18.11.2023, 09:54 ✶
Mimo iż pędziła jak na złamanie karku, to w wymagających tego momentach się zatrzymywała. Wiedziała, że rozmowy z Tristanem miały inny przebieg, niż rozmowy z innymi. Ale zdążyła się już do tego przyzwyczaić i dostosować. Podobnież jak wiedziała, że pracował dla pieniędzy. To było oczywiście pytanie retoryczne, bo nie raz i nie dwa go o to pytała, ale wciąż uważała, że się przemęczał. To nie tak, że była niezadowolona z tego, że ciągle pracuje - ona najzwyczajniej w świecie się o niego martwiła. Życie w takim tempie na dłuższą metę było cholernie niezdrowe. Ale o tym wiedział, bo kilka razy zdarzyło jej się palnąć wykład. Chociaż miała wrażenie, że po Tristanie niektóre rzeczy spływały jak woda po kaczce. Niby słuchał i rozumiał, ale skoro tak postanowił, to ona sobie mogła kwękać, on zdania nie zmieni.
- Czekaj chwilę. Mama mówiła, że jak się siedzi na zimnym, można sobie przeziębić tyłek. Co prawda nie wiem, co to znaczy, ale mówiła że to bolesne - mimo iż było ciepło, to od ziemi prawie zawsze ciągnęło chłodem. Dlatego też rozejrzała się i wyczarowała koc. Poczekała dłuższą chwilę, żeby Tristan mógł na spokojnie napisać w notesie to, co chciał, a potem zmarszczyła brwi. Świetliki...- Świetliki?
Przeczytała to powoli i ostrożnie, zerkając na Warda czy na pewno ma poprawną wymowę. Miała mnóstwo pytań o te małe robaczki, ale nie zamierzała przeciągać struny. Uśmiechnęła się tylko i zachęciła Tristana gestem do jedzenia.
Tym razem były to pierożki. Gdy tylko Tristan wyciągnął coś na kształt dużej jednorazowej miski z pokrywką i ją zdjął, w jego nozdrza uderzył intensywny zapach mięsa i ciasta, a także warzyw. W środku znajdowały się gorące jeszcze, bo leciała z nich para, pierogi o ciekawym i intensywnym zapachu, przypominającym trochę zapachy, unoszące się nad wszystkimi China Town w miastach. Olivia z kolei wyglądała na okropnie zestresowaną, gdy mężczyzna sięgał po widelec.
- Jeden z klientów zostawił nam przepis - wyjaśniła z lekkim uśmiechem. - Podobno w Chinach je uwielbiają. W środku są warzywa i kaczka, a w drugich wołowina i warzywa. Pomieszały mi się trochę i nie wiem które to które, ale chyba poznasz. Różnią się głównie ciastem i sposobem gotowania. No i zawijaniem farszu.
Pierożki faktycznie miały inny kształt, niż takie normalne, klasyczne. Przypominały trochę kuleczki. W smaku były nawet dobre, chociaż ciasto zdecydowanie gotowało się za długo. Ale nie powodowało to odruchu wymiotnego. Obok były w osobnym opakowaniu pokrojone w cieniutkie słupki warzywa, marchewka seler i trochę kapusty, wszystko to wymieszane i miękkie. No i zdrowe.
- W razie jakby ci nie smakowało, możemy iść gdzie indziej na szybko. Ja stawiam. I postanowiłam się nie znęcać nad tobą i dałam widelec, bo oni jedzą patykami... Mówią na to pałeczki. Strasznie trudno się nimi je, wiesz? - przeniosła wzrok na termos, nie mając zamiaru przyglądać się temu, jak Tristan je. To było niegrzeczne i wielu ludzi wprowadzało w zakłopotanie. Jej osobiście to nie przeszkadzało nigdy, ale nauczyła się, żeby nie przekładać swoich odczuć na innych ludzi. Odkręciła więc termos i ostrożnie nalała herbaty. Ona też pachniała inaczej. - Z herbatą to w ogóle ciekawa historia, bo dał mi trochę suszu. Są tam suszone kawałki owoców, a sposób suszenia i czas kiedy zbierają liście sprawił, że ma bardzo delikatny smak. Nie pamiętam już o co dokładnie chodziło, ale chyba o czas dojrzewania i to, czy zbierają młode czy stare liście. I te chyba wędzą, ma lekko dymny posmak. Ale pobudza lepiej niż kawa, a tobie się to przyda pewnie, potrzebujesz energii.
