Podobało ci się to jak zrywał z ciebie ubranie, patrzyłaś na niego z każdym jego gwałtownym ruchem bardziej podniecona. Czułaś jak policzki cię pieką z napięcia jakie wywoływało w tobie jego wygłodniałe spojrzenie. Był dziką bestią, która chciała cię po prostu pożreć, był panem Piekieł, który miał pochłonąć cię ogniem piekielnym. Czułaś jak języki ognia oplatają twoje ciało rozgrzewając je do czerwoności, było ci cholernie gorąco jak jeszcze nigdy przy żadnym wydarzeniu w twoim życiu. Było ci przyjemnie. W końcu twoje ubranie wylądowało na ziemi, a on spojrzał na ciebie, na twoje blade, nagie ciało, na te żebra, które tak wystawały. Gdzieś w twoim umyśle pojawiło się pytanie, czy aby na pewno wyglądasz odpowiednio. Pewnie dziwki, które rucha w Londynie mają ogromne piersi, ogromne dupy, które łapie i zgniata w swoich wielkich dłoniach. Jęknęłaś zaskoczona, gdy złapał mocno twoje małe piersi, ścisnął, pociągnął, a po twoim ciele rozlała się fala przyjemnego bólu. Lekko się wygięłaś podsuwając się pod jego dłonie, chciałaś więcej, chciałaś, aby mocniej cię złapał, aby gdzieś uderzył. Jego spojrzenie nie wróżyło nic dobrego, oczy przesłoniło chore podniecenie, widziałaś w nim, że udało ci się go sprowokować, że udało ci się go pociągnąć do własnego piekła. Patrzyłaś na niego coraz bardziej podniecona nie spuszczając z jego oczu własnych, aby w nie patrzył, aby widział, że tego chcesz. Czułaś delikatny strach, ale on jeszcze bardziej cię nakręcał, chciałaś więcej i więcej. Chciałaś, aby ci pokazał, co może ci dać. Nie sądziłaś, że ten dzień skończy się w ten sposób, że dasz mu swoje dziewictwo. Obawiałaś się tego, a spomiędzy twoich ust wydostało się niekontrolowane mruknięcie, gdy ściągnął z siebie ubranie. Stęknęłaś na jego słowa i moment, w którym zasłonił twoje usta wciskając twoją głowę w materac. Nie zamykałaś oczu, cały czas na niego patrzyłaś. Chciałaś mu powiedzieć, że poza tobą już nie będzie miał innych dziwek, ale nie było ci dane i może to dobrze? Bo nie byłaś panną na wieki, byłaś tylko jego zapędem do nienawiści. Wyładowywał frustracje jak każdy facet, nie chciał ciebie dla siebie, chciał po prostu pokazać ci, że powinnaś uważać na to, czego sobie życzysz i co robisz.
Czułaś jak ślina zbiera ci się w ustach, jak jego dłoń mocno dociska cię do materaca, a druga wędruje w tamto miejsce. Nie miała odruchu łączenia nóg, wręcz chciałaś, aby cię tam dotknął, aby ci pokazał, co to za uczucie. Jęknęłaś mu w dłoń wijąc się już z podniecenia pod jego ciałem. Pragnęłaś, aby się nie powstrzymywał, aby w końcu coś zrobił, zadał ból. Czując w sobie jego palce znowu głośno jęknęłaś prosto z środka patrząc na niego z wielkimi oczami, które pragnęły więcej i więcej. Widząc jak przesuwa się i ląduje między twoimi udami nie spuszczałaś z niego spojrzenia, patrzyłaś co robi, jak robi i ile. Gdy złapał cię za szyję jęknęłaś głośno odchylając ją lekko do tyłu i obejmując go nogami. Gdy wsunął się w ciebie jęknęłaś jeszcze głośniej i spojrzałaś na niego z uśmiechem na twojej chorej mordzie. Było dobrze, było idealnie, było przyjemnie. Potem już powoli traciłaś grunt na umyśle, bo doprowadził cię do tak chorej przyjemności jakiej jeszcze nigdy nie czułaś. Gdy usłyszałaś jego zachrypnięty głos, rozkazujący ton spojrzałaś na niego nie przestając jęczeć, a czasami nawet krzyczeć. Miałaś ochotę sama zasłonić swoje usta, a nawet to na chwilę zrobiłaś, ale on zabrał twoją dłoń i przytrzymał, abyś nie robiła takich rzeczy. Niegrzeczna Persephona. On chciał słyszeć jak krzyczysz, widzieć jak wijesz się pod nim. Czułaś jak każdy jego gest tworzył bolesne ślady na twojej skórze, jak wyrywa twoje włosy, a każdy mocniejszy, gwałtowniejszy ruch, uderzenie, klaps, czy ściśnięte było okraszone akompaniamentem głośnych jęków podniecenia zmieszanych z bólem. Gdy leżałaś twarzą w poduszki, a on był za tobą zaśliniłaś materiał łóżka, czułaś jak twoje ciało kilka razy płonęło, a przyjemność rozchodziła się po nim w nieznany dla ciebie sposób. Nie wiedziałaś ile to trwało, ale na sam koniec byłaś już wyczerpana, twój umysł odpływał, a myśli uciekały. On nie pozwalał ci jednak zasnąć, pieprzył cię tak długo, tak mocno, że w pewnym momencie nie byłaś pewna, czy drżenie mięśni było spowodowane przyjemnością, czy bólem. Oddychałaś ciężko i szybko, a przed oczami obraz się zamazywał, a nawet momentami znikał. Jak przez mgłę pamiętałaś, że coś do niego mówiłaś, coś co brzmiało jak szybciej, mocniej, postaraj się. Chciałaś z niego kpić, a on na to reagował większą brutalnością. Widząc jego spermę na swoim brzuchu patrzyłaś na nią przez chwilę, ale oczy same ci się zamykały. Całe ciało pulsowało, drgało, paliło w niektórych miejscach. Czułaś jak w miejscach, gdzie złapał za mocno, lub za mocno uderzył tworzyły się siniaki.
Zamknęłaś oczy, a on się poruszył. Nie wiedziałaś, co robił, ale nie miałaś siły na niego spojrzeć, więc po prostu leżałaś, aż całe twoje ciało się rozluźniło, a oczy zamknęły. Nie miałaś siły nawet prosić o wodę, ani o to, aby iść się wykąpać. Ręce nadal leżały nad twoją głową jakby gotowe do związania, albo niegotowe do opuszczenia. Nim się zorientowałaś zasnęłaś, odpłynęła do krainy morfeusza, ale zamiast boga snu był Hades. Pan ogni piekielni, władca zmarłych. Wrzucał cię w płomienie karząc za twoje nieposłuszeństwo. Nie wiedziałaś, czy prawdziwy Hades leżący obok ciebie pozwoli ci teraz spać, czy wymyśli dla ciebie jeszcze bardziej chore kary.