20.11.2023, 09:40 ✶
- Mówi się chyba: nawarzyli piwa - uśmiechnęła się słabo, ale w jej oczach widać było niepokój. Zresztą nie tylko w jej. Przemykający Pokątną ludzie wyglądali na mocno poruszonych, nikt nie mówił o niczym innym. Tylko o ostatnich atakach, o dziwnym mężczyźnie, który ogłosił się Lordem Voldemortem. O jego postulatach, które mroziły krew w żyłach. O wyższości, jaką reprezentował, i o okrucieństwie. - Zniknęło kilka rodzin i mam wrażenie, że to nie dlatego, że uciekli.
Powiedziała, bardziej rozwijając gazetę. Na kolejnych stronach doniesienia były jeszcze bardziej upiorne. Śmierć, zniszczenie, ucieczka. Chaos i panika. Olivia uważnie studiowała twarz mężczyzny, próbując wyczytać z niej co o tym wszystkim sądzi. Na jej szczęście nie wyglądał na kogoś, kto pochwalał działanie Voldemorta.
- Jeśli mieszkasz poza Londynem, powinieneś bardziej uważać, Ollie. Mam wrażenie, że to co działo się podczas marszu charłaków to pikuś w porównaniu do tego, co może niedługo dziać się na ulicach Londynu. Ale tutaj jest najwięcej czarodziejów, możliwe że zabiorą się za okoliczne miasta. Albo za Szkocję - powiedziała poważnie, odpalając kolejnego papierosa. - Nie znam cię, ale nie wydajesz mi się zły. Może trochę dziwny, ale nie zły. A ja mam nosa do ludzi. I nie lubię gdy giną przez chore urojenia jakiegoś maniaka.
Mimo iż Pokątna nie była specjalnie zatłoczona, to rozmowa przy budynku na ulicy gwarantowała im pewną anonimowość. Mało kto zwracał na nich uwagę, większość po prostu przechodziła obok i nie podsłuchiwała. Wszyscy mieli teraz swoje problemy, zwłaszcza teraz. To, co wyczytała w Proroku, sprawiło że jej serce na chwilę się zatrzymało, a w głowie pojawiła się dziwna myśl. Jak dobrze, że jesteśmy czystej krwi. Zaraz jednak skarciła się za to w duchu. Co to miało za znaczenie? A może miało nawet większe niż sądziła? Czy i po nich przyjdą, żeby zwerbować w swoje szeregi? Quirkowie nie byli bogaci, miała więc wrażenie, że są bezpieczni i nikt nie będzie sobie zaprzątał nimi głowy. Ale jakaś taka nieprzyjemna myśl wciąż gdzieś kiełkowała w jej głowie.
- Myślisz, że go złapią?
Powiedziała, bardziej rozwijając gazetę. Na kolejnych stronach doniesienia były jeszcze bardziej upiorne. Śmierć, zniszczenie, ucieczka. Chaos i panika. Olivia uważnie studiowała twarz mężczyzny, próbując wyczytać z niej co o tym wszystkim sądzi. Na jej szczęście nie wyglądał na kogoś, kto pochwalał działanie Voldemorta.
- Jeśli mieszkasz poza Londynem, powinieneś bardziej uważać, Ollie. Mam wrażenie, że to co działo się podczas marszu charłaków to pikuś w porównaniu do tego, co może niedługo dziać się na ulicach Londynu. Ale tutaj jest najwięcej czarodziejów, możliwe że zabiorą się za okoliczne miasta. Albo za Szkocję - powiedziała poważnie, odpalając kolejnego papierosa. - Nie znam cię, ale nie wydajesz mi się zły. Może trochę dziwny, ale nie zły. A ja mam nosa do ludzi. I nie lubię gdy giną przez chore urojenia jakiegoś maniaka.
Mimo iż Pokątna nie była specjalnie zatłoczona, to rozmowa przy budynku na ulicy gwarantowała im pewną anonimowość. Mało kto zwracał na nich uwagę, większość po prostu przechodziła obok i nie podsłuchiwała. Wszyscy mieli teraz swoje problemy, zwłaszcza teraz. To, co wyczytała w Proroku, sprawiło że jej serce na chwilę się zatrzymało, a w głowie pojawiła się dziwna myśl. Jak dobrze, że jesteśmy czystej krwi. Zaraz jednak skarciła się za to w duchu. Co to miało za znaczenie? A może miało nawet większe niż sądziła? Czy i po nich przyjdą, żeby zwerbować w swoje szeregi? Quirkowie nie byli bogaci, miała więc wrażenie, że są bezpieczni i nikt nie będzie sobie zaprzątał nimi głowy. Ale jakaś taka nieprzyjemna myśl wciąż gdzieś kiełkowała w jej głowie.
- Myślisz, że go złapią?