20.11.2023, 18:38 ✶
Florence była osobą aż nazbyt pewną siebie. Składało się na to wiele czynników, począwszy od charakteru, przez bycie w rodzinie jedną ze starszych w swoim pokoleniu, otoczoną przez młodszych braci i kuzynostwo, aż do zawodu, w ramach którego nawykła wydawać polecenia pacjentom i studentom Akademii Munga.
Pewnie gdyby zapewnił, że by go nie zobaczyła, niezbyt by w to uwierzyła. Pozory niby mogły mylić, ale nie wyglądał ani na kogoś bardzo utalentowanego w skradaniu, ani w maskowaniu się. O tym, że umiał zamienić się w rysia, nie wiedziała, a przecież taki zwierzak na Horyzontalnej tylko tym bardziej zwróciłby uwagę...
- Nie chciał pan - powtórzyła za nim, unosząc lekko brwi, ale zaraz padły dalsze wyjaśnienia. W jej uszach brzmiące raczej mało wiarygodnie, chociaż musiała przyznać, że głównie dlatego, że w ostatnich miesiącach nie był to pierwszy przypadek tego typu. Mimo to zasiał w niej odrobinę niepewności.
I dlatego Florence zrobiła to, co przywykła zrobić w tego typu sytuacjach. Spróbowała spojrzeć w przód. Nie interesowało jej rzecz jasna, że Ollie chce zjeść na śniadanie ani w jaki sposób pokierować swoim życiem w dalszej perspektywie, ale jedynie jedno: dokąd planował dotrzeć tą uliczką. I gdyby zobaczyła obraz samej siebie, prawdopodobnie wypaliłaby zaklęcie i zaczęliby pojedynkować się tutaj może nie na śmierć i życie, ale na pewno do momentu, w którym jedno nie nadawałoby się już do walki.
Zobaczyła jednak tylko budynek i to z pewnością nie ten, w którym mieszkała razem z rodziną.
– Och. Kamienica numer siedem nie jest tutaj, tylko ma wejście w tej bocznej alejce – oświadczyła, wskazując stosowne przejście. Mieszkała w końcu na Horyzontalnej przez całe swoje życie (chyba że nie liczyć siedmiu lat w Hogwarcie) i jej rozkład budynków znała jak własną kieszeń.
tu rzut na jasnowidzenie
Pewnie gdyby zapewnił, że by go nie zobaczyła, niezbyt by w to uwierzyła. Pozory niby mogły mylić, ale nie wyglądał ani na kogoś bardzo utalentowanego w skradaniu, ani w maskowaniu się. O tym, że umiał zamienić się w rysia, nie wiedziała, a przecież taki zwierzak na Horyzontalnej tylko tym bardziej zwróciłby uwagę...
- Nie chciał pan - powtórzyła za nim, unosząc lekko brwi, ale zaraz padły dalsze wyjaśnienia. W jej uszach brzmiące raczej mało wiarygodnie, chociaż musiała przyznać, że głównie dlatego, że w ostatnich miesiącach nie był to pierwszy przypadek tego typu. Mimo to zasiał w niej odrobinę niepewności.
I dlatego Florence zrobiła to, co przywykła zrobić w tego typu sytuacjach. Spróbowała spojrzeć w przód. Nie interesowało jej rzecz jasna, że Ollie chce zjeść na śniadanie ani w jaki sposób pokierować swoim życiem w dalszej perspektywie, ale jedynie jedno: dokąd planował dotrzeć tą uliczką. I gdyby zobaczyła obraz samej siebie, prawdopodobnie wypaliłaby zaklęcie i zaczęliby pojedynkować się tutaj może nie na śmierć i życie, ale na pewno do momentu, w którym jedno nie nadawałoby się już do walki.
Zobaczyła jednak tylko budynek i to z pewnością nie ten, w którym mieszkała razem z rodziną.
– Och. Kamienica numer siedem nie jest tutaj, tylko ma wejście w tej bocznej alejce – oświadczyła, wskazując stosowne przejście. Mieszkała w końcu na Horyzontalnej przez całe swoje życie (chyba że nie liczyć siedmiu lat w Hogwarcie) i jej rozkład budynków znała jak własną kieszeń.
tu rzut na jasnowidzenie