt silne, ale ich uścisk był pewny, nie za mocny i nie za słaby. – Nie mówię, że powinieneś być samolubny i w ogóle nie myśleć o innych. To oczywiste, że niektórzy ludzie są dla ciebie ważni i ty jesteś ważny dla nich. Ale masz prawo myśleć o sobie, Laurencie.
Przypatrywała się mu, zastanawiając, czego on tak naprawdę potrzebował. To znaczy, poza rzeczą oczywistą, której mieć nie mógł – ojca, który nie byłby okrutny i zbyt zapatrzony w siebie, by dostrzec resztę świata. Może naprawdę terapia była tutaj najlepszym rozwiązaniem? A może powinien wyjechać na jakiś czas, gdzieś daleko, gdzie nie będzie stał w cieniu ojca i macochy, gdzie nie będzie musiał troszczyć się o to, czego od niego wymagają, gdzie nie będzie zagrożenia śmierciożercami?
Jak chciał wspierać innym, pomagać im, skoro sam krwawił, a pomoc i wsparcie bał się prosić? To zdawało się Florence tak bardzo… niewłaściwe. Mogła tylko się cieszyć, że przynajmniej tutaj, przy tym stole, zdołała wyrzucić z siebie kilka rzeczy – i oby tego nie żałował.
– Gdybyś mógł dziś zrobić wszystko, co zrobić byś chciał? – zapytała w końcu, wciąż nie spuszczając z niego bacznego spojrzenia jasnych oczu.