Mogła się spodziewać, że będzie próbował uniknąć odpowiedzialności, albo wskaże palcem siostrę. Bądź co bądź, był bękartem, więc to na niej zwykle spoczywała odpowiedzialność. To ją Edward od małego przygotowywał do przejęcia rodzinnej fortuny, biznesu i roli pani domu i głowy rodziny. Choć dla Aydayi było to nad wyraz postępowe patrzenie, by kobieta stawała się panią domu, to nie komentowała tego w żaden sposób, boleśnie świadoma, że decyzja, którą podjął jej mąż wynikała z jej własnej ułomności. Nie musiałby zmuszać do tego Pandory, gdyby Aydaya urodziła mu syna. No właśnie, gdyby...
Tymczasem jedyny syn jakiego miała, był bolesnym wspomnieniem romansu jej męża. W dodatku, miast okazywać należytą wdzięczność, za przyjęcie go do rodziny, ten zaczął buntować się, uciekając z domu do burdelu, prowadząc szemrane interesy a następnie otwierając własny biznes, który równie dobrze można byłoby nazwać policzkiem wymierzonym ojcu, zważywszy na obszar jego działania. Przecież mógłby spokojnie otrzymać finansowanie ze skarbca rodzinnego, poszerzać Imperium Prewettów. Ale on musiał wszystko zrobić po swojemu. Aydaya była prawie pewna, że to geny Edwarda uczyniły jej dzieci takimi upartymi, zważywszy na to że Pandora aktualnie była nawet nie do namierzenia.
- Niestety Pandora jest w tym momencie zajęta pielęgnowaniem swojej kariery. Zapewniam cię jednak, że również ona otrzyma ode mnie stosowny list w którym wyłuszczę jej sytuację. - poinformowała go, ucinając jego próby przeniesienia tematu na siostrę.
Świadoma, że jej głos nosił pod koniec zdania znamiona lekkiej irytacji, odetchnęła nieco i pociągnęła kolejny łyk herbaty. Nie chciała irytować się na Laurenta, bo w gruncie rzeczy nie zawinił jej niczym, przynajmniej w tym momencie. Nie uważała, żeby było jego winą to, kim się urodził. Tak po prostu już było i tyle. Natomiast to co zrobił z okazjami danymi mu przez los, to była już tylko i wyłącznie jego decyzja i jego odpowiedzialność. A w jej ocenie, do tej pory błądził, niczym dziecko we mgle.
- Na balu z okazji urodzin ogłoszę zaręczyny jednego z moich dzieci. Pozostawiam w waszej gestii uzgodnienie, które z was to będzie. Jeśli na tydzień przed urodzinami otrzymam od was propozycję odpowiedniego kandydata, czyli osoby pochodzącej z czystokrwistej rodziny, niezwiązanej z żadnym skandalem, nie będę w ten wybór ingerować. Jeśli nie, sama zdecyduję zarówno o tym, które z was się zaręczy jak i o tym kto będzie przedmiotem tychże zaręczyn. - to nie było pytanie. Nie była to nawet propozycja, a polecenie, podobne temu jakie mogła wydać któremuś ze swoich podwładnych. Nie było jednak w jej tonie głosu już poprzedniej irytacji, mówiła spokojnie i bez agresji a nawet w jej głosie można było usłyszeć miękkie tony.
- W razie zaś, gdyby wam wpadło do głowy, żeby uciekać od mojej decyzji, tak jak to Pandora zręcznie robiła do tej pory, ostrzegam, że nie będę szczędziła środków aby was odnaleźć i ściągnąć do domu rodzinnego. Następnie zaś złożycie mi przysięgę wieczystą. Bo choć naprawdę brzydzę się tego typu środkami, to honor i przetrwanie rodu stawiam zawsze na pierwszym miejscu.- miała nadzieję, że nie zabrzmi to jak groźba, choć w istocie dokładnie nią był jej słowa. Przysięga wieczysta, nie była czymś czym operowano w magicznej społeczności z lekkością, nawet wśród rodów czystokrwistych. Mimo to Aydaya czuła się przyparta przez swoje dzieci do muru i miotała się niczym lamparcia matka w klatce, kiedy jej młode hasają sobie wesoło zamiast przyjść do niej i uważać na niebezpieczeństwo.
Nie konsultowała z mężem możliwości nałożenia przysięgi wieczystej na jego dzieci, bo wiedziała, że Edward byłby zupełnie niezadowolony z takiego pomysłu. Dla niego musiało to być jeszcze trudniejsze niż dla niej. W jej rodzinie przysięga małżeńska jaką zawierało się wżeniając się w ród Buruk zawierała znamiona przysięgi wieczystej, gwarantując wierność rodowi tych jego członków, którzy mogliby być kuszeni pozostaniem wiernymi rodom ich urodzenia. Wiedziała również, że jednym z wymogów bycia zatrudnionym w składzie elitarnej grupy assasynów było złożenie przysięgi wieczystej głowie rodu, choć nie znała dokładnej jej treści. To były sprawy dla mężczyzn.
- Kiedy mój mąż, a twój ojciec, przyjął cię pod nasz dach, nadał ci nazwisko Prewett, którym szczycisz się do tej pory. Od tego momentu jesteś moim synem, a więc korzystasz z naszych rodzinnych przywilejów i obowiązują cię rodzinne obowiązki. - zakończyła, tonem tak spokojnym, co nieznoszącym sprzeciwu. Doprawdy, w loterii losu Laurent trafił na dwoje rodziców, niemalże niezdolnych do okazania mu ciepłych uczuć. Zgodnie ze starym porzekadłem, powinien prawdopodobnie wygrać już kilka nagród pieniężnych, skoro nie szczęściło mu się na innych frontach.
![[Obrazek: 95d2a6be96822749cf05e777388d9bf25c7c9f8e.gif]](https://64.media.tumblr.com/cb39096f22490449ce8b7bd8a9e92dcf/e8cefd97277fd265-37/s540x810/95d2a6be96822749cf05e777388d9bf25c7c9f8e.gif)
"Istota nadziemska,
bo przecież żadnej innej nie pokochałby Edward Prewett."
— Laurent Prewett