• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
26.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent

26.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#6
21.11.2023, 17:08  ✶  

Pandora, Pandora, Pandora... Zaczynał być chory słysząc jej imię. Nie chcę go słyszeć. Lilia pajęcza kwitła w jego wnętrzu jak szaleństwo na powrozach wojen. Zaciągnęli tam ciała, pochowali na miejscu w masowej mogile, niepodpisane nagrobki nawet nie znaczyły pięknych polan, jakie porosły stokrotki i maki. Nie chciał o niej słuchać. Nie chciał o niej mówić. Chciał zapomnieć chociaż na kilka chwil, że miał starszą siostrę, która była taka uwielbiana przez jego rodziców. Wymazać jej egzystencję z kart swojego życiorysu. Albo nie, nawet prościej. Było na to o wiele łatwiejsze rozwiązanie, bo przecież mimo tych chwilowych nut przeciągających się na strunach jego świadomości pragnął, żeby Pandora żyła w szczęściu, tak jak chciała. Przygotowywał się na to, że to on przejmie ten tron, żeby ona mogła żyć wedle swojego pomysłu, sądził, że skoro był mężczyzną - jemu przyjdzie przejąć te obowiązki. Zdziwił się. Żył w tym niezrozumieniu i przeświadczeniu, że nie było istotne, co zrobi i jak - zawsze Pandorka będzie wyżej, zawsze ważniejsza, zawsze bardziej kochana, zawsze lepsza od niego. We wszystkim. Rozwiązanie więc było prostsze, żeby w końcu wszyscy byli tutaj zadowoleni. Żeby on był zadowolony i miał w końcu spokój. Wymazać siebie samego. Zapaść się w odmęty nieistnienia, może naprawdę uciec do oceanu, który zawsze go do siebie wołał? Tam nie byłoby lepiej - przecież nie należał do rodziny selkie. Nawet nie wiedziałby, gdzie ich szukać. Ciekawe czy ktokolwiek wiedział, gdzie się kryły, z jakimi nurtami wód wędrowały.

Przymknął na moment oczy, zanurzając wargi w herbacie. Bardzo dobrej, ale wolałby teraz zwykłą, czarną, gorzką herbatę. Chyba tylko ona byłaby do przyjęcia na jego żołądek. Ewentualnie melisa, żeby jakkolwiek ukoić nerwy, które i tak były wyciszone przez eliksir uspakajający. Może to było lepiej, że jednak był tutaj, bo nie ważne, jak dalej miałaby przebrnąć ta rozmowa ważne było to, że nie tkwił w domu ani w New Forest. Że nie musiał myśleć o tym mężczyźnie z dubeltówką, który odwiedził go we śnie. Chociaż na pewno mógł o tym komuś powiedzieć. Mógł... chciałby. Chciałby, tak po prostu, żeby od strony Aydayi też popłynęły te bardzo proste słowa: a jak ty spędziłeś poranek? Jak się czujesz, co u ciebie słychać? Czy wyzdrowiałeś? Chociaż jedno zdanie... ale gdyby nawet to jedno zdanie się pojawiło to i tak powiedziałby: dobrze. Dobrze się czuję, mam się dobrze, wyzdrowiałem, nic się nie stało. I czemu? Skoro nic nie było dobrze, skoro się bał, skoro czuł, że już nie ma dokąd uciekać, a nawet i nie warto - ucieczka była bezowocną stratą czasu i energii. Nie chciał być karmiony irytacją Aydayi i nie chciał jej łapać w swoje dłonie. Nie chciał jej wywoływać i jednocześnie sam nie chciał jej w sobie czuć. Mieszanina uczuć była bardzo podobna wobec tego, co stworzył w nim Edward. Bardzo, bardzo dziwna rzecz tląca się w sercu człowieka. Jak mógłby jej czy Edwardowi opowiadać o mordercy, dziwnych snach i swoich lękach, gdy nie czuł, że nawet w pełni sił był wystarczająco godny, aby kierowali na niego swoje oczy?

