Tak, kobiety w tym domu brakowało. Kobiety, która byłaby w stanie zająć się jej czynami, jej głową i tym, co powinna robić. Ojciec radził sobie z jej braćmi, ale ona pomimo tej wierności względem ojca nadal miała swoje własne zdanie, robiła czasami co chciała i jak chciała. Zmagała się z problemami, w których mężczyzna nigdy nie zaradzi. Nie miała tego za złe swojemu ojcu, ale fakt matki zawsze jej brakowało. Była teraz w sytuacji, w której kobieta by się jej zdecydowanie przydała. Imogen miała swoją matkę, która mogła ją przygotować na poród, a Vespera? Musiała radzić sobie w swój własny sposób. Nawet próbowała manipulować matką Perseusa, aby wkraść się w jej względy, co było cholernie trudne, bo nie miała doświadczenia z zaściankowymi kobietami. Nigdy nie chciała też skończyć jak Imogen, nigdy nie chciała być żoną i matką. Chciała knuć, walczyć i wspierać swojego ojca, ale teraz? Musiała zmienić swoje priorytety, aby sytuacja, w której się znalazła nie była dla niej niszczycielska. Odetchnęła z delikatną ulgą i powoli wsunęła się w jego ramiona. Nie było tak strasznie jak zakładała? Nie był na nią wściekły? Uciekła z domu, bo naprawdę obawiała się go zawieść. Nie chciała go nigdy zawodzić, chciała zawsze sprawiać, aby był z niej dumny, pomimo tego że była kobietą, a ich rola była zwykle jedna. Objęła go lekko zamykając na kilka chwil oczy.
Usiadła na fotelu, nogi złożyła, a na udach położyła swoje dłonie, które zresztą jak zawsze miała zmarznięte.
– Napiję się wody – odpowiedziała krótko. Jedzenia nie chciała, nie wcisnęłaby w siebie nic w tym momencie. Miała zaciśnięty żołądek. Doskonale zdawała sobie sprawę, że powinna jeść, że nie powinna odmawiać posiłków, ale nie powinna się stresować, a stres odejdzie zapewne, gdy ta rozmowa się skończy. Nie spuszczała wzroku ze swojego ojca. Nauczyła się tego, że nie powinna się pokazywać słabości, a jej słabością były właśnie słowa wypowiadane przez Chestera.
Tak spodziewała się nieślubnego dziecka, tak mieszkała z mężczyzną, z którym nie miała ślubu, ale bardziej w ciąży nie będzie, a mieszkanie z Blackiem pozwalało jej na sprawdzenie jaki był. Nie zniosłaby uczucia niewiedzy, które towarzyszyłoby jej, gdyby siedziała tutaj. Brzuch by jej rósł, a jej Perseus byłby daleko od niej. Chciała mieć go blisko, chciała kontrolować swoje życie jeszcze bardziej. Sięgnęła dłonią do świeczki, która stała na stoliku, aby ja poprawić, bo wedle mniemania Vespery stała ona krzywo. Zapewne Imogen zostawiała tu te ozdobniki, aby dom był przytulny. Zaczesała włosy za ucho i ciężko westchnęła.
– Dziękuję – odpowiedziała na jego gratulacje. Nie była pewna, czy były szczere, czy były kąśliwą uwagą. Wolała jednak wmawiać sobie, że mężczyzna był w jakimś stopniu zadowolony z tego, że miała być matką, a on znowu dziadkiem. Dzieci córek bardziej się kochało, nie? Czekała na jakiś atak z jego strony, że pokrzyżowała mu plany, że jest podłą i nieodpowiedzialną córką, która mu wszystko niszczy, ale się nie doczekała. Doczekała się faktów z jej własnego życia. Przyswajał informacje? Obserwowała go uważnie, szukała grymasów, nerwowych gestów, czegokolwiek, co powie jej, co tak naprawdę czuł lub myślała jej ojciec. – To prawda, ale nie cofnę czasu – gdyby mogła, czy by to zrobiła? Nie wiedziała. Lubiła myśl, że będzie żoną Blacka, ale obawiała się rodzicielstwa.