Patrzyłaś na niego jak zaklęta. Obserwowałaś każdy jego ruch, wydawało ci się, że wręcz emanuje złem, potęgą, mrokiem. Był w twoich oczach prawdziwym Hadesem, panem piekieł i zmarłych dusz. To on żył w otoczeniu cierpiących i to on to cierpienie zadawał. Ty byłaś jego kolejną ofiarą, kolejną cierpiącą duszą, którą chciał doprowadzić do beznadziei i zniszczenia. Twój wzrok nie opuszczał go nawet na krok, zamarłaś wstrzymując oddech, gdy pochylił się nad łóżkiem w twoją stronę, ale nic ci nie zrobił głupia. Złapał tylko manierkę i rzucił nią gdzieś w kąt. Podążyłaś za nią wzrokiem, uderzyła w blat szafki, odbiła się od niej i upadła na podłogę. Twoje granatowe oczy prześledziły cały jej tor lotu, aż do upadku, a potem znowu wróciły do twojego rozmówcy, który uderzał z każdym słowem w twój umysł, twoją duszę, twoje serce. Patrzyłaś na niego i chciałaś go nienawidzić, chciała go pokonać, ale nie miałaś siły, chciała stworzyć klątwę, ale nie miała przy sobie różdżki. Ciekawe co z nią zrobił? Ciekawe, czy pomyślał, aby ją zabrać? Chciałaś stworzyć klątwę, która sprawi, że nie będzie już taki pewny, że będzie gnił od środka i nigdy nie przyjdzie mu do głowy, aby nazywać ciebie słabą, nigdy nie pomyśli o tobie w ten sposób. Chciałaś zniszczyć jego duszę, słowa, serce, język i myśli. Chciałaś go zgnieść, byle nie uderzał w twoją osobę, aby nie mówił twoich myśli o tobie głośno.
Tak, sama uważałaś siebie za słabą, nie wartą niczyjej uwagi. Otto wręcz przeciwnie, chciał wykorzystać twoją potęgę, chciał, abyś była silna, ale nigdy tego nie dostrzegałaś, zawsze widziałaś w nim kogoś kto cię nie doceniał, nie potrafiłaś sobie poradzić z tym, że naprawdę ktoś mógł myśleć o tobie w ten sposób. Twoim marzeniem na dziś to patrzeć jak Hades McKinnon płonie, gnije, spala się przez twoją klątwę. Patrzyłaś na niego z nienawiścią, ale nie potrafiłaś drgnąć, nie potrafiłaś się ruszyć. Przytulałaś się plecami do zagłówka zaciskając dłonie na pościeli, a on stał tam, przed tobą, taki ogromny i dominujący. Czemu serce biło ci tak mocno? Nie był to strach, prawda? Było to chore podniecenie, bo podobało ci się to jak wkurzyłaś Hadesa. Podobało ci się to, że darzył cię czymś więcej niż obojętnością. Zawsze marzyłaś, aby cię zauważył, a teraz byłaś z nim w jednej sypialni. Fascynujące jak twoje marzenia spełniają się w tak opaczny sposób. Chciałoby się śmiać, prawda? Nie wolno ci! Nie wolno ci się śmiać, a jednak twoje pełne wargi drgnęły, kącik ust uniósł się w cynicznym uśmiechu.
– Łatwa? – zapytałaś cichym, delikatnym głosem, który tak cholernie do ciebie nie pasował. Miałaś ostre kości policzkowe, cięte i obojętne zwykle spojrzenie, ale głos był delikatny, słodki i melodyjny taki inny do tego w jaki sposób powinno się na ciebie patrzeć. – Zabrałeś mnie z zaskoczenia – stwierdziłaś. – I nie wyglądasz na osobę, która wie, co tak naprawdę zrobiła. Nie zaplanowałeś porywać mnie, prawda? – ruszyłaś się gwałtownie, niespodziewanie. Stałaś teraz przed nim na czworakach patrząc w górę na jego twarz, chciałaś zobaczyć zaskoczenie na jego twarzy. – To ja jestem żałosna? Więc po co tu jestem? – zaatakowałaś go i klęknęłaś przed nim wyciągając do niego dłoń i jeśli ci pozwolił złapałaś go za ubranie przyciągając do siebie. – Jesteś taki niebezpieczny? Taki podły? Taki zły? To dlaczego nadal jestem tutaj i nie czuję się źle? To może ty jesteś żałosny? Co ze mną zrobisz? Co jeśli Otto będzie miał wyjebane i mnie nie będzie szukać? Co jeśli właśnie zabrałeś mu z życia tę, której planował się pozbyć? – czekałaś na kolejne ciosy godzące w ciebie, ale słowa cię nigdy nie raniły. Słyszała już wszystkie obelgi skierowane pod twój adres. Hades nie powie ci nic więcej niż już wiesz. – Jeśli kiedyś zabraknie mi oddechu ty będziesz tym, który dowie się pierwszy, ale nie będzie to przyjemna wiadomość – twoje spojrzenie z oczu przeniosło się na usta, ale zaraz wróciłaś do zwierciadeł duszy.