19.11.2023, 23:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.11.2023, 23:20 przez Bard Beedle.)
rzuty npc: atak Jonathana, złapanie proszku fiuu przez Catherine, atak na Heather od Catherine
W związku z wątpliwościami:
- macie 2 akcje (i rzuty) na turę
- nie musicie rzucać (ani traktować jako akcji) alohomory czy lumos
- w razie pytań zapraszam na priv
*
Dom tonął w ciemnościach, ale nos Mavelle natychmiast wychwycił ludzkie zapachy. Gdy zresztą pognała przez przedpokój i wpadła do salonu, dostrzegła też odrobinę światła. Jego źródłem – podobnie jak zapachu – był… kominek. Płomień dopiero rozpalono, a pozasłaniane starannie okno i to, że te akurat wychodziły na tyły, sprawiały, że nie dostrzegli ani błysku stojąc przed domem.
Zobaczono ich, kiedy na Erika podziałał czar odstraszający i najwyraźniej szykowano się do ewakuacji. Gdyby zostali przed domem choć minutę dłużej, już by domowników nie zastali.
W słabym blasku mignęły jej dwie sylwetki. Catherine Barlow, stojąca tuż przy kominku i mężczyzna, wysoki, szczupły, którego nigdy ani Mavelle, ani Erik, ani Heather nie spotkali – czy raczej nie spotkali go w ostatnich latach, bo może kiedyś mignął im w Hogwarcie – ale tak podobny do Jasona, że od razu mogli odgadnąć, kim jest.
Okno pękło z głośnym trzaskiem, zalewając pokój odłamkami.
- CAT, DO KOMINKA!!! – krzyknął Jonathan Barlow, chwytając za różdżkę. Zaklęcie wystrzelił tak szybko, że Mavelle nie zdołała postawić swojej tarczy: czar odrzucił ją z powrotem do przedpokoju. Barlow tymczasem, nie mająca przecież szans na rozpoznanie ich zmienionych twarzy, jedną ręką sięgnęła po różdżkę, a drugą złapała garść proszku z pojemnika, stojącego na gzymsie. Cisnęła proszek Fiuu w płomienie, a te zajaśniały błękitem i zielenią. Machnęła różdżką, celując w Heather, ale ta mogła obronić się jeszcze przed wystrzelonym ku niej zaklęciem.
Erik, który pozostał z tyłu, nie widział tych scen, ale usłyszał krzyk.
*
Cain nie miał większych problemów ze znalezieniem odpowiedzi: kobietę przy furtce Jonathana mugolka - bo bez wątpienia była mugolką, za łatwo mógł manipulować jej umysłem - zobaczyła tego wieczora o zmierzchu. Zresztą, dziewczyna ze zdjęcia to była bez wątpienia Catherine Barlow, a ta ledwo tego dnia opuściła Londyn, kierując się w tę stronę.
To oznaczało, że od tej chwili minęły jakieś trzy godziny.
W sam raz, aby sowa wypuszczona z klatki doleciała stąd do Londynu.
Ot mugolkę postawiono na straży wcześniej - zapewne ktoś wiedział, że to Jase Meadowes ochrania Catherine i liczono, że może skontaktuje się z bratem. Być może spodziewano się w takim razie i ich? Obserwowano w podobny sposób mieszkanie Catherine i ktoś zauważył, że tam weszli...?
Kobieta przypatrywała się mu pustym wzrokiem. Istniała szansa, że z czasem dojdzie do siebie, ale w tej chwili potrzebowała przede wszystkim uwolnienia spod wpływu - prawdopodobnie - imperiusa oraz tego, aby napić się, coś zjeść i się wyspać. Możliwe, że dziecko podtykało jej czasem wodę albo coś do zjedzenia, skoro wciąż jako tako się trzymała, ale była w złym stanie. Fizyczne i psychiczne wyczerpanie, w połączeniu ze spustoszeniem zasianym w umyśle, sprawiało, że chyba niezbyt rozumiała, co do niej mówi.
A potem...
Przez otwarte okno do uszu Bletchleya dotarły trzaski.
Jeden, drugi, trzeci.
Był czarodziejem, więc nie miał problemów ze zrozumieniem, co się właśnie stało. Na ulicy przed domem właśnie aportowali się jacyś ludzie. Najmniej trzy osoby, może i więcej, jeśli ktoś użył teleportacji łączonej.
