16.11.2022, 00:54 ✶
Jeśli chodziło o Patricka to rysował właściwie ciągle. Nie były to jednak prace, które nadawałyby się na wystawę do galerii sztuki lub na sprzedaż. Najczęściej wykonywał pośpieszne szkice piórem na kawałkach pergaminu (rzadko miał więcej czasu na wyciągnięcie farb), rozrysowując to, co widziały jego oczy. Czasem uwieczniał na nich nieświadomych niczego ludzi, częściej jednak skupiał swoje zainteresowania na przedstawieniu ulicy, pojedynczego budynku lub fragmentu wnętrza. Rysował w pośpiechu, dzięki temu procesowi zbierając myśli, analizując i przygotowując się do działania.
Ale czy się wstydził swoich prac? Nie. Zalegały na jego biurku w pracy, rysunki zostawiał kelnerkom w barze, wciskał je przypadkowym ludziom, którzy przykuli jego uwagę na tyle by ich uchwycił, czasem podrzucał znajomym. Przypominały rozwiązane zagadki, ale tylko on sam wiedział, że w istocie, do pewnego momentu naprawdę nimi były.
- Jestem bardzo nudnym aurorem – odpowiedział lekko. – A gdybym kiedyś trafił do twojego kasyna i byłby tam bar, po godzinie pewnie zostawiłbym ci jakiś szkic. Ale jeśli barman lub sprzątaczka wyrzuciliby go do śmietnika to nie byłbym tym urażony.
Na słowa o własnej przystojności, potwierdzone przez obydwie kobiety, zareagował krzywym uśmiechem.
- Chciałem was zawstydzić a tu obie zawstydziłyście mnie – zażartował. Chyba dostrzegł wzrok Seraphine, bo sam również zaczął rozglądać się za jedzeniem (a w jego przypadku również za alkoholem). – Mogę coś przynieść – zaoferował, dopijając swojego szampana.
Pusty kieliszek oddał pierwszemu kelnerowi, który mu się napatoczył.
- Gin z dubbonetem? Rieslieng? – zapytał, spoglądając na Seraphine. Potem przeniósł wzrok na Mavelle, czekając na jakieś jej życzenie. – Przy okazji mogę sprawdzić cóż ciekawego Longbottomowie przygotowali do zjedzenia – choć pewnie tu panna Bones znała już menu na pamięć.
Poczekał na ich odpowiedzi, a potem odszedł do stołu z jedzeniem i alkoholem. Dzięki temu uniknął uwiecznienia na fotografii panny Lockhart. Nie zamierzał tam pozostawać zbyt długo.
Ale czy się wstydził swoich prac? Nie. Zalegały na jego biurku w pracy, rysunki zostawiał kelnerkom w barze, wciskał je przypadkowym ludziom, którzy przykuli jego uwagę na tyle by ich uchwycił, czasem podrzucał znajomym. Przypominały rozwiązane zagadki, ale tylko on sam wiedział, że w istocie, do pewnego momentu naprawdę nimi były.
- Jestem bardzo nudnym aurorem – odpowiedział lekko. – A gdybym kiedyś trafił do twojego kasyna i byłby tam bar, po godzinie pewnie zostawiłbym ci jakiś szkic. Ale jeśli barman lub sprzątaczka wyrzuciliby go do śmietnika to nie byłbym tym urażony.
Na słowa o własnej przystojności, potwierdzone przez obydwie kobiety, zareagował krzywym uśmiechem.
- Chciałem was zawstydzić a tu obie zawstydziłyście mnie – zażartował. Chyba dostrzegł wzrok Seraphine, bo sam również zaczął rozglądać się za jedzeniem (a w jego przypadku również za alkoholem). – Mogę coś przynieść – zaoferował, dopijając swojego szampana.
Pusty kieliszek oddał pierwszemu kelnerowi, który mu się napatoczył.
- Gin z dubbonetem? Rieslieng? – zapytał, spoglądając na Seraphine. Potem przeniósł wzrok na Mavelle, czekając na jakieś jej życzenie. – Przy okazji mogę sprawdzić cóż ciekawego Longbottomowie przygotowali do zjedzenia – choć pewnie tu panna Bones znała już menu na pamięć.
Poczekał na ich odpowiedzi, a potem odszedł do stołu z jedzeniem i alkoholem. Dzięki temu uniknął uwiecznienia na fotografii panny Lockhart. Nie zamierzał tam pozostawać zbyt długo.