Zawtórował śmiechem temu mężczyźnie. Jeśli nie chciał zagrać z nim w szachy to mogli wybrać jedną z wielu gier znanych w świecie czarodziejów albo po prostu znajdą inny sposób na spędzenie czasu. Kreatywności mu pod tym względem nie brakowało.
— Nie musisz być. Będziemy grać, a nie toczyć wojnę. Jeśli nie odpowiadają ci szachy czarodziejów to możemy zagrać w karty. Możemy też siedzieć i rozmawiać z kieliszkiem wina w dłoni. — Zaproponował z miejsca kilka wartych rozważenia alternatyw na wieczorne spędzanie czasu. Zakładał, że potem będą mieli znacznie ciekawsze rzeczy do roboty, niż granie w cokolwiek. Jeśli wszystko pójdzie z jego planem. — To jak nie odmówisz partyjki przyjdź do mnie wieczorem. — Wypowiadając te słowa uśmiechnął się zachęcająco. W jego oczach Bellamy stawał się idealnym gospodarzem przez swoją nad wyraz uprzejmą postawę - gościom się nie odmawia. Co prawda w tym momencie nie miał pewności, że to nie będzie wykraczać poza możliwości tego przystojnego mężczyzny.
— Samotne podróże również mogą być fascynujące. Odpowiednie towarzystwo można znaleźć podczas podróży. W Anglii funkcjonuje klub zrzeszający podróżników "Cutty Sark". Jestem jego członkiem. Macie podobne stowarzyszenia we Francji? Podróżuję równie chętnie samodzielnie, co z większymi grupami ludzi. Organizowane w ramach tego klubu wojaże dotąd mnie nie rozczarowały. — Podzielił się z nim swoim spostrzeżeniem odnośnie odbywania samotnych podróży po świecie - wysnuty przez niego wniosek został oparty o wszystkie jego doświadczenia. Zagadanie do innych ludzi przychodziło mu zawsze z łatwością. Cechująca go popularność również ułatwiała pozyskanie odpowiedniego towarzystwa podczas podróży. Przynależność do tego klubu ułatwiała podróżowanie pod względem organizacji wycieczek. Dopilnowanie wszystkich formalności zawsze pochłaniało sporo czasu. On sam w tym miał sporo wprawy. Nie miał pewności co do tego, że Bell będzie zorientowany w kwestii funkcjonowania podobnych stowarzyszeń na terenie Francji.
— Nawet ja czasem potrzebuję chwili samotności, wytchnienia od innych ludzi. Powinieneś to zrobić w niedalekiej przyszłości. Jestem jednak przekonany, że to nie powinna być samodzielna podróż i rozsądnie byłoby zapewnić sobie wsparcie magizoologa. — Philip bardziej określiłby siebie samego jako ekstrawertyka, do którego zwykle lgnęli ludzie przez jego charakter, sposób bycia i oczywiście posiadaną sławę oraz pieniądze. Odbywane przez niego podróże nawet jak obfitujące w możliwości pobytu na łonie natury uchodziły za bezpieczne. Nigdy nie wybrałby się w podróż po lasach tropikalnych celem badania lokalnej flory. Posiadał przyzwoitą kondycję fizyczną, jednak brak znajomości egzotycznej flory i fauny skończyłby się dla niego bardzo źle - na przykład pożarciem przez jakąś mięsożerną roślinę albo stałby się ofiarą drapieżnego magicznego stworzenia.
— W końcu jestem zawodowcem. — Przyznał z pełnym zadowolenia uśmiechem, szelmowskim uśmiechem połączonym z błyskiem w oku. Nie odebrał tego jako komplement. Przy nim należało być bardziej bezpośrednim. Nie przeszkadzała mu również wulgarność. W towarzystwie więcej, niż jednej osoby tego typu zachowanie było faktycznie niepożądane.
— Dlatego zainteresowałem się fotografią. Czasem chodzę oglądać nieruszające się zdjęcia w mugolskich galeriach. — Posiadanie innych pasji, niż sport czyniło z niego nieco ciekawszego człowieka. Wszystkie zrobione przez siebie zdjęcia pokazywał wyłącznie nielicznym.
— Opowiesz mi o nich później... teraz ich zdecydowanie nie spamiętam a tak to sobie napiszę ich nazwy. — Poprosił swojego rozmówcę z ciepłym uśmiechem. Philip rzadko zapamiętywał tego typu rzeczy, tak jak zdarzało mu się zapominać imiona i twarze niektórych osób. Okazało się to przydatne przy posiadaniu tak wielu kochanków. — Chętnie udam się z tobą do szklarni i pooglądam te rośliny, o których mówisz. — Ta propozycja bardzo przypadła mu do gustu. Powoli dopijał swojego szampana. Na tym kieliszku zdecydowanie się nie skończy.