Gdyby miał wybrać najpiękniejszy bukiet tego świata, który byłby oblany promieniami słońca i jaśniał blaskiem anielskich skrzydeł to byłby to bukiet godny Nory Figg. Miał tylko jeden problem - nie było takich kwiatów, które mógłby zebrać, żeby oddać blask i ciepło tej kobiety, jej kreatywność i dobre serce, które gotowa była wyciągać na dłoniach do ludzi wokół. Albo prezentować w łakociach, które pięknem dorównywały rzeźbom Michała Anioła. Inny problem stanowił fakt, że ten piękny dzień, który miał trwać najdłużej ze wszystkich, w którym dzień i noc zlewały się w jedno na brzegach morza, wcale nie był taki barwy w swoich podstawach. I nie do końca był czas, żeby złożył ten prezent dokładnie tak, jak sobie to wymarzył i jak planował. Część z niego została przygotowana już wczorajszego dnia. Błędem było wleczenie się za muzyką morza, kiedy wieczór miał składać się na muzykę urodzin tego landrynkowego, złotowłosego anioła z malutką Mabelle przy boku. Nie zdecydował się na klasyczne róże. Zamiast tego wziął swoje ulubione słoneczniki i otoczył go zastępem białych tulipanów, a niżej - blado-różowych hiacyntów. Ten najbardziej niezręczny moment, kiedy się zastanawiasz, czy ktoś ma na to uczulenie, dzisiaj zupełnie go nie obowiązywał. Ledwo pamiętał nawet moment samego składania tych kwiatów, po drodze zasnął na stole i przebudził się z kocem na ramionach, kiedy przyszedł już medyk, żeby go opatrzeć.
Przybrał się w ciemniejsze kolory - białą koszulę z satynową, butelkowozieloną kamizelką z czarnymi zdobieniami i odwrotnie - czarne spodnie z butelkowozielonym szyciem do kompletu. Do tego, rzecz jasna, krawat, by prezentować się w pełni elegancko. Choć i tak modlił się, żeby nie ubrał czegoś na lewą stronę, kiedy pięćdziesiąt razy sprawdzał się w lustrze. Z zaczesanymi włosami, bukietem w dłoniach i kopertą z prezentem schowaną w kieszeni wkroczył do królestwa Nory, które było cudownym wytchnieniem dla wszystkiego, co na co dzień go otaczało. Sądził, że się spóźni - i to bardzo. Ale chyba nie. Najwyraźniej był jednym z pierwszych gości.
- Dobry wieczór. - Odezwał się cicho nawet jak na siebie. Ukrył swoje zmęczenie pod zaklęciem, żeby nie straszyć wszem i wobec i starając się nie kuśtykać na jedną nogę skierował do Nory, przy której znajdował się już Otto, żeby ją przytulić na powitanie. - Spełnienia marzeń, Noro. - Wszystkiego najlepszego. - Oby wszystkie z gwiazd były nadal zazdrosne o twoje piękno i dobroć serca, a zdrowie sprzyjało ci wraz ze szczęściem. - Uśmiechnął się ciepło do kobiety, wysuwając bukiet w jej kierunku. Chciał powiedzieć, że ma nadzieję, że znajdzie miłość, która będzie tylko jej warta, ale tego nie powiedział. To było życzenie, które płynęło z jego serca, a która niekoniecznie musiała być wypowiadana. Jak ten najgłębszy sekret, o którym szepta się tylko od ucha do ucha. - Ale patrząc na ciebie widzę, że zawstydzania gwiazd nawet nie muszę ci życzyć. - Odsunął się od niej, żeby zrobić miejsce dla innych gości, których na pewno zjawi się tutaj co najmniej kilku znając Norę.