Kolejna tura do: 22.11, godzina 21.
W związku z wątpliwościami:
- macie 2 akcje (i rzuty) na turę
- nie musicie rzucać (ani traktować jako akcji) alohomory czy lumos
- w razie pytań zapraszam na priv

*
Dom tonął w ciemnościach, ale nos Mavelle natychmiast wychwycił ludzkie zapachy. Gdy zresztą pognała przez przedpokój i wpadła do salonu, dostrzegła też odrobinę światła. Jego źródłem – podobnie jak zapachu – był… kominek. Płomień dopiero rozpalono, a pozasłaniane starannie okno i to, że te akurat wychodziły na tyły, sprawiały, że nie dostrzegli ani błysku stojąc przed domem.
Zobaczono ich, kiedy na Erika podziałał czar odstraszający i najwyraźniej szykowano się do ewakuacji. Gdyby zostali przed domem choć minutę dłużej, już by domowników nie zastali.
W słabym blasku mignęły jej dwie sylwetki. Catherine Barlow, stojąca tuż przy kominku i mężczyzna, wysoki, szczupły, którego nigdy ani Mavelle, ani Erik, ani Heather nie spotkali – czy raczej nie spotkali go w ostatnich latach, bo może kiedyś mignął im w Hogwarcie – ale tak podobny do Jasona, że od razu mogli odgadnąć, kim jest.
Okno pękło z głośnym trzaskiem, zalewając pokój odłamkami.
- CAT, DO KOMINKA!!! – krzyknął Jonathan Barlow, chwytając za różdżkę. Zaklęcie wystrzelił tak szybko, że Mavelle nie zdołała postawić swojej tarczy: czar odrzucił ją z powrotem do przedpokoju. Barlow tymczasem, nie mająca przecież szans na rozpoznanie ich zmienionych twarzy, jedną ręką sięgnęła po różdżkę, a drugą złapała garść proszku z pojemnika, stojącego na gzymsie. Cisnęła proszek Fiuu w płomienie, a te zajaśniały błękitem i zielenią. Machnęła różdżką, celując w Heather, ale ta mogła obronić się jeszcze przed wystrzelonym ku niej zaklęciem.
Erik, który pozostał z tyłu, nie widział tych scen, ale usłyszał krzyk.
*
Cain nie miał większych problemów ze znalezieniem odpowiedzi: kobietę przy furtce Jonathana mugolka - bo bez wątpienia była mugolką, za łatwo mógł manipulować jej umysłem - zobaczyła tego wieczora o zmierzchu. Zresztą, dziewczyna ze zdjęcia to była bez wątpienia Catherine Barlow, a ta ledwo tego dnia opuściła Londyn, kierując się w tę stronę.
To oznaczało, że od tej chwili minęły jakieś trzy godziny.
W sam raz, aby sowa wypuszczona z klatki doleciała stąd do Londynu.
Ot mugolkę postawiono na straży wcześniej - zapewne ktoś wiedział, że to Jase Meadowes ochrania Catherine i liczono, że może skontaktuje się z bratem. Być może spodziewano się w takim razie i ich? Obserwowano w podobny sposób mieszkanie Catherine i ktoś zauważył, że tam weszli...?
Kobieta przypatrywała się mu pustym wzrokiem. Istniała szansa, że z czasem dojdzie do siebie, ale w tej chwili potrzebowała przede wszystkim uwolnienia spod wpływu - prawdopodobnie - imperiusa oraz tego, aby napić się, coś zjeść i się wyspać. Możliwe, że dziecko podtykało jej czasem wodę albo coś do zjedzenia, skoro wciąż jako tako się trzymała, ale była w złym stanie. Fizyczne i psychiczne wyczerpanie, w połączeniu ze spustoszeniem zasianym w umyśle, sprawiało, że chyba niezbyt rozumiała, co do niej mówi.
A potem...
Przez otwarte okno do uszu Bletchleya dotarły trzaski.
Jeden, drugi, trzeci.
Był czarodziejem, więc nie miał problemów ze zrozumieniem, co się właśnie stało. Na ulicy przed domem właśnie aportowali się jacyś ludzie. Najmniej trzy osoby, może i więcej, jeśli ktoś użył teleportacji łączonej.
Kolejna tura do: 22.11, godzina 21.