— Kiedy człowiek nie interweniuje, aby dorzucić swoje przysłowiowe trzy knuty, pozwala, aby cała narracja tworzyła się wokół niego – bez jego bezpośredniego udziału. Media mogą rozgrywać taką osobę, jak tylko chcą, ale gdy ta faktycznie się odezwie lub zainicjuje jakieś działania... Układ sił nieco się zmienia.
Wzruszył ramionami. Wydawało mu się to dosyć jasne. Bierność wobec prasy i reporterów wiązała się z tym, że nie można było się obronić. Można było tylko patrzeć, jak obcy ludzie, skupieni przede wszystkim na tym, aby rozdmuchać każdy szczegół ku uciesze swoich wydawców, kompletnie przepisują rzeczywistość, aby pokazać, jak najbardziej szokującą jej wersję. Jeśli ktoś miał jednak siłę i pomyślunek, aby włączyć się do tej gry, mógł kompletnie zmienić zasady rozgrywki i naprostować własną historię. Tak właśnie postrzegał kwestię tego pojedynku.
— Nie martw się — odparł Erik, kręcąc z uśmiechem głową. — Alkohol pomaga zapomnieć o tym zawodzie. Naprawdę! — Zerknął na Victorię. — Cóż, Lockhart akurat nie jest taki najgorszy z nich wszystkich. Ale bywają jednostki bardzo wredne i nadgorliwe w swoim zawodzie.
Rozbawiony uniósł kufel z piwem kremowym w górę. Wbrew pozorom ostateczny wynik pojedynku między czarodziejami nie sprawił, aby Erik nagle stał się bardziej głodny wrażeń. Cieszył się z tego, że konflikt nie zaszły za daleko i żadna ze stron nie postanowiła żądać dogrywki. Na swój sposób świadczyło to o dojrzałości obu mężczyzn. Nie potrafił jednak zignorować tego, jak reklamowano to starcie w mediach, budując na dobrą sprawę dwa skłócone ze sobą obozy, które w trakcie rozgrywek miały okazać wsparcie Louvainowi lub Philipowi. Publika pragnęła krwi, skandalu i emocji. A gdyby na hali rozgrzano ją do czerwoności, kto wie, jak potoczyłby się ten wieczór?
— Rozumiem. — Pokiwał powoli głową. — A coś bliżej naszych terenów? — Uniósł pytająco brwi. — We Francji czy w Niemczech odbywają się podobne wyścigi?
Na wzmiankę o odzieży Rosierów, uśmiechnął się półgębkiem. Kto wie, może próbowali takiej sztuczki, ale chęć pokazania przynależności do Srebrnych Różdżek w nieco bardziej tradycyjnym stylu odniosła triumf?
— Najwidoczniej się odważyła. Może chciała zobaczyć na własne oczy, o co chodzi w tym całym rabanie o nią.
Loretta była dla niego enigmą, a nie miał z nią na tyle częstego kontaktu, aby nawet próbować zgadywać, co też kryło się w jej umyśle. Kierowała nią ciekawość? Chęć pokazania się? A może w ten jakże subtelny sposób chciała zaznaczyć swoją obecność i wspierać Louvaina w trakcie potyczki? Westchnął cicho. Miał wrażenie, że więcej by się dowiedział na temat tego, co mogło nią kierować, gdyby spytał o to Elliota lub Perseusza. Poruszali się w podobnych kręgach, więc powinni być nieco bardziej zorientowani w sytuacji.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