Czując na sobie uważne spojrzenie dziewczyny, sam spojrzał w jej stronę. Wydawało mu się, że chciała mu coś powiedzieć, jednak zaniechała tego. Najwyraźniej też nie chciała od niego autografu ani nic, co dla niego było nietypowe. Nie do tego przywykł, aczkolwiek to nikogo nie powinno zaskakiwać. Bo w zbliżony sposób reagowała większość ludzi, których spotykał na swojej drodze. Przedziwne zjawisko, z którym mieli do czynienia, zdawało się powoli ustępować, tak samo jak wywołany przez nie wpływ na nich. Miało pozostawić po sobie tak wiele pytań bez odpowiedzi.
Psidwak nie był w stanie odpowiedzieć dziewczynie, jednak postawione uszy, merdanie ogonem i rozwarcie pyska, wysunięcie języka świadczyło o tym, że psidwak tak jak początkowo rozglądał się niespokojnie w poszukiwaniu tego zjawiska, tak teraz ten dotyk stosownie go uspokoił. Philip, jako ich opiekun, nadal podtrzymywał to, że najlepiej będzie zabrać stąd Nuggetsa i Taffy oraz wrócić do domu. Pozostałe zakupy może zrobić w późniejszym czasie.
— Mogły się trochę zaniepokoić, jednak fizycznie nie powinno się im nic stać. Dobrze. Skonsultuję się dla pewności z jakimś magizoologiem. — Odpowiedział jedynie, cicho wzdychając. Zdecydowanie będzie musiał się tym zająć, bo jednak dobrostan swoich pupilów pozostawał dla niego bardzo istotny. Wiedział, do kogo się zwróciłby się w podobnej sytuacji. Wydawało mu się, że tamto dziwaczne zjawisko ustąpiło już całkowicie, jednak znów dało o sobie znać i znów mógł wyczuć ten całun pod palcami, gdy pojawiła się taka możliwość.
— Zawsze dbam o swoje zwierzęta. Kiedyś może tak być. — Wszystko o nim można było powiedzieć, ale nie to, że nie dba o swoje zwierzęta. Psidwaki oraz posiadane przez niego wierzchowce miały idealne warunki do bytowania. On również musiał ruszyć w swoją stronę, w tym przypadku w kierunku domu. Liczył, że nie natrafi na to osobliwe zjawisko. Wystarczy mu już kontaktu z tym całunem, który jawił się im przed oczami.