Olivia odwróciła głowę w stronę świetlików, których nagle zrobiło się więcej. Gotowa jednak była podać Tristanowi herbatę, która wbrew pozorom była ciepła a nie gorąca, żeby szybko popił obiad, bo przecież zawsze mogła przesadzić z przyprawami. I tak dodała ich dużo mniej, niż w przepisie, żeby nie było za ostre.
- Czekaj chwilę. Mama mówiła, że jak się siedzi na zimnym, można sobie przeziębić tyłek. Co prawda nie wiem, co to znaczy, ale mówiła że to bolesne - mimo iż było ciepło, to od ziemi prawie zawsze ciągnęło chłodem. Dlatego też rozejrzała się i wyczarowała koc. Poczekała dłuższą chwilę, żeby Tristan mógł na spokojnie napisać w notesie to, co chciał, a potem zmarszczyła brwi. Świetliki...- Świetliki?
Przeczytała to powoli i ostrożnie, zerkając na Warda czy na pewno ma poprawną wymowę. Miała mnóstwo pytań o te małe robaczki, ale nie zamierzała przeciągać struny. Uśmiechnęła się tylko i zachęciła Tristana gestem do jedzenia.
Tym razem były to pierożki. Gdy tylko Tristan wyciągnął coś na kształt dużej jednorazowej miski z pokrywką i ją zdjął, w jego nozdrza uderzył intensywny zapach mięsa i ciasta, a także warzyw. W środku znajdowały się gorące jeszcze, bo leciała z nich para, pierogi o ciekawym i intensywnym zapachu, przypominającym trochę zapachy, unoszące się nad wszystkimi China Town w miastach. Olivia z kolei wyglądała na okropnie zestresowaną, gdy mężczyzna sięgał po widelec.
- Jeden z klientów zostawił nam przepis - wyjaśniła z lekkim uśmiechem. - Podobno w Chinach je uwielbiają. W środku są warzywa i kaczka, a w drugich wołowina i warzywa. Pomieszały mi się trochę i nie wiem które to które, ale chyba poznasz. Różnią się głównie ciastem i sposobem gotowania. No i zawijaniem farszu.
Pierożki faktycznie miały inny kształt, niż takie normalne, klasyczne. Przypominały trochę kuleczki. W smaku były nawet dobre, chociaż ciasto zdecydowanie gotowało się za długo. Ale nie powodowało to odruchu wymiotnego. Obok były w osobnym opakowaniu pokrojone w cieniutkie słupki warzywa, marchewka seler i trochę kapusty, wszystko to wymieszane i miękkie. No i zdrowe.
- W razie jakby ci nie smakowało, możemy iść gdzie indziej na szybko. Ja stawiam. I postanowiłam się nie znęcać nad tobą i dałam widelec, bo oni jedzą patykami... Mówią na to pałeczki. Strasznie trudno się nimi je, wiesz? - przeniosła wzrok na termos, nie mając zamiaru przyglądać się temu, jak Tristan je. To było niegrzeczne i wielu ludzi wprowadzało w zakłopotanie. Jej osobiście to nie przeszkadzało nigdy, ale nauczyła się, żeby nie przekładać swoich odczuć na innych ludzi. Odkręciła więc termos i ostrożnie nalała herbaty. Ona też pachniała inaczej. - Z herbatą to w ogóle ciekawa historia, bo dał mi trochę suszu. Są tam suszone kawałki owoców, a sposób suszenia i czas kiedy zbierają liście sprawił, że ma bardzo delikatny smak. Nie pamiętam już o co dokładnie chodziło, ale chyba o czas dojrzewania i to, czy zbierają młode czy stare liście. I te chyba wędzą, ma lekko dymny posmak. Ale pobudza lepiej niż kawa, a tobie się to przyda pewnie, potrzebujesz energii.
Olivia odwróciła głowę w stronę świetlików, których nagle zrobiło się więcej. Gotowa jednak była podać Tristanowi herbatę, która wbrew pozorom była ciepła a nie gorąca, żeby szybko popił obiad, bo przecież zawsze mogła przesadzić z przyprawami. I tak dodała ich dużo mniej, niż w przepisie, żeby nie było za ostre.