Może gdyby Olivia porozmawiała z jego drugim pracodawcą, to Tristan nie chodziłby do niego codziennie, a kilka razy w tygodniu? Duży plus jednak był taki, że jakieś dwa dni wolne miał chłopak w tygodniu od obu pracy, żeby nie przemęczyć się. Jednakże nie nakładały się na siebie. Jeżeli w poniedziałek nie musiałby przychodzić do księgarni za sobotę, to jednak do kuźni już tak. I w drugą stronę działało tak samo. Ewentualnie tego dnia odpracuje za inny, aby mieć wieczór wolny. Nie robił sobie tego specjalnie, ale jako mugolakowi było trochę ciężko przetrwać w tym kraju. Mógł odpuścić rozwijania się w świecie magicznym, pozostając w mugolskim. Tam też mógł pracować w zwykłej księgarni, albo w jubilerstwie. Myślał o tym, aby po tragicznych wydarzeniach, odciąć się dosłownie od świata czarodziei. Dobrzy ludzie jednak odwiedli go od tego, nie chcąc aby marnował swoje magiczne zdolności. Z jakiegoś powodu ukończył szkołę Magii i Czarodziejstwa, dostał zezwolenie na posiadanie różdżki.
Tristan brał sobie do serca rady koleżanki i zapewniał, że jeżeli uda mu się dostać lokal na swoją działalność i jakoś uda się mu ją rozkręcić, zacznie lepiej organizować sobie czas pracy. Aby nie przemęczać się. Choć z drugiej strony, to pozwalało mu nie myśleć o przeszłości. O swojej niepełnosprawności. Że nigdy nie wydobędzie z siebie głosu.
Słysząc od pany Quirke, że nie powinni na dłuższą metę siedzieć na ziemi, przesunął się pozwalając jej użyć magii na wyczarowanie koca. Także rozejrzał się, aby mieć pewność, że nikt nie widzi. Robił jej za dodatkową parę oczu. Wtedy mogli też przejść do sprawy związanej ze świetlikami. Olivia wypowiedziała to słowo zgodnie z tym jak napisał jej na kartce. Dla potwierdzenia z uśmiechem kiwnął głową w potwierdzeniu. Musiał mieć bardzo ładne i czytelne pismo, że bez problemu go rozczytywała. Gdyby miała więcej pytań na ich temat, mogła zadawać. Tyle ile wiedział, przekazałby ze swojej wiedzy.
Czas jednak przyszedł na oczekiwany obiad, którego pragnął jego żołądek. Wyjął pudełko, w którym znajdowały się przygotowane warzywa z pierogami. Otworzył wieko i zaciągnął się zapachem. Słuchał jej jednocześnie, co przygotowała. Nie ukrywał miłego zaskoczenia, że skusiła się przygotować mu kuchnię chińską. Kiwał głową w zrozumieniu, a na wspomnienie o pałeczkach się uśmiechnął. Fakt, trochę problematyczne będzie jest ich metodą. Widelec był wygodniejszy. Sięgnął po niego i wziął jednego pieroga do ust. Trafił na tego z kaczką i musiał przyznać, że dobrze mu smakowało. Dobrze doprawione, choć łagodne. Gdyby była może dodatkowa saszetka z przyprawami lub sos, to byłoby idealnie. Po przeżuciu i połknięciu, pokazał jej na palcach wolnej dłoni znak "ok". Dla niej sukces, że było dobre i smaczne. Dojadał warzywami, popił herbatą o której tez mu ładnie opowiedziała. Pierw powąchał a potem upił łyk. Skoro ma zastąpić mu kawę, to tym lepiej. Herbata była dobrze zaparzona, więc nie miał uwag. W milczeniu kosztował jedzenie. Trafił w końcu na pierożka z mięsem. Miał wrażenie, że ten był za mało doprawiony. Pokazał jej to w języku migowym, że jest "okej, ale coś mu brakuje". Najważniejsze, że nie otruł się jedzeniem. Używała prostych i dostępnych tutaj produktów. Na chwilę obecną. Czas pokaże, jak będzie trawić jedzenie jego żołądek. O tyle było dobrze, że nie miał jakichś uwag i problemów z przyswajaniem produktów zwierzęcych i roślinnych.