Powoli opuścił filiżankę, z której upił ledwo płytki łyk. Porcelana stuknęła o porcelanę. Cichuteńko. Dźwięk ginący w zdecydowanym, ale spokojnym na powrót głosie Aydayi, który był stworzony do tego, żeby oświadczać i wymagać. Ale był też stworzony do tego, żeby wydobywać z siebie śmiech i ciepło, kiedy jej czułe dłonie przejeżdżały po głowie Pandory. Miał wrażenie, że zanika granica między nim a światem. Jakby rozmywał się, stanowił tylko zupełnie niewyraźną plamę, którą można tylko pozbierać do słoika i spróbować zwabić do niego też wiatr, żeby wymieszał się z jego pozostałościami i zabrał je gdzieś daleko razem z jesiennymi liśćmi. A przecież ciepły, letni wiatr daleki był od deszczowej zimy. To miało być więzienie, którym straszył go ojciec i teraz straszyła matka. Głębsze, bardziej trwałe, tworzone przymusem, bo nie miał siły się bronić ani psychicznie ani fizycznie. Tylko że blondyn stał już na skraju. Zaczynało być mu obojętne, co się stanie. Zaczynało być mu obojętne, jak na niego spojrzą. Miał dość - nie miał już siły ani energii na walkę.
Utrzymywanie maskarady przed przyjaciółmi i znajomymi było kosztowne, ale przy nich mógł zatopić się w inną bajkę. A przed rodzicami była tylko stalowa rzeczywistość. Tak właśnie śliczne i urocze pikniki zamieniały się w rodzinny koszmar. Oto było to słodkie, nowobogackie życie rodów czystej krwi. Teatr i przedstawienia, szarfy, makijaże i śliczne suknie. Komplementy już niczego nie zmieniały i nie dawały. Aydaya mogła być piękna, stworzona do miłości, jaką przyszło jej przeżywać - ale ta miłość nie mogła ich łączyć. Wiedział, że w głębi swojego serca go kochała, że gdyby nie to ta relacja byłaby jeszcze gorsza, że kochała go... chociaż trochę. Albo sobie to tylko wymyślał. Jaka niby różnica..?

Otworzył oczy i skrzyżował z nią spojrzenie, czując, że uścisk w klatce piersiowej wpływa na jego komfort oddychania. Że oddycha znów płycej, więc starał się to kontrolować.

- Chcesz osobiście wypalić moje imię na rodowym gobelinie, mamo, czy mam sam iść to zrobić? - Zapytał całkiem spokojnie. Bo... niewiele czuł. Ten silny uścisk tam był, ten nacisk tkwił w jego głowie, ale nie czuł smutku, zawodu czy żalu. Nie potrafił w sobie tego odnaleźć. - Pewnie ci ulży, kiedy w końcu nie będziesz musiała oglądać oczu tej ladacznicy, z którą zdradził cię mąż. Nie mógłbym ci tego utrudniać.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aydaya Prewett (3844), Laurent Prewett (4251)




Wiadomości w tym wątku
26.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent - przez Aydaya Prewett - 20.11.2023, 14:45
RE: 25.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent - przez Laurent Prewett - 20.11.2023, 18:25
RE: 25.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent - przez Aydaya Prewett - 21.11.2023, 13:31
RE: 25.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent - przez Laurent Prewett - 21.11.2023, 14:09
RE: 25.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent - przez Aydaya Prewett - 21.11.2023, 16:40
RE: 25.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent - przez Laurent Prewett - 21.11.2023, 17:08
RE: 25.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent - przez Aydaya Prewett - 25.11.2023, 13:21
RE: 25.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent - przez Laurent Prewett - 25.11.2023, 14:27
RE: 25.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent - przez Aydaya Prewett - 25.11.2023, 15:24
RE: 25.06.1972 || Rezydencja Prewettów || Aydaya & Laurent - przez Laurent Prewett - 25.11.2023, 17:44

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa