— A to o wiele bardziej przydatna umiejętność — stwierdził. Jakby miał być w lesie sam, to by zginął. Ze swoich podróży wyniósł bagaż doświadczenia, ale jego przetrwanie zawsze zależało od innych ludzi. Nie podróżował samotnie po dżungli czy przez pustynię. Nawet gdy musiał odbyć pieszą wędrówkę — nigdy bez towarzystwa. Pierwszy lepszy dziki pies mógłby go zagryźć z zaskoczenia, nie wspominając o bardziej niebezpiecznym stworzeniu.
— Zycie tego ode mnie wymaga, cóż mogę zrobić.
— Szalony? Już nie mogę się doczekać. Może po aukcji udamy się w jakieś ustronne miejsce?
Co prawda powinien skupić się na przyjęciu i otaczających go ludziach, konwersacja o prezencie urodzinowym mogła poczekać... ale był tak bardzo ciekawy! Poza tym aktualnie nie było w otoczeniu nikogo innego, z kim pragnąłby bardziej porozmawiać niż z Geraldine.
Giovanni nie naciskał na zegar, posłał Eunice przyjazny uśmiech, gdy wycofał się z walki. Waza za to była jego.
— No to prezent dla mamy z głowy.
Na moment rozgrzał się znowu na widok starego wisiorka, ale połączenie Blacków, Gauntów i symbolu węża nie wchodziło w jego estetykę, tym bardziej nie miał zamiaru obdarowywać nim kogokolwiek. Ale gdyby nikt nie był zainteresowany, Giovanni zalicytuje goblińską biżuterię. Posiadała dużą wartość, a pieniądze idą na dobry cel. Szkoda przegapić takiej okazji.
Z napięciem czekał aż Brenna ogłosi finałowego fanta. Roześmiał się słysząc o kolacji z Erikiem.
— A to niespodzianka! Co ty na to, Ger? Na ile byś wyceniła kolację z kolegą?
Urquartowi bardzo podobał się pomysł. Przekazywanie na licytację drogocennych obiektów było szlachetne, ale przekazywanie swojego wolnego czasu zyskiwało więcej w jego oczach. Najprawdopodobniej Erik będzie rozchwytywanym towarem, ale gdyby jakimś cudem tak się nie stało, Giovani zalicytowałby kolację z kolegą z Zakonu.