19.11.2023, 00:07 ✶
Flynn na tym etapie wmówił sobie, że tego Laurenta wcale na widowni nie widział. Po prostu mu się wydawało - tak już w życiu było, że ciężko mu było pewne rzeczy dostrzec z dystansu, szczególnie kiedy się od urodzenia nie widziało kolorów. Często dopowiadał sobie różne rzeczy do rozmazanych plam w oddali - widział w nich twarze, dłonie, czasami sylwetki - zastanawiał się momentami, czy inni też tak mieli, ale nie pytał o to, bo on o mało co pytał. Może kiedyś, jak wszyscy będą pijani...
Na pukanie zareagował nijako. Obudził się ledwie kilka minut temu, aktualnie leżał na łóżku w samych spodniach, które naciągnął na siebie bardzo niechętnie i od razu upadł na nie z powrotem, bo mu się niemożebnie nie chciało wstawać. Alexandra już tu nie było, łóżko było puste. Mógł tutaj dymić ile wlezie, a później nie robić absolutnie nic, aż ktoś nie będzie czegoś od niego chciał... Ale od niego rzadko chciano cokolwiek poza tym, żeby wreszcie ruszył dupę i zaczął przygotowywać się do występu na arenie cyrkowej.
Kiedy rozległo się pukanie do drzwi, westchnął ciężko.
- Nie ma Alexandra - krzyknął, bo zakładał, że to właśnie poszukujący starszego Bella postanawiali zahaczyć o ich (jego? kim on tutaj właściwie był?) wóz. Ale ktoś pukał i pukał, straszliwie był w tym natrętny, więc podniósł się do siadu i rzucił zaklęcie naciskające na klamkę, żeby Elaine mogła wejść do środka. Brak jedzenia nieszczególnie go zdziwił, nie oczekiwał od niej przecież niczego, o co sam nie poprosił, ale mina... Niemal otworzył usta, widząc ją w takim stanie i jego pierwszą reakcją było uniesienie obu rąk wysoko w górę, jakby ją zapraszał do mocnego tulasa, te ręce jednak szybko opadły, kiedy go zapytała o Laurenta. Co go łączyło z Laurentem? Jak miał jej na to odpowiedzieć? On by samemu Laurentowi nie powiedział, co go łączyło z Laurentem, a co dopiero osobie, której ta relacja w żaden sposób nie dotyczyła i nie powinna dotyczyć.
Aż mu się zrobiło niedobrze, kiedy do niego dotarło, że kolejna osoba z jego przeszłości znalazła się tak blisko. Fantasmagoria przestała być dla niego bezpieczna? Jeżeli tak, to jak szybko pojawią się kolejne kłopoty...?
- Może najpierw jakiś kontekst? Jaki Laurent, po co mnie o to pytasz? - Nie chciał zabrzmieć szorstko, bo to przecież była jego młodsza siostra, ale nie potrafił powiedzieć tego normalnie. Znów machnął tą ręką, co nią wcześniej na odległość otworzył drzwi wozu - tym razem po to, żeby je za nią zamknąć.
Na pukanie zareagował nijako. Obudził się ledwie kilka minut temu, aktualnie leżał na łóżku w samych spodniach, które naciągnął na siebie bardzo niechętnie i od razu upadł na nie z powrotem, bo mu się niemożebnie nie chciało wstawać. Alexandra już tu nie było, łóżko było puste. Mógł tutaj dymić ile wlezie, a później nie robić absolutnie nic, aż ktoś nie będzie czegoś od niego chciał... Ale od niego rzadko chciano cokolwiek poza tym, żeby wreszcie ruszył dupę i zaczął przygotowywać się do występu na arenie cyrkowej.
Kiedy rozległo się pukanie do drzwi, westchnął ciężko.
- Nie ma Alexandra - krzyknął, bo zakładał, że to właśnie poszukujący starszego Bella postanawiali zahaczyć o ich (jego? kim on tutaj właściwie był?) wóz. Ale ktoś pukał i pukał, straszliwie był w tym natrętny, więc podniósł się do siadu i rzucił zaklęcie naciskające na klamkę, żeby Elaine mogła wejść do środka. Brak jedzenia nieszczególnie go zdziwił, nie oczekiwał od niej przecież niczego, o co sam nie poprosił, ale mina... Niemal otworzył usta, widząc ją w takim stanie i jego pierwszą reakcją było uniesienie obu rąk wysoko w górę, jakby ją zapraszał do mocnego tulasa, te ręce jednak szybko opadły, kiedy go zapytała o Laurenta. Co go łączyło z Laurentem? Jak miał jej na to odpowiedzieć? On by samemu Laurentowi nie powiedział, co go łączyło z Laurentem, a co dopiero osobie, której ta relacja w żaden sposób nie dotyczyła i nie powinna dotyczyć.
Aż mu się zrobiło niedobrze, kiedy do niego dotarło, że kolejna osoba z jego przeszłości znalazła się tak blisko. Fantasmagoria przestała być dla niego bezpieczna? Jeżeli tak, to jak szybko pojawią się kolejne kłopoty...?
- Może najpierw jakiś kontekst? Jaki Laurent, po co mnie o to pytasz? - Nie chciał zabrzmieć szorstko, bo to przecież była jego młodsza siostra, ale nie potrafił powiedzieć tego normalnie. Znów machnął tą ręką, co nią wcześniej na odległość otworzył drzwi wozu - tym razem po to, żeby je za nią zamknąć.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.