20.11.2023, 22:44 ✶
- No wiesz co? Tak niskie masz o mnie mniemanie, że byłabym w stanie zjeść szczura? Wiesz, jak to-to w ogóle śmierdzi? - obruszyła się, teatralnym gestem przykładając dłoń do piersi, że niby w ten sposób Brenna wbija jej sztylet prosto w serce, skoro sugerowała tak prze-o-kro-pne rzeczy, od których na samą myśl się wzdrygała. Jedno, wielkie, przeabsolutne FUJ; co nie podlegało i wręcz nie mogło podlegać jakiejkolwiek dyskusji. Aż dziw, że w ogóle istniały zwierzęta, dla których te gryzonie stanowiły pokarm. Albo zwykłą przekąskę. Jedno było pewne: Bones mogła żartować o polowaniu na szczury i to w wilczej formie, ale zdecydowanie nie była gotowa na zasmakowanie tego rodzaju mięsa... nie, tutaj lepiej, o wiele lepiej, poprzestać na wieprzowinie czy inszej wołowinie, z całą stanowczością pomijając szczurzynę.
- A fakt, trafne spostrzeżenie - zgodziła się z westchnięciem. Rejestry to był jednak pewien problem, zwłaszcza że wróg zapewne krył się dosłownie wszędzie. Wystarczyło choćby spojrzeć na niedawną sprawę z Barlow - ot, niewłaściwa osoba miała dostęp do informacji, kłapnęła dziobem i krew się polała... Ech, obyś chociaż miał tam spokój, Jase.
- Póki co, owszem – przytaknęła cicho. To nie tak, że jak za pstryknięciem palców nowa wiedza wskakiwała do głowy i okazywało się, że nagle potrafiło się przenosić w przestrzeni z kimś, a nie w pojedynkę. Fale i teleportacja łączna… nie, nie były cudownym remedium na wszelkie problemy w organizacji, ale z pewnością ułatwiały komunikację i ratowanie czyichś tyłków, gdy się paliło – niekoniecznie dosłownie. Gdyby przed laty była bardziej przewidująca i bardziej się przyłożyła do translokacji…
… ale idąc tym tropem, to każdy by siadał, gdyby wiedział, że zaraz się przewróci. A świat byłby wręcz skąpany w mleku i miodzie, bo każdy by wiedział, co należy zrobić, by wszystko poprawić i tak dalej, i tak dalej.
- Dlatego w miarę możliwości trzeba by się w tym podszkolić… tylko kwestia czasu. Sama na chwilę obecną też bym się nie odważyła teleportować z kimś – skrzywiła się lekko, jakby niezadowolona z własnych – jakże niewystarczających – umiejętności. Cóż, była zwykłą czarodziejką, nie Voldemortem o potędze, o której niejeden śnił… I teraz boleśnie odczuwała swoje braki. Z drugiej strony: po to też była cała organizacja, żeby wzajemnie się uzupełniać, nieprawdaż?
Umilkła, przyglądając się kuzynce. Trochę korciło, żeby wygrzebać nieodłączny notes, ołówek, uwiecznić tę chwilę, pozę. Ale…
- Brennie? W porządku? – spytała cicho, niepewnie. Nie usłyszała tego, co mówiła? Czy też działo się coś, o czym Bones nie miała pojęcia…?
- A fakt, trafne spostrzeżenie - zgodziła się z westchnięciem. Rejestry to był jednak pewien problem, zwłaszcza że wróg zapewne krył się dosłownie wszędzie. Wystarczyło choćby spojrzeć na niedawną sprawę z Barlow - ot, niewłaściwa osoba miała dostęp do informacji, kłapnęła dziobem i krew się polała... Ech, obyś chociaż miał tam spokój, Jase.
- Póki co, owszem – przytaknęła cicho. To nie tak, że jak za pstryknięciem palców nowa wiedza wskakiwała do głowy i okazywało się, że nagle potrafiło się przenosić w przestrzeni z kimś, a nie w pojedynkę. Fale i teleportacja łączna… nie, nie były cudownym remedium na wszelkie problemy w organizacji, ale z pewnością ułatwiały komunikację i ratowanie czyichś tyłków, gdy się paliło – niekoniecznie dosłownie. Gdyby przed laty była bardziej przewidująca i bardziej się przyłożyła do translokacji…
… ale idąc tym tropem, to każdy by siadał, gdyby wiedział, że zaraz się przewróci. A świat byłby wręcz skąpany w mleku i miodzie, bo każdy by wiedział, co należy zrobić, by wszystko poprawić i tak dalej, i tak dalej.
- Dlatego w miarę możliwości trzeba by się w tym podszkolić… tylko kwestia czasu. Sama na chwilę obecną też bym się nie odważyła teleportować z kimś – skrzywiła się lekko, jakby niezadowolona z własnych – jakże niewystarczających – umiejętności. Cóż, była zwykłą czarodziejką, nie Voldemortem o potędze, o której niejeden śnił… I teraz boleśnie odczuwała swoje braki. Z drugiej strony: po to też była cała organizacja, żeby wzajemnie się uzupełniać, nieprawdaż?
Umilkła, przyglądając się kuzynce. Trochę korciło, żeby wygrzebać nieodłączny notes, ołówek, uwiecznić tę chwilę, pozę. Ale…
- Brennie? W porządku? – spytała cicho, niepewnie. Nie usłyszała tego, co mówiła? Czy też działo się coś, o czym Bones nie miała pojęcia…?