20.11.2023, 00:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2023, 07:49 przez Mavelle Bones.)
Wykłócanie się z Erikiem spadło bardzo nisko na liście priorytetów, odkąd tylko wyczuła ogień. Bo pierwsze skojarzenie, to nie było odpalenie kominka – tylko chęć puszczenia wszystkiego z dymem, żeby zatrzeć ślady. Być może kiedyś nawet będą się śmiać z tego, jak bardzo chciał pognać do dyniowej zupy, ale teraz…
… teraz to było tak samo śmieszne, jak rozkładający się trup na dnie bagna, czyli wcale.
Bardzo szybko się przekonała, jak bardzo się myliła, nawet nie zdążyła odskoczyć, postawić tarczę, nic. Zakładała, że Catherine tu była – wcześniej. Że już uciekła dalej, bądź przepadła na zawsze; szanse na to, że znajdowała się tu i teraz w domu oceniała na bardzo, bardzo nikłe.
A jednak.
- Stop! – zawołała, gdy tylko odzyskała oddech. Stop dla jej towarzyszy, stop dla Barlow i Meadowesa – inna sprawa, co kto zrozumie… W zasadzie aż się zdziwiła, że tylko odepchnął – sama na miejscu Jonathana sięgnęłaby po inne zaklęcia… a potem zjadłyby ją pewnie wyrzuty sumienia, gdyby, tak jak teraz, okazało się, że mają do czynienia z sojusznikami – ale dla niej to akurat dobrze… - Cat! Tu Mav! – wyrzuciła z siebie, starając się przedostać jak najszybciej do salonu, zapobiegliwie po raz kolejny próbując postawić tarcze rozpraszające zaklęcia. Może rozsądniej byłoby gasić po prostu ogień, ale też…
… wtedy przypominałoby to zaganianie zwierzęcia do kąta. A takie zwierzę było wtedy zdolne do naprawdę desperackich czynów, do których by się normalnie nie posunęła. Z czego rzucanie się do kominka uznała za głupi pomysł, bo jeśli zdążyłaby złapać informatorkę, gdy płomienie brały ją w objęcia, samej w nich bezpośrednio nie lądując – wyobraźnia podpowiadała fatalne skutki. A jeśli Barlow jeszcze nie zdążyła zniknąć w otchłani płomieni, to dorzuciła pośpiesznie, modląc się w duchu, żeby kobieta rozpoznała głos, żeby jednak nie zniknęła jak sen złoty:
- Śmierdziało dymem, myślałam, że was dopadli... – tylko czy uwierzy? Głos, brak fruwających z jej strony morderczych zaklęć… czy naśladowcy przypadkiem nie bawiliby się w ceregiele i nie próbowali udupić Barlow tu i teraz?
No właśnie.
… teraz to było tak samo śmieszne, jak rozkładający się trup na dnie bagna, czyli wcale.
Bardzo szybko się przekonała, jak bardzo się myliła, nawet nie zdążyła odskoczyć, postawić tarczę, nic. Zakładała, że Catherine tu była – wcześniej. Że już uciekła dalej, bądź przepadła na zawsze; szanse na to, że znajdowała się tu i teraz w domu oceniała na bardzo, bardzo nikłe.
A jednak.
- Stop! – zawołała, gdy tylko odzyskała oddech. Stop dla jej towarzyszy, stop dla Barlow i Meadowesa – inna sprawa, co kto zrozumie… W zasadzie aż się zdziwiła, że tylko odepchnął – sama na miejscu Jonathana sięgnęłaby po inne zaklęcia… a potem zjadłyby ją pewnie wyrzuty sumienia, gdyby, tak jak teraz, okazało się, że mają do czynienia z sojusznikami – ale dla niej to akurat dobrze… - Cat! Tu Mav! – wyrzuciła z siebie, starając się przedostać jak najszybciej do salonu, zapobiegliwie po raz kolejny próbując postawić tarcze rozpraszające zaklęcia. Może rozsądniej byłoby gasić po prostu ogień, ale też…
… wtedy przypominałoby to zaganianie zwierzęcia do kąta. A takie zwierzę było wtedy zdolne do naprawdę desperackich czynów, do których by się normalnie nie posunęła. Z czego rzucanie się do kominka uznała za głupi pomysł, bo jeśli zdążyłaby złapać informatorkę, gdy płomienie brały ją w objęcia, samej w nich bezpośrednio nie lądując – wyobraźnia podpowiadała fatalne skutki. A jeśli Barlow jeszcze nie zdążyła zniknąć w otchłani płomieni, to dorzuciła pośpiesznie, modląc się w duchu, żeby kobieta rozpoznała głos, żeby jednak nie zniknęła jak sen złoty:
- Śmierdziało dymem, myślałam, że was dopadli... – tylko czy uwierzy? Głos, brak fruwających z jej strony morderczych zaklęć… czy naśladowcy przypadkiem nie bawiliby się w ceregiele i nie próbowali udupić Barlow tu i teraz?
No właśnie.
Rzut Z 1d100 - 23
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 73
Sukces!
Sukces!