Nie tak Nicholas wyobrażał sobie to spotkanie. O ile na początku było dobrze i kameralnie, tak z dołączeniem kolejnych osób, robiło się komicznie. Sauriel miał rację. To nie były do końca klimaty Nicholasa. Pomijając już całą wymianę zdań między członkami tutejszego kongresu, Nicholas podchwycił słowa Lorraine kierowane do Murtagha. Zmarszczył brwi, wykazując niezadowolenie jej tekstem. Nie dawał nikomu po sobie poznać, jakoby wolał mężczyzn. Jego reakcja na pojawienie się kobiet, nie sugerowała braku męskich dziwek. A całokształtu, że ów czarodziej pomylił bar z burdelem.
Kiedy padło słowo "szlama", Nicholas spojrzał w kierunku Bellatrix, a następnie podążył za jej wzrokiem. Czyli ten mleczarz Leo. Jemu podarował swoje dość chłodne spojrzenie, sugerujące że lepiej jakby go tutaj nie było. Gdyby miał dar zabijania wzrokiem, od razu by z niego skorzystał. Yaxley wrócił spojrzeniem na pannę Black, dostrzegając, że dziewczyna ledwo tutaj wytrzymuje. Jakby tego było mało. Poczuł wpływ jakiegoś zaklęcia, uroku, które jego oklumencja zablokowała, dzięki temu, że wcześniej aktywował. W ocenie sytuacji, zrozumiał, że za tym stała Lorraine. Willa. Wyuczona umiejętność rodzinna z wykrywaniem stworzeń, a także pogłębianie wiedzy o tych najbardziej znanych, właśnie okazała się przydatna. Nicholas nie miał pojęcia, czy i czy pozostali się domyślił, ale spojrzał na kuzyna, po czym znów na pannę Malfoy. W przeciwieństwie do innych, którzy byli podatni na jej „zaklęcie”, czarownica mogłaby w Yaxleyu spotkać się z zimnym spojrzeniem, niezadowolonym z jej obecnym działaniem, wymuszającym skupienia się tylko na niej i na jej słowach. Jakby na ten moment zniewoliła sobie obecnych tutaj czarodziei. Nie wszystkich, ale kilku. To nie była dobra droga do budowania zaufania.
Cały ten Tom Elddir w tym momencie, przestał być dla Nicholas a mniej kluczowy. W połowie słuchania przemowy Malfoyowej, nie patrzył już na nią, a podpierał głowę o dłoń, jakby odczuwał jej ból. Zanim zabierze głos, poczeka aż kobieta skończy.
Kwestia przysięgi wieczystej, można uznać za obaloną, przez rozsądne wyjaśnienia Stanleya, jak i później „zauroczonego” Sauriela. Od razu było widać po osobach, kto stał się podatnym na czar willi. Nie zachowała się fair wobec wszystkich tutaj zebranych. Kuzyn zwrócił uwagę na to, że nie przysięgi a stworzenie sojuszu współpracy ma większą rolę. Podobnie Sauriel mówił, o lojalności i zaufaniu na zasadzie, nie zostania zniewolonym. Przymuszonym do tego. Nicholas wyłapał w mowie Borgina, nawiązanie to wiążących ich innych rzeczy. Wiedział, o co mu chodzi. Jedna przysięga Yaxleyowi wystarczała. Więcej nie potrzebował.
Zabrał głos zaraz po Saurielu. Mówiąc swoje słowa, kierował je do każdego, wędrując spojrzeniami od osoby do osoby.
- Jeżeli sytuacja o której mówicie, jest poważna, to należy na jej temat rozmawiać poważnie. Nie wymuszając na obecnych tutaj głównego zwrócenia uwagi na siebie.
Te słowa, wraz z poważnym i znacznym spojrzeniem skierował do Lorraine.
- A także, w obecności osób, które nie powinny w tym brać udziału.
Spojrzenie skierował do kobiet przyprowadzonych przez Murthagha. Jeżeli ich celem było zabawianie tutejszych towarzyszy, na co im słuchanie tego o czym rozmawiają? Im można było w znacznym stopniu nie ufać. Kto wie, jaką inną mają pracę poza byciem kobietą do towarzystwa?
- Za ostrzeżenia i wszelkie informacje. Dziękuję. Udziału głównego w tej scenie, nie wezmę. Jednakże, jeżeli zajdzie potrzeba udzielenia pomocy, załatwienia czegoś lub kogoś, wykorzystaniu swoich zdolności, umiejętności i znajomości. Możecie na mnie liczyć.
Ostatnie zdanie skierował bezpośrednio do Stanleya, jako głównego zarządzającego tym lokalem. Yaxley liczył na zrozumienie. Tutaj za dużo się działo i jeszcze w skład tego spotkania wszedł mugolak, którego Nicholas nie jest wstanie zaakceptować. O tyle dobrze, że w jego obecności nie musiał zdradzać swoich mocnych stron. Nicholas bawić się z nimi nie będzie. Ale pomoże, jeżeli będą potrzebować od niego jakiejkolwiek pomocy. Być może głównym czynnikiem podjęcia takiej decyzji była obecność szlamy. oraz wątpliwości względem Lorraine, która prawdopodobnie użyła czaru na towarzyszach.
Po swoich słowach Yaxley wstał od swojego miejsca, zabierając swoją czarną pelerynę. Prawdopodobne, będzie zmierzał do wyjścia. Poczeka jeszcze na jakieś pytania i ewentualne uwagi.