• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
26.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent

26.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#4
21.11.2023, 14:09  ✶  

Bardzo chciał być zaakceptowanym przez tą kobietę. Znaleźć w niej oparcie tak samo, jak szukał go w ojcu, choć w Edwardzie szukał go o wiele intensywniej. Wyciągał do niego dłoń jak do boga, chcąc uszczknąć tej niedostępnej dla niego siły, której mu brakowało. Zawsze za bardzo Zofia, żeby był bardziej Edwardem - ktoś mógłby mu to wyrzucać na głos, ale jedyną osobą, która o tym wspominała, o zgrozo, był tylko on sam. Edward zawsze utrzymywał, że przecież to nie tak, że nie jest żadnym zastępstwem, że go nie porównuje. A jednak to robił. Aydaya milczała z klasą - ta dwójka pasowała do siebie idealnie, zawsze nosili wysoko głowy, wiedzieli, jakie miejsce zajmowali w tym świecie i nie ograniczali swojego żywota do mikokosmosu, skoro mogli działać w skali makro. Nie mówiła o tym, nie wypominała mu, nie wyrzucała w twarz wprost, ale nie musiała. Wystarczyło jej jedno słowo czy jedno spojrzenie, żeby napięcie przepłynęło przez jego ciało i utknęło w brzuchu nieprzyjemnym, mdlącym uczuciem. Dokładnie tak, jak stało się to teraz. Jedno, magiczne słowo. Synu. Bardzo się kiedyś cieszył, że tak go nazywała. Że dawała mu swój czas. Och, Boże... przecież tak szaleńczo się starał za dziecka, żeby zdobyć jej akceptację, żeby widzieć dumę w jej oczach, żeby była z niego zadowolona. Być tym synem, którym go nazywała. Znaleźć schronienie za jej długimi sukniami i spódnicami - choćby tymi, których nie rozumiał, bo egzotyką wyprzedzających jego zdolność postrzegania rzeczywistości, która była wtedy jeszcze mała. Był na początku bardzo cichym dzieckiem. Nie to, żeby wielce się zmienił. Nigdy nie krzyczał. Tak jakby nie potrafił, jakby Bóg odebrał mu tę możliwość, bo pozwolił mu kąpać się w barwach jego łaski, żeby móc ciągle wzrastać swoje pióra na plecach. Pozwalał je potem wyrywać ludziom wokół, żeby sami zasmakowali nieco anielskiej dobroci. Bardzo się cieszył, kiedy opowiadała mu o tym egzotycznym świecie, z którego pochodziła, kiedy tylko miała lepszy nastrój. I chciał zobaczyć ten cudowny świat, dla niego zakazany. Dlatego zamiast tego patrzył, jak odchodzi z Edwardem i Pandorą stojąc przy Florence i bojąc się w swoim małym serduszku, że znowu straci mamę. Teraz rozumiał aż za dobrze, że w pierwszej kolejności - on nigdy tej matki nie miał. Wtedy bardzo wiele spraw oczywistych było niezrozumiałych. Dziś przenikały na wskroś tak oczywiste, że powtarzał sobie, iż mógłby się do nich przyzwyczaić. Coś jednak nie wychodziło i kończył w tej samej pułapce faktu, że nie potrafił nigdy do końca porzucić Aydayi i Edwarda. To, że chciał tej akceptacji nigdy do końca nie zniknęło. Zmieniało tylko swoją formę natężenia. Czas był świetnym medykamentem - w końcu, miał nadzieję, doprowadzi do tego, że jego serce przestanie tak boleć, że pragnie czegoś, czego nigdy nie otrzyma.

