21.11.2023, 18:42 ✶
Ten dzień był... dziwny, delikatnie mówiąc. Pomijając, że już sam koncept urodzin wprowadził wiele zamieszania do codziennej rutyny, jaką już - mniej więcej - udało się wypracować przez miniony miesiąc, to jeszcze Nora jakaś taka... Co bynajmniej Lady nie przeszkadzało w przemykaniu pomiędzy miskami i zostawianiu ostatecznego znaku jakości na cieście. No i tak jakby - bez kociwłosa mikstura zdecydowanie nieważna, więc trzymała się tej zasady, mniej lub bardziej świadomie. Halo, że coś nie pasuje? Nie ma takiej opcji, zdecydowanie nie. Bo jak to tak, przecież dzielnie pomagała w przygotowywaniu tych wszystkich łakoci!
I aż się w pewnym momencie całym tym pomaganiem bardzo, bardzo zmęczyła, przez co znalazła sobie kącik, w którym się zdrzemnęła. I miała przewspaniałe sny, o miseczkach pełnych najprzedniejszej śmietanki, o ściganiu rąbka sukienki, o polowaniu na natrętną muchę...
W końcu jednak te wszystkie sny się skończyły, sen odszedł, puchata kulka wytoczyła się ze swej kryjówki i zatrzymała się na chwilę, próbując zrozumieć, co się tu właściwie stało. I jeszcze... jeszcze jeden detal wpadł jej w oko, gdy się leniwie przeeeeciągnęęęęła, rozprostowując kości.
- Noooora, a patrzyłaś ty w lusterko? - zamiauczała, siadając na podłodze przed oknem; wzrok miała utkwiony w balonach, które przykuły jej uwagę. Co to takiego? Takie duże, wyglądało na lekkie, nic, tylko trącić łapką... obróciła główkę, taktycznie obserwując, na ile Figg kontroluje jej poczynania, bo tak jakby...
... tak, za tymi niewinnymi, błękitnymi oczkami formował się Plan. Przez bardzo duże "P". Zdecydowanie zapragnęła dostać się do tychże balonów i własnołapnie się przekonać, czym one są...
... co powinno było ułatwić pojawienie się pierwszego gościa (teraz to na pewno na mnie nie patrzy!) i następnych, stąd też niewiele myśląc, po prostu skoczyła na firankę, żeby rozpocząć wspinaczkę...
I aż się w pewnym momencie całym tym pomaganiem bardzo, bardzo zmęczyła, przez co znalazła sobie kącik, w którym się zdrzemnęła. I miała przewspaniałe sny, o miseczkach pełnych najprzedniejszej śmietanki, o ściganiu rąbka sukienki, o polowaniu na natrętną muchę...
W końcu jednak te wszystkie sny się skończyły, sen odszedł, puchata kulka wytoczyła się ze swej kryjówki i zatrzymała się na chwilę, próbując zrozumieć, co się tu właściwie stało. I jeszcze... jeszcze jeden detal wpadł jej w oko, gdy się leniwie przeeeeciągnęęęęła, rozprostowując kości.
- Noooora, a patrzyłaś ty w lusterko? - zamiauczała, siadając na podłodze przed oknem; wzrok miała utkwiony w balonach, które przykuły jej uwagę. Co to takiego? Takie duże, wyglądało na lekkie, nic, tylko trącić łapką... obróciła główkę, taktycznie obserwując, na ile Figg kontroluje jej poczynania, bo tak jakby...
... tak, za tymi niewinnymi, błękitnymi oczkami formował się Plan. Przez bardzo duże "P". Zdecydowanie zapragnęła dostać się do tychże balonów i własnołapnie się przekonać, czym one są...
... co powinno było ułatwić pojawienie się pierwszego gościa (teraz to na pewno na mnie nie patrzy!) i następnych, stąd też niewiele myśląc, po prostu skoczyła na firankę, żeby rozpocząć wspinaczkę...