Kobieta została zabrana z miejsca zbrodni jej napaści, a ludzie rozeszli, aby mieli jak najmniej gapiów. Prawdopodobnie nie powinni ruszać rzeczy należących do ofiary, ale nie mogli ich tutaj zostawić, żeby mugole zadawali jeszcze więcej pytań. To z drugiej strony były rzeczy prywatne kobiety. Kiedy Rodolphus zbierał porozrzucane przedmioty, Laurence nie tylko pilnował wejścia do alejki, ale szukał śladów jakichkolwiek. Napastnik musiał być naprawdę sprawny, że kobieta nie dała mu rady. Gdy padło pytanie o różdżkę, starszy Lestrange spojrzał na kuzyna i na torebkę marszcząc brwi. Czyżby nie była z tych magicznych i głębokich w środku? Chwilę się zastanowił. Przypominajka nie bez powodu była w tej torebce.
- Istnieje kilka wyjaśnień, jeżeli nie miała jej przy sobie. Ukradli. Nie posiada. Zapomniała.Krótko. To ostatnie mogło być bardzo sensowne, biorąc pod uwagę obecność małego przedmiotu. Kobieta mogła jej po prostu zapomnieć zabrać z domu, przez co nie udało się jej odpowiednio obronić. Mogła też być charłaczką, co już zauważył Rodolphus.
Kuzyn zgodził się opuścić teren, z którego ruszyli w kierunku domu Laurenca. Nie unikną spoglądających w ich kierunku ludzi, zwracając na siebie uwagę ilością krwi na ubraniu. Daleko na szczęście nie było, a dwie ulice dalej.
- Pamiętasz jaki kolor miała przypominajka, zanim dotknąłeś? Czy w ogóle miała.
Zapytał przy okazji, kiedy mieli mugoli daleko od siebie. Podobno przedmiot zmieniał i ukazywał kolor po jej dotknięciu. Lecz może coś było już widać, zanim trafiła do dłoni młodszego czarodzieja.
Dom Laurenca nie wyróżniał się niczym szczególnym, wyglądając jak wiele innych posiadłości jednorodzinnych. Dzięki temu nie wzbudzał podejrzeń, że mieszkają tutaj czarodzieje. Był jeszcze w końcowym remoncie po wydarzeniach na Beltame, a jego syn ze skrzatem, zostali w tymczasowym mieszkaniu, jakie wynajął w Londynie.
Otworzył drzwi i wpuścił kuzyna do środka. Zamknął za nimi i mogli dosłownie odetchnąć z ulgą. Laurence poprawił zaklęcie ochronne budynku. Zaprowadził Rodolpha do łazienki, z której on sam także skorzystał. Zdjął z siebie ubrudzoną marynarkę, na razie pozostając w brudnej koszuli. Odkręcił wodę w kranie aby zmyć z siebie krew.
Zasugerował, kuzynowi po zmyciu z siebie krwi, wycierając dłonie w ręcznik. Nowy również wyjął dla kuzyna, gdyby potrzebował skorzystać. Laurence udał się zaraz na piętro do garderoby, z której wyjął dwie świeże koszule. Wrócił z nimi aby kuzynowi jedną wręczyć. Przynajmniej tyle na razie może zrobić.
- Będę musiał udać się do Ministerstwa w tej sprawie. Chcesz towarzyszyć?
Zapytał. Chyba że kuzyn miał inne plany. Laurence musiał wysłać uzdrowicieli do kliniki, aby wybadali sytuację rannej. I jeżeli była czarodziejem, załatwić przetransportowanie do Munga. Powiadomić Biuro Aurorów o zajściu, oraz dowiedzieć się, czy Anne Millan widnieje w rejestrze czarodziejów. Oboje pracowali w Ministerstwie, lecz na innych wydziałach, innych stanowiskach.