Słów nie można było cofnąć, reakcji nie można było przewidzieć, przyszłości poznać bez odpowiednich umiejętności. Nie można było jednak żyć tak, aby żałować tego życia. Elaine czuła się smutna, zmęczona i niepewna tego, co się wydarzyło. Nie tak zaplanowała to spotkanie, nie tak zaplanowała ich znajomość dzisiejszego dnia. Chciała mu dać odpocząć od zwykłego, bogackiego życia jakie prowadził za płotami cyrku. Chciała mu pokazać radość kolorowych występów, słodkości jakie tu dawali, domy strachów jakie tu prowadzili, ale zamiast tego zobaczyli odbicie mroku po drugiej stronie luster ich żyć. Gdy rozłożył ramiona, gdy je do niej wyciągnął bez zastanowienia wpadła w nie obejmując go mocno, wręcz chciała go zgnieść, aby zapomniał o rozlanej krwi w przeszłości. Nie mogła tego zrobić, ale próbować nikt jej nie zabroni. Wtuliła twarz w jego tors zamykając mocno oczy i wdychając jego zapach. Był taki przyjemny, a jej serce biło zdecydowanie szybciej niż jak występowała. Chciała się rozpłakać, ale nawet nie wiedziała dlaczego. Czuła jego smutek i niepewność. Odsunęła się, gdy ją puścił, chociaż nie chciała. Jego ramiona były dla niej ciepłe i przyjemne, ale jego słowa ostre jak ciernie.
– Nie przepraszaj, rozumiem – odpowiedziała, chociaż nie do końca rozumiała, będzie musiała zapytać Flynna o co chodziło, dlaczego Laurent tak bardzo się przestraszył. Nie wiedziała też, czy chciała znać prawdę. Spojrzała na niego niepewnie i skinęła głową. – Mogę cię chociaż odprowadzić? – zapytała. Kawałek do miejsca skąd będzie mógł wrócić do domu. – I… czy… to znaczy, że już więcej… się ze mną nie spotkasz? – wolała już to wiedzieć, wolała znać prawdę, czy powinna rościć sobie prawo do nazywania go swoim przyjacielem. Jeśli zgodził się na ten krótki spacer poszła z nim, jeśli nie zaczekała, aż zniknie.