— Czy ty nie rozumiesz, co ja do ciebie mówię? — sapnął rozhisteryzowany Erik, nie rozumiejąc, czemu kuzynka próbuje mu przemówić do rozsądku. Całe rodzinne domostwo było w niebezpieczeństwie! I zawartość ich rodzinnego skarbca, który zapewne zostanie znacznie uszczuplony, jeśli trzeba będzie przeprowadzić generalny remont. — Ta zupa została na ogniu, nikt jej nie pilnuje i zaraz wszystko spłonie!
Chociaż powszechnie wiadomo było, że sprzęty czarodziejów są bardzo bezpieczne i wysoce funkcjonalne w najróżniejszych warunkach, tak niestety nie wykształciły jeszcze wolnej woli. A to z kolei stawiało kuchenny piecyk Longbottomów na dużo mniej fortunnej pozycji niż Catherine Barlow, która była zdrową dorosłą kobietą i potrafiła podejmować własne decyzje. Mogła się uratować we własnym zakresie. A zupa z gazu sama się nie zdejmie, czyż nie?
— Czyli na przykład kto? — Uniósł wysoko brwi, machając nerwowo rękami. — Bo wątpię, żeby Brenna była w stanie usiedzieć w jednym miejscu na pięć minut, nie mówiąc już o tym, żeby pamiętać o tym, żeby...
Przeszło mu przez myśl, że mógł po prostu unieść Mavelle i przenieść ją na bok, żeby nie blokowała mu drogi, jednak szczerze wierzył w siłę swoich argumentów! Musieli wrócić do domu i to natychmiast. Powinna to zrozumieć lub chociaż mu zaufać, a zamiast tego stroiła fochy. Może powinien zagrać kartę wieku? Był starszy, a jak starszy, to znaczy, że mądrzejszy, więc powinna mu się podporządkować, czyż nie? Oczy Erika rozbłysły. Tak to był doskonały pomysł. I zapewne wprowadziłby go w życie, gdyby nie to, że wtedy odezwała się z Heather.
— Co? — Zmrużył oczy, zwracając się ku rudowłosej brygadzistce.
Samo to, że wtrąciła się w jego rozmowę z Mavelle, sprawiło, że w umyśle Longbottoma przesunęła się pewna dźwignia, pozwalając mu odzyskać kontakt z rzeczywistością... Lub przynajmniej zacząć kwestionować to dziwne uczucie, które go ogarnęło. Nagle słowa Bones nabrały sensu. Przecież siostra go nie wpuszczała do kuchni. Ba, w jednej z szuflad w komodzie dalej był plakat z jego zdjęciem i podpisem „temu panu już dziękujemy”. Jak więc miałby się dostać do środka na tyle długi czas, aby chociaż pokroić dynię, nie mówiąc o wstawieniu zupy na gaz?
— Może otwórz drzwi, a potem od razu odskocz? — zasugerował z ociąganiem, odsuwając się nieco w tył. Mimowolnie sięgnął jednak po różdżkę, kierując ją w stronę drzwi. Zapach dymu, teraz ognia... Zaraz się okaże, że ktoś zaprószył ogień w środku. Takie to mieli szczęście. Żadne śledztwo nigdy nie mogło być proste, nie mówiąc już o zadaniach zlecanych przez Zakon Feniksa.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