20.11.2023, 15:38 ✶
Uśmiechnęła się, nie do końca jednak rozumiejąc dlaczego Jackie miałaby nie rozmawiać z innymi czarodziejami. Odpowiedź jednak przyszła nad wyraz szybko. Obserwowała hipogryfy... Ależ to musiało być cudowne!
- Ale ci zazdroszczę! Uwielbiam je, ojciec pracuje w Ministerstwie i czasem pokazywał mi je z bliska - mówiła cicho, ale nie udało jej się ukryć entuzjazmu. - Nigdy jednak nie widziałam młodych. Rozmnażanie ich w niewoli jest praktycznie niemożliwe, chyba nikomu się to nie udało, prawda?
Jackie trafiła na osobę, która wychowała się z miłośnikiem zwierząt. Zarówno tych niemagicznych, jak i magicznych. I mimo iż Olivia własnych zwierząt nie miała, to naprawdę je kochała. Może właśnie dlatego, że nie musiała wyprowadzać psa na spacer czy sprzątać po żabie. Możliwe że w innym przypadku nie byłaby aż tak entuzjastycznie nastawiona do wszystkiego, co żyło i było śliczne.
Olivia zerknęła na barmana, który przerwał jej monolog, bo tak to można było nazwać - zamierzała Jackie zarzucić gradem pytań, ale na szczęście Caroow została uratowana. Chociaż zapewne nie na długo.
- Nie był podobno tak dobrym człowiekiem, słyszałam że zdradzał żonę - odpowiedziała, wzruszając ramionami. Olivia miała w nosie to, czy ktoś był charłakiem, czarodziejem czy mugolakiem. Jeśli ktoś był dupkiem, to był dupkiem bez względu na to, co mu aktualnie płynęło w żyłach. - Nie wiem wiele więcej, ale ponoć żona o tym wiedziała i dawała mu przyzwolenie, tak bardzo go kochała. Nie rozumiem jak tak można.
Wyburczała, zanurzając usta w kremowym piwie. Gdy Jackie jednak wspomniała o chorobie, zmarszczyła brwi.
- Nonsens, gdyby ta choroba była wywołana przez coś lub kogoś, co znamy, to przecież by ją rozpoznano. A nie wiadomo co mu było. Nie istnieje na świecie nikt tak potężny, by wywoływać nieznane nam śmiertelne choroby, prawda? - dokończyła szeptem, bo... W zasadzie nie wiedziała, czy ktoś taki istniał. Nie powinien, ale różni ludzie chodzili po świecie. Może więc się myliła? - Miałam zamiar nim wrócić do Londynu. A co, nie działa teraz?
Trochę się zaniepokoiła. Była dosłownie pośrodku niczego a teleportacją nie zaprzątała sobie głowy, bo rzygała po niej jak kot. Więc jeśli tutaj fiuu nie działało, to była w dupie.
- Ale ci zazdroszczę! Uwielbiam je, ojciec pracuje w Ministerstwie i czasem pokazywał mi je z bliska - mówiła cicho, ale nie udało jej się ukryć entuzjazmu. - Nigdy jednak nie widziałam młodych. Rozmnażanie ich w niewoli jest praktycznie niemożliwe, chyba nikomu się to nie udało, prawda?
Jackie trafiła na osobę, która wychowała się z miłośnikiem zwierząt. Zarówno tych niemagicznych, jak i magicznych. I mimo iż Olivia własnych zwierząt nie miała, to naprawdę je kochała. Może właśnie dlatego, że nie musiała wyprowadzać psa na spacer czy sprzątać po żabie. Możliwe że w innym przypadku nie byłaby aż tak entuzjastycznie nastawiona do wszystkiego, co żyło i było śliczne.
Olivia zerknęła na barmana, który przerwał jej monolog, bo tak to można było nazwać - zamierzała Jackie zarzucić gradem pytań, ale na szczęście Caroow została uratowana. Chociaż zapewne nie na długo.
- Nie był podobno tak dobrym człowiekiem, słyszałam że zdradzał żonę - odpowiedziała, wzruszając ramionami. Olivia miała w nosie to, czy ktoś był charłakiem, czarodziejem czy mugolakiem. Jeśli ktoś był dupkiem, to był dupkiem bez względu na to, co mu aktualnie płynęło w żyłach. - Nie wiem wiele więcej, ale ponoć żona o tym wiedziała i dawała mu przyzwolenie, tak bardzo go kochała. Nie rozumiem jak tak można.
Wyburczała, zanurzając usta w kremowym piwie. Gdy Jackie jednak wspomniała o chorobie, zmarszczyła brwi.
- Nonsens, gdyby ta choroba była wywołana przez coś lub kogoś, co znamy, to przecież by ją rozpoznano. A nie wiadomo co mu było. Nie istnieje na świecie nikt tak potężny, by wywoływać nieznane nam śmiertelne choroby, prawda? - dokończyła szeptem, bo... W zasadzie nie wiedziała, czy ktoś taki istniał. Nie powinien, ale różni ludzie chodzili po świecie. Może więc się myliła? - Miałam zamiar nim wrócić do Londynu. A co, nie działa teraz?
Trochę się zaniepokoiła. Była dosłownie pośrodku niczego a teleportacją nie zaprzątała sobie głowy, bo rzygała po niej jak kot. Więc jeśli tutaj fiuu nie działało, to była w dupie.