20.11.2023, 16:14 ✶
- Mówiąc szczerze, wątpię. Musiały powstać jeszcze przed Hogwartem czyli najmniej ponad tysiąc lat temu, a w ruinie też spoczywają od bardzo dawna. Nikt kogo pytałam, nie umiał mi odpowiedzieć, czym kiedyś były. Ludzie znają co najwyżej legendy. Większość z nich wiąże to miejsce z Gryffindorem, ale sama rozumiesz, Dolina Godryka, skojarzenie, może to naprawdę też tylko bajka, a tutaj mieszkała ot zwykła rodzina czarodziejów, która dawno temu wymarła? - odparła Brenna, odrywając spojrzenie od ruin i odruchowo kierując je ku horyzontowi, gdy Olivia spytała o duchy.
Brenna widywała tu tylko jednego - prawdopodobnie - ducha. I wątpiła, czy Olivia go zobaczy, bo z osób, z którymi to miejsce odwiedzała, dotąd dostrzegła go tylko Danielle. Teraz też zaczęła go szukać, gdzieś w oddali, na tle słońca, zbyt daleko, by dało się mu przyjrzeć i w pierwszej chwili nie zrozumiała, co Quirke ma na myśli.
- Jeżeli jakieś mieszkają w tych ruinach, to ja nigdy ich nie spotkałam... Och, o to ci chodzi. Łatek, chodź tutaj - zażądała, chcąc chwycić psa z powrotem na smycz. Nie była pewna, czy zwykły pies wyłapuje obecność takich stworzeń, ale nie chciała, żeby rzucił się w pogoń. Nie zdawała się też tym zjawiskiem ani trochę zaskoczona: Dolina Godryka od zawsze była miejscem, gdzie tuż na skraju widzenia mugoli tkwiło to, co magiczne. Wszyscy żyli w końcu w cieniu magicznej Kniei... - To prawdopodobnie chochliki. Są raczej nieszkodliwe. Najgorsze, co mogą zrobić, to coś ci podkraść, a musiałabyś je zirytować.
Brennę zwykle po prostu zostawiały w spokoju. Nie znała się na magicznych stworzeniach na tyle, by je zaczepiać, ale i nie zdawały się żywić do niej niechęci. Może dlatego, że bywała tutaj od dziecka.
- Wracamy? Skoro kręcą się tutaj te maluchy, nie chcę, żeby psy zaczęły się nimi interesować.
Brenna widywała tu tylko jednego - prawdopodobnie - ducha. I wątpiła, czy Olivia go zobaczy, bo z osób, z którymi to miejsce odwiedzała, dotąd dostrzegła go tylko Danielle. Teraz też zaczęła go szukać, gdzieś w oddali, na tle słońca, zbyt daleko, by dało się mu przyjrzeć i w pierwszej chwili nie zrozumiała, co Quirke ma na myśli.
- Jeżeli jakieś mieszkają w tych ruinach, to ja nigdy ich nie spotkałam... Och, o to ci chodzi. Łatek, chodź tutaj - zażądała, chcąc chwycić psa z powrotem na smycz. Nie była pewna, czy zwykły pies wyłapuje obecność takich stworzeń, ale nie chciała, żeby rzucił się w pogoń. Nie zdawała się też tym zjawiskiem ani trochę zaskoczona: Dolina Godryka od zawsze była miejscem, gdzie tuż na skraju widzenia mugoli tkwiło to, co magiczne. Wszyscy żyli w końcu w cieniu magicznej Kniei... - To prawdopodobnie chochliki. Są raczej nieszkodliwe. Najgorsze, co mogą zrobić, to coś ci podkraść, a musiałabyś je zirytować.
Brennę zwykle po prostu zostawiały w spokoju. Nie znała się na magicznych stworzeniach na tyle, by je zaczepiać, ale i nie zdawały się żywić do niej niechęci. Może dlatego, że bywała tutaj od dziecka.
- Wracamy? Skoro kręcą się tutaj te maluchy, nie chcę, żeby psy zaczęły się nimi interesować.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.