16.11.2022, 01:57 ✶
Założył, że chwilowe zdezorientowanie żony wiązało się z niespodziewanym okazaniem czułości. Poniekąd przyniosło mu to dużo satysfakcji, ale postanowił tego w żaden sposób nie okazywać, liczyło się teraz szczęście Eden. Poza tym, to też nie tak, że nie obchodziły go czułe gesty, fakt nie myślał o nich zbyt wiele, ale był trochę jak niegłodna osoba na uczcie - wciąż mógł delektować się tym, pod czym uginały się stoły, ale gdyby nie znalazł się w takowej sytuacji nawet by o tym nie myślał, bo nie burczałoby mu w brzuchu.
Zamrugał zaskoczony.
- Twoja siostra? A co ma Twoja... - zaczął, ale zaraz usłyszał dalszą część wypowiedzi. Nie mógł powstrzymać się przed krótkim parsknięciem, ale nie chcąc blondynki urazić zakrył usta wcześniej zaciskając wargi - Skąd pomysł, że nazwałbym twoja siostrę 'laską'? Nie, że nią nie jest, chyba jest. - zmarszczył brwi i zaczął zastanawiać się nad definicją określenia 'laska' jeżeli o kobiecą aparycję i urodę chodziło. Eden i Eunice były podobne, ale William musiał przyznać, że w tej pierwszej pociągał go każdy idealnie doprecyzowany detal. Nie, dlatego że był płytki, wręcz odwrotnie. Dbanie o szczegóły było sporą częścią osobowości Eden, co tez objawiało się w prezentacji kobiety.
- Miałem na myśli tą drewnianą, wiesz, tą na której podpiera prawą, a nie lewą rękę. Taka laska dla chorej osoby, co utyka. Taka, w której miałaś różdżkę jak jeszcze używałaś swojej. - wytłumaczył to najlepiej jak potrafił, ale spojrzenie ciemnoniebieskich oczu wciąż miało w sobie cień powątpiewania, nie dlatego że wątpił w rozgranietość małżonki, a raczej w swoją umiejetność wysławiania się i ubierania myśli w słowa. Zaraz wrócił spojrzeniem do Perseusa - Zresztą. Zastanawia mnie ile on chce jeszcze wszystkim mówić, że ma kontuzje czy co to tam było? Na każdym jednym obiedzie u twoich rodziców utykał, a z upływem czasu chodzi coraz gorzej, ciężej. Nie widziałem samej nogi, więc nie chce rzucać nieprawdziwymi informacjami, ale zastanawia mnie czemu nikt się jeszcze nie zorientował. Może nikogo to po prostu nie obchodzi. Trochę przykre, ale jakie prawdziwe. Ludzie interesują się tylko sobą. - złapał sobie szampana od przechodzącego kelnera, dwa kieliszki z przyzwyczajenia, ale zaraz spojrzał na Eden, która wciąż sączyła czerwone wino. Zmieszał się trochę i spojrzał to na kieliszki to na kobietę - Wypije obydwa, już trudno. - przyznał bez większego przejęcia.To tylko szampan.
- Nie jest jakieś wspaniałe, przyzwoite, fakt, ale wole inne czerwone wino. Napije się czegoś innego. - wzruszył ramionami, bo już zmajstrował sobie nowy napitek.
- Zrozumiałem, chyba. Tak myślę, ale dziękuję za wytłumaczenie. Em, właściwie to jak to działa z takim kupowaniem kreacji. To po to, aby dobrze się zaprezentować przed innymi? Czy bardziej chodzi o to, że tobie się tak podoba, więc tak wybierasz? Czy jedno i drugie? To jest faktyczne pytanie, wiem, że brzmi niesamowicie infantylnie, nic na to nie poradzę. - dodał, niby żartobliwie, ale trochę pod nosem wychylając pierwszy kieliszek szampana. W domu raczej nie pijał, ale gdy wyjeżdżał na konferencje to nie wylewał za kołnierz. Przy obiadach rodzinnych u Malfoyów zazwyczaj się powstrzymywał, bo Pan Ojciec Eden nawet dla niego wydawał się dziwnie stresujący momentami. Sama jego obecność była dziwnie drażniąca, jakby miało się na plecach coś swędzącego i nie dało się tego dosięgnąć przez całe dwie godziny.
Licytacje szły szybko do przodu, William przysłuchiwał się niektórym, ale ostatnia na pewno przykuła jego uwagę. Spojrzenie jego oczu skupiło się mimowolnie na scenie oraz Longbottomach.
