Elaine zachichotała na żart Flynna. Wiedziała, że on w ten sposób zinterpretuje jej słowa. Policzki nadal miała zaróżowione, ale nie czuła się jakoś szczególnie mocno skrępowana. Była szczęśliwa, że oni byli szczęśliwi – niezależnie od tego, co ich łączył, ważne, że oboje tu byli i nikt z nich nigdzie się nie wybierał. Chyba nie zniosłaby tego, że Flynn znowu by odszedł, a Alex czułby okropny zawód z tego tytułu. Bellówna nie znosiła rozstań, nie znosiła uczucia porzucenia, w końcu jej rodzina sama ją porzuciła. Nikt się po nią nie zgłosił, nikt jej nie chciał, została zmuszona do tułania się po ulicach. Zmuszona do tego, aby kraść jedzenie, bo inaczej by tego nie przetrwała. Bellowie stali się jej jedynym sensem istnienia i nie chciała tego tracić, czuła się tu dobrze, na miejscu. Nie potrafiła sobie wyobrazić siebie w świecie czarodziejów, poza tym wszystkim co ich otaczało. Miała swoją przyczepę, rodzinę i przyjaciół.
Odwróciła się w ich stronę nabierając na palec trochę ciasta, zbliżyła się do nich tylko po to, aby prysnąć w ich twarze ciastem. Chciała odwrócić ich uwagę od szeptów, od konspiracji i od tajemniczego mężczyzny ze strzelbą, który doprowadził ją do zawału. Nie wiedziała, czy szeptali, bo chcieli uniesień (o co nawet nie była w stanie ich podejrzewać), czy po prostu chcieli ukryć przed nią obławę na złych ludzi ze snów. Nie chciała ich narażać, chciała, aby po prostu siedzieli tu z nią i dobrze się bawili. Kontrolnie co chwilę zerkała na piekarnik, czy już się nagrzał, aby mogła wypiec te nieszczęsne babeczki.
– Jak nie zjesz zupy będziesz miał coś gorszego niż ducha na głowie – podsunęła im pełne miski ciepłej zupy i bułeczkę do tego. – Będę cię gonić patelnią po cyrku – dodała i zaśmiała się niczym mały, złośliwy chochlik.
@The Edge @Alexander Bell