Spojrzała na niego z wyrzutem tak oczywiście malującym się na twarzy, że aż prawie namacalnym; wbijała szpilki wzroku jeszcze jakiś czas, marszcząc pokryty pajęczynką piegów nos – siedząc pod jednym z wozów, była jeszcze drobniejsza w swojej mikrej krasie, a delikatnie dygoczące pod wpływem emocji dłonie, zdradzały absolut wszystkiego, co było rzeczywiste. Odrzuciła głowę do tyłu, opierając ją o ścianę, wpatrując się w rozgwieżdżone miliardami iskier niebo; dopiero, gdy usłyszała jego słowa – gdzieś spoza mętliku myśli i wspomnień – ponownie zogniskowała spojrzenie w jego osobie; tak, jakby nic się nie stało; tak, jakby nie usłyszała właśnie groźby, która zamieniała krew krążącą w żyłach w twardy lód.
– Czołgać? – parsknęła. – Ja ciebie proszę – dodała po chwili; w prozie codzienności nigdy nie bywała tak uszczypliwa, bo choć jadowita i kąsająca, z ironią miała wspólnego dosyć niewiele. A jednak pozwoliła sobie na niemrawe wywrócenie oczyma, gdy z kieszeni płaszcza wyciągnęła papierośnicę, aby po chwili zająć końcówkę cygaretki ognistym oczkiem.
Zaciągnęła się solidnie, wzrok ponownie lokując gdzieś między jego obliczem na torsem. Nie była w stanie zawyrokować, które wydawało się jej ciekawsze. Gdy pierwszy szok minął, nie czuła się skrępowana jego nagością – malowała tak wiele aktów, że męskie ciało było dla niej bardziej jak instrument i godna oddania na płótnie materia.
Arogancja wzbierała w niej z każdą chwilą.
– To, w czym się zaczytują biurwy, nie może nigdy być stuprocentową prawdą. Połowa skandali, które wybuchły na mój temat, to czysta fikcja literacka i nic ponadto. Miło, że dostrzegasz oczywistości – rzekła, otulając wargami filtr papierosa.
– Jestem za ładna na umieranie – odparła krótko, spojrzenie sarnich tęczówek ześlizgując z mężczyzny na gasnący nad linią horyzontu nieboskłon.
– Będzie szlachetnie z twojej strony – dodała po chwili na propozycję transportu przez Błędnego Rycerza.
Jeszcze raz usiłowała się podnieść, jednak kostka bolała okrutnie – na tyle, że odbierała jej dech w piersi nieomal. Poddawszy się, ponownie oparła się plecami o ściankę wozu, rzucając sugestywne spojrzenie Bellowi.