- Dziękuję. - Lubił rzeczy nowe, lubił zwiedzać, poznawać, doświadczać. Ale tego dnia wszystko było jałowe, ciężkie i tylko wywracało żołądek, skręcało go bardziej. - Tureckie słońce odcisnęło swój pocałunek na twoim licu, jaśniejesz. Piękna suknia, nowy nabytek z rodzinnych stron? - Small talki, komplementy, wchodzenie pod skórę, żeby zyskać przychylność - tak, Laurent opanował tę sztukę, ktoś by powiedział - do perfekcji, ale to nie była prawda. On tak nie uważał. Bo wystarczyło tylko natknąć się na silną charyzmatycznie osobowość i zaczynał mieć problem z zebraniem swojego rezonu. Aydaya była silna - oj tak, aż nazbyt. Ale była też bardzo znana, a to wszystko było przecież tylko częścią przedstawienia. Może nikomu niepotrzebnego, ale... chyba potrzebnego jemu. Jakaś taka malutka chociaż ułuda, że coś jest normalnego i że kolejny nóż nie przekręci się w jego brzuchu. Nie mógł pokazywać przed nią swoich słabości, przecież nie chciał ich pokazywać nawet przed ludźmi, którym naprawdę ufał bojąc się tego, co będzie, kiedy stanie przed nimi taki nic nie znaczący, wyzuty i zużyty. Przecież nie po to ta kobieta włożyła tyle energii w jego wychowanie, żeby teraz cierpieć z powodu zawodu, prawda? Nie było więc wyznań i nie było skruchy. Nie było tematu, który może w końcu pokazałby jakaś akceptację i może przyniósł jakieś poczucie samoakceptacji. Przedziwnymi drogami chodziły serca i umysły jednostek tak ze sobą splecionych tymi wstążkami.

Zbędne pozdrowienia. Grzecznościowe formułki - ciąg dalszy formalności. Tylko ton Aydayi sprawił, że Laurent podniósł na nią oczy i wyłapał, że może chodziło jednak o coś więcej niż grzeczność. Może. Prawda była taka, że nie chciał się tym interesować. To w końcu nie była jego rodzina. Nawet w jednej kropli. Na języku zatańczyła mu prawie jadowita odzywka, że rodzina Zofii też śle pozdrowienia z głębin morza. Zamiast tego powiedział...

- Dziękuję. Jest mi bardzo miło. Pozdrów ich również, proszę, przy najbliższej sposobności. - I uśmiechnął się znów. I znów ten uśmiech nie był w stanie dosięgnąć jego oczu, a jego delikatność rozmyła się w obliczu paru chwil. Jeszcze nawet przed tym, jak dokończyła swoja słowa, a jego serce zaczęło mocniej uderzać w klatce piersiowej. Sięgnął po herbatę, żeby unieść ją w chudych palcach. To nie było jego zmartwienie ani obowiązek - tak samo jak spuścizna tej rodziny. Miał sinusoidę emocji z tym związaną. Coś ci się stanie, jeśli będzie boleć dalej..? Nie chciał mieć tych myśli, były brzydkie, niegodne, ale składały się na jakieś opętanie, które psuło jego żyły i prowadził do rozszczelnienia rzeczywistości, w jakiej trwał. Wróg wewnętrzny prześlizgiwał się między tymi szczelinami i podróżował jego żyłami. Zatruwał jego samego.

- Przykro mi, że tak cię to boli, Aydayo. - Gdybym nie był tylko bękartem tej rodziny, może zaradziłbym coś na twój ból. Albo gdyby nie to, że masz tylko jedno d z i e c k o. - Wybacz jednak, ale nie jestem zainteresowany zaślubinami. Być może jeśli poślesz sowę odpowiednio szybko to jeszcze zdążysz sprowadzić tutaj Pandorę, żeby z nią obmówić ten ważny dla ciebie temat.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aydaya Prewett (3844), Laurent Prewett (4251)




Wiadomości w tym wątku
26.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent - przez Aydaya Prewett - 20.11.2023, 14:45
RE: 25.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent - przez Laurent Prewett - 20.11.2023, 18:25
RE: 25.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent - przez Aydaya Prewett - 21.11.2023, 13:31
RE: 25.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent - przez Laurent Prewett - 21.11.2023, 14:09
RE: 25.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent - przez Aydaya Prewett - 21.11.2023, 16:40
RE: 25.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent - przez Laurent Prewett - 21.11.2023, 17:08
RE: 25.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent - przez Aydaya Prewett - 25.11.2023, 13:21
RE: 25.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent - przez Laurent Prewett - 25.11.2023, 14:27
RE: 25.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent - przez Aydaya Prewett - 25.11.2023, 15:24
RE: 25.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent - przez Laurent Prewett - 25.11.2023, 17:44

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa