19.11.2023, 17:07 ✶
Tak. Zdecydowanie była zacofana, jeśli chodziło o wszelkie wieści. Pewnie, część relacji dotarła już do jej uszu, ale… czy to był pełny obraz sytuacji? Zdecydowanie nie. Więc w zasadzie martwiła się tym, co słyszała teraz. Już pomijając kanclerza skarbu ganiającego po lesie – jak wnioskowała z rozmowy – to tam krył się przecież znacznie większy problem niż ten, że ktoś, kto kojarzył się z biurkiem i stertą papierów szedł w miejsca, które raczej należałoby pozostawić bardziej obeznanym w machaniu różdżką.
Chociaż, mogła go źle oceniać – co nie zmieiało faktu, iż na dobrą sprawę potrzebne były każde ręce.
Tylko te… istoty? Sam strach to nic, ale nie zakładała, że wywoływały tylko strach. Nie, wolała założyć, że potrafiły coś o wiele, wiele gorszego… Ale tak, dobrze wiedzieć, że miała coś takiego pod nosem; zwłaszcza że tylko tego brakowało, aby nieświadoma wparowała do gęstwiny, ze sforą u boku.
- Po prostu cudownie – skwitowała dość posępnie – Dokładnie takiego gówna w kniei teraz potrzeba – dodała dość sarkastycznie i westchnęła ciężko. Przy odrobinie szczęścia da się szybko problem załatwić… tyle że – o czym teraz nie wiedziała, a co przyszłość miała przynieść – jednak miało być gorzej.
Pożegnała się z Bottem, dość ciepło, biorąc pod uwagę okoliczności. Wkrótce potem grono w pokoju Idy znów się pomniejszyło – Eden przecież też miała swoje sprawy, zwyczaje, cokolwiek przeważyło o decyzji, że najwyższa pora odejść. Bones zaś z odejściem się nie spieszyła – na dobrą sprawę nawet nie chciała odchodzić. Po części przez to dziwne uczucie, które się wczepiło wszystkimi pazurami i zębami, po części przez po prostu sympatię, jaką darzyła Moody’ego.
Ale co miało początek – musiało mieć też i koniec. Toteż ścieżki ścieżki rozeszły się w Mungu – tyle że dużo później niż w chwili, kiedy towarzystwo zaczęło się rozchodzić...
Chociaż, mogła go źle oceniać – co nie zmieiało faktu, iż na dobrą sprawę potrzebne były każde ręce.
Tylko te… istoty? Sam strach to nic, ale nie zakładała, że wywoływały tylko strach. Nie, wolała założyć, że potrafiły coś o wiele, wiele gorszego… Ale tak, dobrze wiedzieć, że miała coś takiego pod nosem; zwłaszcza że tylko tego brakowało, aby nieświadoma wparowała do gęstwiny, ze sforą u boku.
- Po prostu cudownie – skwitowała dość posępnie – Dokładnie takiego gówna w kniei teraz potrzeba – dodała dość sarkastycznie i westchnęła ciężko. Przy odrobinie szczęścia da się szybko problem załatwić… tyle że – o czym teraz nie wiedziała, a co przyszłość miała przynieść – jednak miało być gorzej.
Pożegnała się z Bottem, dość ciepło, biorąc pod uwagę okoliczności. Wkrótce potem grono w pokoju Idy znów się pomniejszyło – Eden przecież też miała swoje sprawy, zwyczaje, cokolwiek przeważyło o decyzji, że najwyższa pora odejść. Bones zaś z odejściem się nie spieszyła – na dobrą sprawę nawet nie chciała odchodzić. Po części przez to dziwne uczucie, które się wczepiło wszystkimi pazurami i zębami, po części przez po prostu sympatię, jaką darzyła Moody’ego.
Ale co miało początek – musiało mieć też i koniec. Toteż ścieżki ścieżki rozeszły się w Mungu – tyle że dużo później niż w chwili, kiedy towarzystwo zaczęło się rozchodzić...
Koniec sesji