- Oh, to tak można? Że kogoś się wylicytuje? Dobrze, że na stałe nikomu go nie sprzedają, byłby trudny do przechowania, jest dość wysoki. - wypalił trochę bez przefiltrowania myśli - W sensie. Nie, nie wiem czemu pomyślałem, że trzeba by go było gdzieś przechowywać, nie mam nic na swoją obronę, to była myśl, której nie powinienem był wypowiedzieć na głos. - przyznał samokrytycznie i aż uniósł brwi.
Zamrugał zaskoczony.
- Twoja siostra? A co ma Twoja... - zaczął, ale zaraz usłyszał dalszą część wypowiedzi. Nie mógł powstrzymać się przed krótkim parsknięciem, ale nie chcąc blondynki urazić zakrył usta wcześniej zaciskając wargi - Skąd pomysł, że nazwałbym twoja siostrę 'laską'? Nie, że nią nie jest, chyba jest. - zmarszczył brwi i zaczął zastanawiać się nad definicją określenia 'laska' jeżeli o kobiecą aparycję i urodę chodziło. Eden i Eunice były podobne, ale William musiał przyznać, że w tej pierwszej pociągał go każdy idealnie doprecyzowany detal. Nie, dlatego że był płytki, wręcz odwrotnie. Dbanie o szczegóły było sporą częścią osobowości Eden, co tez objawiało się w prezentacji kobiety.
- Miałem na myśli tą drewnianą, wiesz, tą na której podpiera prawą, a nie lewą rękę. Taka laska dla chorej osoby, co utyka. Taka, w której miałaś różdżkę jak jeszcze używałaś swojej. - wytłumaczył to najlepiej jak potrafił, ale spojrzenie ciemnoniebieskich oczu wciąż miało w sobie cień powątpiewania, nie dlatego że wątpił w rozgranietość małżonki, a raczej w swoją umiejetność wysławiania się i ubierania myśli w słowa. Zaraz wrócił spojrzeniem do Perseusa - Zresztą. Zastanawia mnie ile on chce jeszcze wszystkim mówić, że ma kontuzje czy co to tam było? Na każdym jednym obiedzie u twoich rodziców utykał, a z upływem czasu chodzi coraz gorzej, ciężej. Nie widziałem samej nogi, więc nie chce rzucać nieprawdziwymi informacjami, ale zastanawia mnie czemu nikt się jeszcze nie zorientował. Może nikogo to po prostu nie obchodzi. Trochę przykre, ale jakie prawdziwe. Ludzie interesują się tylko sobą. - złapał sobie szampana od przechodzącego kelnera, dwa kieliszki z przyzwyczajenia, ale zaraz spojrzał na Eden, która wciąż sączyła czerwone wino. Zmieszał się trochę i spojrzał to na kieliszki to na kobietę - Wypije obydwa, już trudno. - przyznał bez większego przejęcia.To tylko szampan.
- Nie jest jakieś wspaniałe, przyzwoite, fakt, ale wole inne czerwone wino. Napije się czegoś innego. - wzruszył ramionami, bo już zmajstrował sobie nowy napitek.
- Zrozumiałem, chyba. Tak myślę, ale dziękuję za wytłumaczenie. Em, właściwie to jak to działa z takim kupowaniem kreacji. To po to, aby dobrze się zaprezentować przed innymi? Czy bardziej chodzi o to, że tobie się tak podoba, więc tak wybierasz? Czy jedno i drugie? To jest faktyczne pytanie, wiem, że brzmi niesamowicie infantylnie, nic na to nie poradzę. - dodał, niby żartobliwie, ale trochę pod nosem wychylając pierwszy kieliszek szampana. W domu raczej nie pijał, ale gdy wyjeżdżał na konferencje to nie wylewał za kołnierz. Przy obiadach rodzinnych u Malfoyów zazwyczaj się powstrzymywał, bo Pan Ojciec Eden nawet dla niego wydawał się dziwnie stresujący momentami. Sama jego obecność była dziwnie drażniąca, jakby miało się na plecach coś swędzącego i nie dało się tego dosięgnąć przez całe dwie godziny.
Licytacje szły szybko do przodu, William przysłuchiwał się niektórym, ale ostatnia na pewno przykuła jego uwagę. Spojrzenie jego oczu skupiło się mimowolnie na scenie oraz Longbottomach.
- Oh, to tak można? Że kogoś się wylicytuje? Dobrze, że na stałe nikomu go nie sprzedają, byłby trudny do przechowania, jest dość wysoki. - wypalił trochę bez przefiltrowania myśli - W sensie. Nie, nie wiem czemu pomyślałem, że trzeba by go było gdzieś przechowywać, nie mam nic na swoją obronę, to była myśl, której nie powinienem był wypowiedzieć na głos. - przyznał samokrytycznie i aż uniósł brwi.
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated