Mabel nie miała problemów z kontaktem fizycznym. Od małego była tulona, głaskana i całowana, więc było to dla niej coś najzupełniej naturalnego. Bez oporów więc przytuliła się do cioci, z przyjemnością zauważając, że jej sukienka jest miękka w dotyku i dość przyjemnie pachnie. Słuchała tego, co Brenna do niej mówiła, jednocześnie słysząc bicie jej serca. Było nieco przyśpieszone, kiedy zaczęła mówić o Kniei Godryka, ale Mabel tego akurat nie wyłapała.
Dziewczynka starała się zrozumieć słowa ciotki, a raczej płynący za nimi sens. Więc to nie było tak, że ostatnio nie odwiedzała Longbottomów tak często jak kiedyś, dlatego że ciocia i wujek nie chcieli jej zapraszać? Może więc po prostu byli zajęci w pracy? Pewnie też nie chcieli, żeby spróbowała sama zapuścić się w jakieś niebezpieczne miejsca. Tak, to była w stanie zrozumieć. Wiedziała, że jak na dość posłuszne dziecko, miała czasem tendencję do zapominania o bożym świecie, kiedy coś bardzo zaabsorbowało jej myśli. Perspektywa ogródka w Warowni, podobnego do tego, który miała u babci, brzmiała kusząco ale Mabel nauczyła się już na własnej skórze, że rośliny trzeba było odwiedzać i doglądać codziennie. Przynajmniej w większości. U babci nawet nic w tym roku nie posadziła, chociaż starsza kobieta ją zachęcała i pod jej nieobecność sama obsadziła grządkę warzywami dla wnuczki. Ale to nie było to samo.
Wzmianka o lesie wywołała w Mabel znów zainteresowanie. W magicznym przedszkolu, do którego chodziła, ciągle ktoś o tym wspominał a dwójka dzieci, które po wakacjach miały iść do Hogwartu chwaliła się, że ich rodzice powiedzieli im, że kiedyś wszyscy czarodzieje będą świętować ten dzień podwójnie. Rudowłosa nie bardzo wiedziała o co może chodzić, a fakt, że nikt dorosły nie chciał powiedzieć jej prawdy, powoli zaczynał ją irytować. Nie miała już przecież pięciu lat!
Kiedy ciocia skończyła swój wywód na tym, że Mabel i Nora nie będą zawsze mieszkać w tym samym miejscu, dziewczynka lekko wyplątała się z jej objęć i zaczęła bawić się związanymi w warkocz włosami. Widać było, że nad czymś intensywnie myśli i Brenna mogłaby nawet uznać, że przetwarza to co właśnie usłyszała. Tymczasem ona układała w głowie co powiedzieć cioci, żeby potencjalnie namówić ją do powiedzenia odrobinę więcej o wydarzeniach z wiosny, niż tylko "jest niebezpiecznie".
- Ciociu Brenno... - zaczęła w końcu, patrząc kobiecie prosto w oczy z poważną miną. - Bardzo dziękuję, że mi to wszystko wytłumaczyłaś. Przepraszam, że myślałam, że już mnie nie chcecie u siebie gościć. Wiem, że macie z wujkiem bardzo ważną pracę i bronicie nas wszystkich przed złymi czarodziejami. Na pewno łatwiej byłoby mi zrozumieć skalę problemu gdybym wiedziała nieco więcej, o tym wszystkim co wydarzyło się w Beltane. Wiesz, żebym wiedziała, że mam trzymać się z daleka z jakiegoś powodu a nie tylko dlatego, że wy wszyscy tak mówicie. - zakończyła swój wywód uśmiechem. Szczególnie zadowolona była ze sformułowania "skala problemu", które usłyszała kiedyś od jednego z klientów w kawiarni i zapadło jej ono w pamięć. Nie wiedziała, czy jej próba coś da, ale z pewnością jeśli ktoś miałby złamać się pod naporem jej próśb czy argumentów to była to raczej Brenna niż Nora. Jej słodkie oczka i prośby zawsze nieco mniej działały na matkę, może dlatego, że Nora musiała jej różnych rzeczy odmawiać jako matka, a Brenna była tą ciocią która mogła wpaść w jej życie ze śmiechem, kwiatkiem w doniczce i paczką magicznych słodyczy i ją rozpieszczać.